Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nie z tej Ziemi!

Nie z tej Ziemi!

10.12.2012
Czyta się kilka minut
Księżyc. „Trzy razy księżyc odmienił się złoty, jak na tym piasku rozbiłem namioty” (Słowacki); „Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą, i dwa obaczysz księżyce” (Mickiewicz);...
.

...„Już miesiąc zeszedł, psy się uśpiły” (Karpiński); „Księżyc w niebie jak bałałajka” (Gałczyński) – każdy pamięta te cytaty z klasycznej polskiej poezji. Ale i proza nie gorsza: „wszystko zmieniło się z wyjątkiem tego, że – dwa i dwa jest cztery, że trójkąt jest połową prostokąta, że księżyc może zakryć słońce...” (Prus, „Faraon”).

U innych podobnie. W „Boskiej Komedii” Beatrycze i Dante po przebyciu sfery ognia wznoszą się do pierwszego nieba, na księżyc; tutaj Beatrycze wyjaśnia poecie pochodzenie plam księżycowych. Federico Garcia Lorca pisał: „Kiedy wschodzi księżyc, giną wszystkie dzwony, zjawiają się wokół ścieżki niezbadane”. Te przykłady można ciągnąć bez końca. Jeśli dodać do tego przykłady z malarstwa, filmu (poczynając od „Podróży na księżyc” Georges’a Mélièsa z 1902 roku!), mitologii, bajek (Twardowski!), języka (jak u Norwida: „już księżyc – ksiądz proboszcz, staruszek bez sił, podąża by związać nam ręce”), liturgii (wyznaczanie daty świąt Wielkanocnych), to doprawdy widać, że bez Księżyca ani rusz i że nie należy on (tylko) do astronomów.

Nie ma w tym nic dziwnego. Nasz naturalny satelita jest drugim po Słońcu najjaśniejszym obiektem na niebie. Jest wdzięcznym celem dla astronomów amatorów – można go obserwować gołym okiem, bez trudu dostrzegając układ plam na jego powierzchni. Można też przez lornetkę lub niewielką lunetkę, wtedy poznamy księżycowe kratery, a może nawet nierówny brzeg jego tarczy. Zakrycia planet (np. Jowisza) przez Księżyc, dostępne obserwacjom bez żadnych przyrządów, nawet w środku dużych miast, są wyjątkowo efektowne i wcale nie tak rzadkie (ja sam widziałem to dwa razy). Zakrycia gwiazd, zwłaszcza tych ślizgających się po brzegu tarczy Księżyca, również są wyjątkowo efektowne – zakrywana i odsłaniana przez księżycowe góry gwiazda rozbłyska i gaśnie. Odegrały przy tym ważną rolę w historii astronomii i geodezji – obserwowane z różnych miejsc, pozwalały wyznaczać skalę odległości, długość geograficzną, dokładny kształt Ziemi.

Księżyc jest też jedynym, oprócz Słońca, ciałem niebieskim wywierającym nieustanny, bezpośredni, silny i łatwo dostrzegalny wpływ na Ziemię (inne, nawet bardzo odległe obiekty też to czynią, ale ich wpływ jest subtelny i trudno dostrzegalny). Przypływy i odpływy mórz i oceanów są skutkiem bliskiego z nim sąsiedztwa, a do tego dochodzą łatwo widoczne zaćmienia Słońca i Księżyca. Jego obecność stabilizuje położenie Ziemi na orbicie okołosłonecznej i, jak sądzimy, umożliwiła stabilny klimat i rozwój życia na Ziemi.

To sąsiedztwo sprawiło, że Księżyc stał się obiektem wierzeń, westchnień, inspiracją artystyczną – czymś stale obecnym w naszej kulturze i naukowej refleksji nad światem. Niewielka odległość (około 380 tys. kilometrów – tyle, ile wielu z nas przejeżdża samochodem w ciągu kilkunastu lat) sprawiła, że ludzie pokusili się o podróż na Księżyc! Jak dotąd, satelita Ziemi jest jedynym ciałem niebieskim, na którym człowiek postawił stopę.

Rola, jaką odegrał (i wciąż odgrywa) „Księżyc w nauce i kulturze Zachodu” jest tematem książki Jarosława Włodarczyka. Autor jest historykiem nauki, a szczególnie astronomii. Pracuje w Instytucie Historii Nauki PAN w Warszawie i jest profesorem w Instytucie Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej UMCS w Lublinie; wykłada także historię nauki na Uniwersytecie Warszawskim. Jest autorem wielu książek popularnonaukowych i monografii naukowych. Stworzył i przez wiele lat redagował serię książek popularnonaukowych „Na ścieżkach nauki” w Wydawnictwie Prószyński i S-ka oraz „Bibliotekę klasyków nauki” w Wydawnictwach Uniwersytetu Warszawskiego.

„Księżyc w nauce i kulturze Zachodu” to książka niezwykła i fascynująca. Jej formuła mieści się pomiędzy monografią naukową a dziełem popularyzatorskim. Poziom wykładu i precyzja argumentacji i dokumentacji może z pewnością zadowolić zarówno czytelników z kręgów akademickich: historyków sztuki, historyków idei, historyków nauki, o astronomach i fizykach nie wspominając, jak i szerokie rzesze miłośników astronomii, studentów, ambitnych licealistów czy po prostu inteligentów, ludzi ciekawych świata, tego, skąd „wiemy, że wiemy”. Autor w przedmowie skromnie tłumaczy się z ograniczenia perspektywy czasowej – od czasów najdawniejszych do początku ery lotów na Księżyc! Daj Boże każdemu taką perspektywę!

Książka składa się z czterech części. W pierwszej mamy do czynienia z najwcześniejszymi (to znaczy trwającymi kilka tysięcy lat, aż do renesansu) obserwacjami tego, co było najłatwiej dostrzegane, choć służyło od najdawniejszych czasów do precyzyjnych (na ówczesne warunki) obserwacji astronomicznych (np. Stonehenge itp.). Te obserwacje pozwalały na budowanie księżycowych kalendarzy i rozwój badań.

Część druga dotyczy prób zrozumienia obserwacji. Wyznaczania odległości, tworzenia kalendarzy, „poszukiwania fizyki” w tym, co widać na niebie. Obserwacje Księżyca i traktowanie go jako poletka laboratoryjnego odegrało ważną rolę w rozwoju fizyki, by przytoczyć tylko Kartezjusza i Newtona.

Część trzecia to narodziny kartografii pozaziemskiej. Dziś za kilka dolarów, a czasem za darmo można ściągnąć przez internet dokładne mapy marsjańskich kraterów czy wąwozów. Kiedyś rysowane na podstawie naocznych obserwacji mapy Księżyca były przełomowymi osiągnięciami w nauce. Co ciekawe, osiągnięcia te zdumiewająco szybko znajdowały odzwierciedlenie w sztuce. Autor przytacza niezwykle liczne odwzorowania powierzchni Księżyca przez ówczesnych artystów, zgodne z „naukową” wiedzą swoich czasów. Ich lista jest imponująca: Bruegel, Rafael, Rubens, Velázquez, van Eyck, van Gogh, Friedrich i wielu innych. Autor opisuje ciekawe, choć często absurdalne spory o księżycową terminologię. Reguły księżycowego nazewnictwa, polityczno-prawne spory z tym związane. Na zakończenie mamy informację o Polakach na Księżycu – a ściślej, o polskich nazwach na naszym satelicie. Jest ich całkiem sporo.

I wreszcie rozdział czwarty, „Srebrna planeta”. O fantazjach na temat Księżyca. O wielkich naukowych wpadkach, teoriach księżycowej wulkanologii, o rzekomych mieszkańcach Księżyca, o tym, jak czasami zdumiewająco blisko siebie byli fantaści-szaleńcy i rzetelni uczeni.

Dziś, w 2012 roku, wiemy o Księżycu o wiele więcej niż bohaterowie książki Jarosława Włodarczyka. On sam podkreśla, że rozwój wiedzy o Księżycu, głównie za sprawą lotów załogowych i bezzałogowych w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat sprawił, iż zamknął swoje rozważania właśnie na tym etapie. Księżyc staje się niemal tak dokładnie zbadany jak nasz ziemski glob, a wiedza o nim powiększa się niezwykle szybko i staje bardzo szczegółowa, jak wiedza o ziemskiej geologii czy meteorologii.

Dzieło Włodarczyka pokazuje, jak wielką rolę obserwacje naukowe odgrywały w kształtowaniu kultury. Jak bardzo wynikami interesowali się mężowie stanu, najwięksi twórcy sztuki. Czasy się zmieniły. Mężowie stanu pewnie zrobiliby sobie zdjęcia z astronautami powracającymi z Marsa, ale wątpię, czy byliby ciekawi, co oni tam zobaczyli. Ta książka pozwala zrozumieć, dlaczego i w jaki sposób Księżyc był (i jest?) stale obecny w naszej kulturze, sztuce, nauce. Dlaczego tak wiele symboli się z nim wiąże.

Jeśli chcemy zrozumieć, dlaczego Księżyc pod stopami Matki Boskiej na malowidle w rzymskiej bazylice Santa Maria Maggiore wygląda tak, a nie inaczej, powinniśmy przeczytać książkę Jarosława Włodarczyka. W końcu Słowacki (w „Samuelu Zborowskim”) pisał:

„Polak – w obrazie to chciał trzy księżyce
Widzieć i żądał, aby obraz mowny
Razem mu przestrach pokazał cudowny,
Przestrach, o którym dusza czasem marzy,
Od trzech miesiąców lub od świętej twarzy
Uderzający – więc chciał tę nadbrzeżną
Widzieć krainę – co trumien dotyka,
Więc chciał Najświętszą Pannę widzieć śnieżną...”

Jarosław Włodarczyk, Księżyc w nauce i kulturze Zachodu Poznań 2012, Dom Wydawniczy Rebis

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]