Leszek Moczulski to postać wyjątkowa dla polskich dziejów najnowszych. Przejdzie do historii jako założyciel Konfederacji Polski Niepodległej, organizacji, która już w momencie powstania w 1979 roku otwarcie składała deklaracje, jakie wówczas mało kto miał odwagę formułować. Naczelnym był postulat pełnej niepodległości Polski, która wówczas była w bloku państw zależnych od ZSRR, więc wychodzenie z takim pomysłem traktowane było jak przejaw myślenia księżycowego.
Po drugie deklarowała się jako partia polityczna, a robiła to w czasie, gdy ówczesna opozycja demokratyczna skupiona wokół KSS KOR na słowo „partia” reagowała alergicznie, podobnie jak powstały rok później związek Solidarność. W obu sprawach KPN, a przede wszystkim jej niekwestionowany lider Leszek Moczulski okazali się wizjonerami. Wizjonerskie myślenie było zresztą ważnym elementem myśli politycznej przez niego formułowanej. Czasem jego wizje się sprawdzały, czasem nie, ale akurat stworzona w końcu lat 70. w programie „Rewolucja bez rewolucji” wizja czekającego PRL dużego wybuchu społecznego – się sprawdziła.
Więzień polityczny, lider partii
Za swoje niezłomne stawianie sprawy niepodległości Polski Leszek Moczulski przesiedział kilka lat w więzieniu. Trafił do niego już jesienią 1980 roku, gdy akurat cały kraj oddychał swobodniej po zakończonych sukcesem strajkach sierpniowych i powstaniu Solidarności. Jego aresztowanie, co wiemy z ujawnionych po latach dokumentów, nastąpiło na wyraźne życzenie Moskwy. W więzieniu przesiedział większość lat 80., ale KPN, także dzięki jego legendzie, umacniała się i przyciągała młodych ludzi.
Również dzięki temu w okresie przemian 1989 roku była na tyle mocną i dobrze zorganizowaną formacją, że co prawda w wyborach 4 czerwca jej kandydaci, startujący spoza list Komitetu Obywatelskiego, nie uzyskali żadnego mandatu, ale już dwa lata później, w pierwszych w pełni wolnych wyborach w 1991 roku, Konfederacja zdobyła całkiem duże poparcie i miała jeden z silniejszych klubów w rozdrobnionym Sejmie. KPN była też praktycznie jedyną prawicową formacją, która weszła do kolejnego Sejmu, po przedterminowych wyborach w 1993 roku, gdy parlament został zdominowany przez postkomunistyczne SLD i PSL.
W Sejmie I kadencji partia Moczulskiego starała się konsekwentnie realizować swój niepodległościowy program, składając m.in. projekt ustawy o restytucji niepodległości. Do historii przeszły też słynne słowa Leszka Moczulskiego, wypowiedziane z trybuny sejmowej do posłów SLD 1 lutego 1992 roku, podczas debaty nad majątkiem byłej PZPR. Lider KPN wykrzyczał im wtedy, że skrót PZPR należy rozszyfrować jako „płatni zdrajcy, pachołki Rosji”.
Cienie na bohaterskim życiorysie Moczulskiego
Nigdy nie spełnioną ambicją Moczulskiego był udział w rządzeniu. KPN negocjował co prawda wejście do mniejszościowego rządu Jana Olszewskiego, ale premier nie chciał liderowi KPN dać postulowanego przez tego ostatniego fotela szefa MON. Pod koniec istnienia tego rządu okazało się zaś, że lider KPN figuruje na tzw. liście Macierewicza jako tajny współpracownik SB o pseudonimie „Lech” (w latach 1969-76). Potem jeszcze Moczulski miał szanse wejść do rządu Waldemara Pawlaka, brał nawet udział w negocjacjach, ale rząd ten nie powstał, a Pawlak po 33 dniach zrezygnował z misji.
Zarzuty o agenturalność lidera KPN otwierają listę kilku ciemniejszych spraw w jego biografii. Należą do nich na pewno praca dla „Trybuny Ludu” na początku lat 50., a potem, podczas pracy w latach 60. w tygodniku „Stolica” (w którym z sukcesami pisał prawdę o polskim czynie zbrojnym w czasie II wojny światowej) – wspieranie linii moczarowskiej. Sama współpraca z SB była krótka i została zerwana przez bezpiekę, niezadowoloną z Moczulskiego. Po roku 1977, gdy Moczulski zaangażował się w działalność opozycyjną w ramach Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, żadnych związków z SB nie miał, a swoje ewentualne winy odkupił wieloletnim więzieniem.
Jednak działalność polityczną musiał zakończyć już w 1997 roku, gdy wewnętrzne konflikty rozbiły KPN. Skłonność do popadania w nie była zresztą istotną cechą politycznej biografii Moczulskiego, podobnie działo się we współtworzonym przez niego w latach 70. ROPCiO. To jednak przypadłość wielu silnych osobowości.
Zbliżenie do obozu demokratyczno-liberalnego
Po nieudanym udziale w parlamentarnej polityce Moczulski w końcu lat 90. wrócił do roli historyka i publicysty historycznego. Jego konikiem były dzieje II RP i kampanii wrześniowej – do końca życia był zdecydowanym zwolennikiem sanacji. Gdy nagrywałem z nim w 2022 roku notację na potrzeby Instytutu Pileckiego, nadal twardo bronił polityki obozu Józefa Piłsudskiego po 1926 roku. Zresztą stawianie kwestii niepodległości ponad wartościami demokratycznymi było ważnym wyznacznikiem tej części opozycji w PRL, którą reprezentował Moczulski – ROPCiO, a potem KPN były nazywane „opozycją niepodległościową”, w przeciwieństwie do tej skupionej wokół KOR, nazywanej „opozycją demokratyczną”.
Po 1989 roku miało to przełożenie na powstające formacje polityczne. Jednak Moczulski, przez lata z dużym dystansem traktowany – z wzajemnością – przez obóz demokratyczno-liberalny, pod koniec życia zbliżył się do niego. Publikował w „Gazecie Wyborczej”, a bodaj jego ostatnim dużym publicznym występem był udział w wiecu w obronie Unii Europejskiej, zorganizowanym przez Donalda Tuska i Platformę Obywatelską na placu Zamkowym dokładnie trzy lata temu – 10 października 2021 roku.
Zmarł w wieku 94 lat.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















