Chłopak bardzo się pilnuje. Przeraża mnie to. Od razu przebiega mi przez głowę seria okupacyjnych skojarzeń. Skoro wszyscy tu żyjemy historią, zamiast teraźniejszością i przyszłością, to ja też mogę.
Strach, który słychać w akcencie
Patrzę więc na lęk przed tym nowym szmalcownictwem, które dogaduje, gardzi, odsyła na Ukrainę, ale zaczęło i bić. Nawet dzieci. Nastroje społeczne falują – słyszymy – jakby to był naturalny żywioł, a nie paskudne uprzedzenia karmione rosyjską propagandą i własnym grzechem. Uprzedzenia pompowane również przez nasze, rodzime partie dla politycznych korzyści. Chciałoby się, żeby reakcja na te nastroje była zdecydowana i brzmiała: non possumus. Dziś jest dziś, przeszłość nie przysłoni nam tego, co teraz jest ważne.
Przez ladę wypełnioną rzemieślniczymi lodami obserwuję, jak chłopak stara się, by go nie zdradził akcent. W końcu jednak, przy zachwalaniu smaku „podwójny jogurt”, wymyka mu się zbyt miękka głoska.
Zostaję z tym obrazkiem przed oczami, idąc zaraz potem na Marsz Pamięci getta warszawskiego. Idąc przez moje rodzinne miasto i moją dawną dzielnicę, zbudowaną na prochach i gruzach żydowskiego życia Warszawy. Tak się składa, że akurat czytam teraz sporo o Zofii Kossak-Szczuckiej.
Jej ulotka „Protest” z sierpnia 1942 r. zaczynała się od empatii z cierpieniem Żydów w getcie, ale następuje w niej szybki zwrot, stwardnienie serca. Żydom trzeba pomagać, bo to jednak bliźni, choć wrogi. Trzeba, bo co pomyśli świat o Polakach. Niesamowite, że w środku Wielkiej Akcji to właśnie było jej troską. Choć w sumie czemu się dziwić.
Ta sama katolicka autorka w maju tego samego roku boleje nad postawami polskiej ludności, odnosząc się najprawdopodobniej do zbrodni w Jedwabnem (które nazywa Jagodnem), ale też widzi w żydowskim losie wypełnienie się kary za zabicie Chrystusa. „Z logiką straszliwą mszczą się na Żydach wszystkie ich występki” – nie waha się napisać z głębi przedsoborowej chrześcijańskiej teologii o Żydach, ujawniając jej paskudne oblicze. Karę Bóg zasądził, nie ma wątpliwości, ale biada Polakom, którzy wezmą udział w jej wykonaniu.
Rekolekcje z Kossak-Szczucką: o nienawiści w katolickim sercu
Wielkie narracje patriotyczno-religijne zasłaniają jej rzeczywistość, choć jednocześnie widzi, co się dzieje. Nie składa się to w spójny obraz. Wstrząsająca jest ta umiejętność religijnego myślenia, które wyłącza współczucie, wszystkiemu nadaje sens w szerszym planie dziejów, ale zatwardza serce.
Ten antysemityzm i pogarda, które zabierze ze sobą nawet do Auschwitz-Birkenau i które potem zapisze we wspomnieniach z obozu. Właściwie jej wojenne teksty powinny być lekturą obowiązkową dla polskich katolików. W końcu to jedyna znana nam religijna refleksja o Zagładzie pisana w czasie rzeczywistym. Jednak nie dlatego trzeba ją czytać, byśmy się nią jak zwykle pocieszali, że nawet antysemitka ratowała Żydów. Tylko żeby zobaczyć, jak ktoś, kto cały czas w obozie się modlił, kto widział los polskich więźniarek w kategoriach dobrowolnej ofiary na podobieństwo Chrystusa, może jednocześnie nieść w sercu nienawiść i religijno-nacjonalistyczne uprzedzenia.
Trzeba przyznać, że Kossak-Szczucka i tak się jakoś broni. Apelując o pomoc, a potem ją organizując, przerosła to, co pisała i myślała. „Lepiej odczuwała i czyniła, niż pisała?” – pytała, rozważając tajemnicę rozdarcia między słowami a czynami Kossak-Szczuckiej, w swoim eseju o niej Maria Janion.
Lepiej odczuwasz i działasz, niż myślisz lub piszesz? Myśli i słowa determinują twoje czyny? Czy jednak przekraczasz – działając – to, co masz w głowie? Wielkie narracje zasłaniają bliźniego zbyt skutecznie, czy jednak widać człowieka zza opowieści? Proponuję takie sierpniowe rekolekcje z Zofią Kossak-Szczucką.
Zostaje pytanie, gdzie jest Kościół i jego duszpasterska praca, gdy nastroje rosną niby bezwolnie i naturalnie, jak jakaś fala powodziowa? Możliwe, że tam, gdzie zawsze, uwikłany w swój czas, we własne ograniczenia, kontekst, w którym żyjemy.
W czasie Zagłady polskich Żydów, bliźnich i sąsiadów, biskupi milczeli. Jak dowiadujemy się z watykańskich archiwów, właśnie przez swoje uprzedzenia nie widzieli bliźniego, przekonani, że Żydzi jako komuniści sami są sobie winni. A dziś? Co mają do powiedzenia chłopakowi z rzemieślniczej lodziarni, który uważnie pilnuje swojego akcentu? Co mają do przekazania nam, czyli tym, których on się boi. Pewnie jak zawsze nic.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.








