Reklama

Nowe terytoria

Nowe terytoria

23.03.2010
Czyta się kilka minut
Przed festiwalem Europejski Poeta Wolności z Primožem Čučnikiem rozmawia Grzegorz Nurek.
G

Grzegorz Nurek: W gronie nominowanych do Gdańskiej Nagrody Literackiej "Europejski Poeta Wolności", obok cypryjskiego poety Androsa Zemenidisa, także urodzonego w latach siedemdziesiątych, jesteś jednym z młodszych. W jednym z wywiadów mówiłeś, że młode pokolenia poetów słoweńskich raczej dystansują się od politycznego zaangażowania w poezji. Ale równocześnie w Twojej twórczości pojawiają się czasem utwory zaangażowane - przykładem ironiczny poemat "Ameryka" z tomu "Zapach herbaty", gdzie pisałeś: "No, zatop swoją flotę, wyślij swoje dzieci do kina / i zmień kurs kapitału, niech załamie się giełda, dolar zwariuje / upadną banki i niech do gwiazd wybuchnie Factory, / Ameryko, / nie dałaś mi połowy z tego co dajesz polskim poetom". W obliczu niedawnego kryzysu w Stanach to niemal proroczy wiersz. Czy określenie "Europejski Poeta Wolności" pasuje do Ciebie, jak je rozumiesz i, wreszcie, jak postrzegasz "walkę o wolność w poezji, podejmowanie tematu wolności" dzisiaj?

Primož Čučnik: Jeśli spojrzeć wstecz, okazuje się, że dla mojej generacji najważniejsze było doświadczenie "wolności" drugiej połowy lat osiemdziesiątych i początku dziewięćdziesiątych zeszłego stulecia. Wiąże się to oczywiście z tym, że byliśmy mniej więcej w tym samym wieku, a więc wyrostkami koło osiemnastki, albo niewiele starszymi. Zbiegło się to z wielkimi przełomami politycznymi: z rozpadem Jugosławii, upadkiem muru berlińskiego i końcem komunizmu... To było w powietrzu i trudno było stać obok, nawet jeśli nie było się bezpośrednio zaangażowanym w "walkę o nowy świat". To był czas rodzenia się społeczeństwa obywatelskiego, trochę anarchiczny, chaotyczny, w którym znaleźliśmy się naiwni i zbyt młodzi, żeby cokolwiek rozumieć (dla nas był to czas pierwszych miłości). Wspominam go z sympatią. Wolność odczuwaliśmy przede wszystkim jako możliwość robienia tego, na co się miało ochotę. Oczywiście nie chodziło o jakąś nieograniczoną wolność, raczej o pewien szczególny klimat, o coś, co było nam dane, w końcu i o szczęśliwy traf. Potem to się zmieniło i także czas poezji nastał dla mnie w całkiem innych okolicznościach, wojna bałkańska, kryzys wartości, powszechny strach i nieufność... Myślę, że wolności w poezji szukam nie oglądając się na to, co akurat się dzieje, choć bywa, że poezja zabrzmi jak głos "wołającego na puszczy". To, że piszę w warunkach względnej swobody, niestety znaczy też, jak by powiedział autor "Życia na wyspach", że straciłem kontakt z "wielką ludzką rodziną". Zdaję sobie sprawę, jak mało obchodzą dziś ludzi dobrze napisane zdania i metafory. Wróble ćwierkają, że staliśmy się sługami późnego kapitalizmu, rynku, materializmu nieograniczonych wyborów. W samej wolności kryje się największa pułapka niewoli. W tej sytuacji mogę mieć tylko nadzieję, że formuła "Europejski Poeta Wolności" dla mojej pracy i dla mojego domu nie ma sensu za bardzo ironicznego. W dawnych czasach sport kojarzono z hasłem "w zdrowym ciele zdrowy duch". Poezję powinniśmy chyba rozumieć jako "w wolnym ciele wolny duch".

W tomie "Praca i dom", który znalazł się wśród nominowanych do nagrody książek, w wierszu zatytułowanym "Potrzebny nam rzecznik, gdzie jest" kreślisz potrzebę odnalezienia rzecznika, reprezentanta "By załagodzić spory i otrzymać wszystkie prawa". Czytamy w wierszu: "»Nic nie słychać, mów głośniej«, krzyczą ludzie, których nazywamy politykami". Czy rolą poety jest bycie rzecznikiem reprezentującym głosy słabszych, opuszczonych, samotnych, więzionych, czy też rolę rzeczników należy pozostawić politykom i działaczom?

Odpowiedź kryje się w tle, muszę to wyjaśnić. Rzecznik praw obywatelskich w krajach demokratycznych jest, jak wiadomo, instytucją, która wkracza tam, gdzie naruszane są podstawowe prawa obywateli, głównie tych najsłabszych, dzieci itp. A wiersz napisałem w czasie, gdy rzecznikiem w Słowenii był Matjaž Hanžek, który w drugiej połowie lat sześćdziesiątych pisał awangardową poezję. Była ona krytyką poezji właśnie za jej niemoc w kwestii "społecznej przemiany", poezji na swój sposób przypartej do muru. W końcu Hanžek porzucił pisanie wierszy i zaangażował się politycznie, głównie na polu społecznym; jego znana książka nosi tytuł "Szukamy wierszy, gdzie są". Mój wiersz był więc (mówiąc trochę ironicznie) takim rodzajem petycji do rzecznika, by można było napisać coś takiego jak wiersz zaangażowany. "Praca i dom" to taka jakby brudna, skontaminowana z potocznego języka książka, a potoczny język boryka się z podobnymi problemami, co zwykli, normalni ludzie. Więź między ludźmi prostymi i poezją - przynajmniej w tej książce - z pewnością jeszcze istnieje, pytanie tylko, czy w związku z tym ciążą na mnie (jako poecie) jakieś inne jeszcze zadania. Myślę, że nie. Moja rola polega na tym, że piszę wiersze i te wiersze są. Cała reszta to lektura i historia.

W wierszu "Stare mapy i nowe terytoria" mówisz: "Niektórzy stracili wiarę. Właściwie wszyscy, każdy na swój sposób: z racji czy to przemocy, czy to nienawiści". To dosyć gorzkie konstatacje o ludzkiej kondycji, ale na ile prawdziwe? Przecież zło, co pokazał choćby upadek komunizmu w Europie, nie zawsze triumfuje...

Czasem poezja brzmi bardziej pesymistycznie, niż jest w rzeczywistości. Do pewnego stopnia staram się uchylić tradycję ciemnego modernizmu, który jest typowy także dla naszych krajów, co udaje mi się tylko do pewnego stopnia. Geny odziedziczyłem po swoich ojcach i (pra)dziadach. To, że zło nie zawsze wygrywa, cieszy mnie ogomnie... Aczkolwiek obawiam się, że słowa "zło" i "dobro" zawłaszczyła już polityka, nadając im swoje znaczenia. A w sensie religijnym - Bóg przecież jest dobry, czyż nie? - nienawiść i przemoc zrywają autentyczną więź. Nie wiem, może źle to tłumaczę. Może jestem religijny w niewłaściwy sposób. Nie rozumiem, jak można uzasadnić jakiekolwiek zło jakąkolwiek wyższą racją. Myślę, że gorycz tych konstatacji odpowiada bólowi, jaki odczuwamy w świecie, świecie, który odczuwamy tragicznie, wręcz absurdalnie. Tragiczne odczucie świata leży, by tak rzec, w kołysce arcydzieł naszej kultury, szczególnie tej nowoczesnej - wystarczy przypomnieć zeszłe stulecie. Tak więc jedną nogą na brzegu dobra, drugą na brzegu zła, i z sercem trochę już zmęczonym i zrezygnowanym, po właściwej stronie. Coś w tym rodzaju.

Czy byłeś wcześniej w Gdańsku, czy to będzie Twoja pierwsza wizyta w kolebce Solidarności i mieście Lecha Wałęsy?

Skoro już mówimy o szczytach pesymizmu, czy to nie w Gdańsku urodził się Schopenhauer? Poza tym Gdańsk to dla mnie miasto z pewnego utworu jugo-rockowej grupy, który szedł jakoś tak: "Gdańsk, lata osiemdziesiąte, fabryki zawrzały. Nie posyła się dwa razy czołgów na robotników". Nie byłem jeszcze w Gdańsku. Cieszę się, że będę.

Tłum. Agnieszka Będkowska-Kopczyk i Michał Kopczyk

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]