Reklama

Nie z tej Ziemi

Nie z tej Ziemi

02.12.2009
Czyta się kilka minut
Jedyny sposób, by odkryć granice możliwości, to przekroczyć je i sięgnąć po niemożliwe.Arthur C. Clarke
T

To, co niemożliwe, zawsze korciło, intrygowało i kusiło. Od jabłka z drzewa wiadomości dobrego i złego, przez legendy o jednorożcu i złotym runie, rzeczy sprzeczne z codziennym doświadczeniem kusiły, korciły i wywoływały niezgodę na straszne, bezwzględne, nieprzekraczalne ograniczenia fizyczne. Wieszcz wzywał: "tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga, łam, czego rozum nie złamie". U innego, prześmiewczo: "Chór Polaków: Cudu! Cudu! Jak jarmużu bedłki, tak cudu pragnie lud".

Ludowa fantazja, artystyczne wizje, teologiczne mądrości, zawsze przekraczały zdroworozsądkowe czy naukowe ograniczenia. Zwykle te transgresje były adekwatne do ikonografii epoki. Kiedyś nimfy i chimery, potem anioły, krasnale i kamienie filozoficzne, przemieniły się po wystrzeleniu sputnika w bliskie spotkania z Marsjanami, teleportacje i podróże nadświetlne.

Popularność cyrku wynika pewnie z chęci zobaczenia "tego, co niemożliwe": kobieta guma, linoskoczek, królik z cylindra, "słoń z trąbami dwiema", połykacz ognia. Podobnie tłum w Neapolu, obserwujący w pierwszą niedzielę maja, jak burzy się krew św. Januarego, czy nobliwi urzędnicy watykańscy, badający dowody na cuda sprawione przez kandydata na ołtarze - wszyscy chcą zobaczyć na własne oczy, że zaszło coś niemożliwego. Pewnie dlatego patronem Warszawy jest św. Ładysław z Gielniowa, któremu przypisywano zdolność lewitacji.

W dzisiejszej, postmodernistycznej epoce nastąpiło pomieszanie z poplątaniem. Media i popularyzacja nauki pomieszana z jej wulgaryzacją, powszechna edukacja zastąpiona powszechną "scholaryzacją", wprowadzanie do obiegu terminów naukowych, obcych, pseudonaukowych itd. sprawiło, że często już nikt nie wie, o czym jest mowa. New age, trzecia kultura, postmodernizm, różne "alternatywne" nauki posługują się terminami brzmiącymi naukowo, ale używanymi w sposób dowolny, nieświadomy, manipulatywny lub po prostu błędny.

Rewolucja naukowa XX wieku, powstanie mechaniki kwantowej i teorii względności, pozornie sprzecznych ze "zdrowym rozsądkiem", przyczyniły się do rozbratu humanistyki i nauki. Współczesna nauka okazała się za trudna do rzetelnego nauczenia się jej, a jednocześnie zbyt efektowna i ponętna, by pokątni i rządni zysku "popularyzatorzy" mogli z niej zrezygnować. Czyż to, że kolejność zdarzeń może być odwrócona, że z czarnej dziury nic nie może się wydostać, że cząstka może jednocześnie przechodzić przez dwa otwory w tarczy, że światło jest jednocześnie i falą, i strumieniem cząstek, że fizyczna próżnia nie jest nicością, że... - czyż to wszystko nie uwalnia nas od ograniczeń nakładanych przez klasyczną fizykę, nauczaną kiedyś w szkole, w której przyczyna wywoływała skutek? Czy nie oznacza to, że wszystko jest możliwe?

Ten rozbrat humanistyki i nauki nastąpił w czasie "buntu mas", rozkwitu kultury masowej, popularnej, w szczególności zaś rozwoju fantastyki, tradycyjnie zwanej naukową, choć z nauką niemającej już wiele wspólnego. Żerując na powszechnej ignorancji, gatunek ten tworzył dzieła o podróżach nadświetlnych, teleportacjach, silnikach opierających się zasadzie zachowania energii i pędu, o logice, przyczynowości i... zdrowym rozsądku nie wspominając. Krytycy byli zbywani bełkotem o tym, że przecież kiedyś nie wyobrażano sobie podróży w kosmos czy elektrowni atomowych albo internetu.

Tu właśnie trzeba rozróżnić ciekawą, mądrą fantastykę od bełkotu. Mądra fantastyka respektuje znane prawa przyrody i kształt świata, jaki one opisują. Nie próbuje tego łamać. Wyobraźnia autora znajduje sobie miejsce w ramach tego, co przyroda dopuszcza, choć do czego technologia, ekonomia, społeczna wyobraźnia jeszcze nie dorosły. Wspaniałym przykładem takiej mądrej, świadomej naukowych ograniczeń fantastyki była twórczość Stanisława Lema. Niestety, większość tak zwanych dzieł naukowo-fantastycznych (kinowych i książkowych) z pierwszym członem nazwy tego gatunku nie ma nic wspólnego.

Ciekawym i pożytecznym przykładem popularyzacji współczesnej nauki jest książka bardzo znanego autora, Michio Kaku, "Fizyka rzeczy niemożliwych". Michio Kaku jest profesorem fizyki na City University of New York. Zajmuje się bardzo spekulatywnym rodzajem nauki z pogranicza fizyki i matematyki, będącym próbą wyjścia poza znane teorie naukowe i poznania rzeczywistości jeszcze głębiej, niż to dziś możliwe. Status takich spekulacji (bo tak trzeba nazwać te wysiłki) nie jest dziś jeszcze jasny, ale autor jest niewątpliwie fizykiem bardzo kompetentnym. Światowy rozgłos przyniosła mu popularnonaukowa książka "Hiperprzestrzeń" o poszukiwaniu fundamentalnej teorii, zwanej przez niektórych "teorią wszystkiego".

W "Fizyce rzeczy niemożliwych" Kaku zmierzył się z fizyczną interpretacją "miejskich legend" - opowieści o zjawiskach rzekomo możliwych, rzekomo obserwowanych, rzekomo stanowiących nadzieję technologii przyszłości, a w popularnym odbiorze odrzucanych jako "absurdalne" przez naukowy establishment. Podróże w czasie, podróże z prędkościami nadświetlnymi, teleportacja, telepatia, istoty pozaziemskie, niewidzialność, napędy kosmiczne itd., itp. to tematy kolejnych rozdziałów. Kaku stara się oddzielić problem barier technologicznych od problemu barier natury fizycznej. Odróżnić to, co jest niemożliwe, bo nie umiemy czegoś zrobić lub nas na coś nie stać - od tego, co jest niemożliwe, bo przyroda na coś nie pozwala.

Nie ma wolności od praw przyrody - zdaje się mówić Kaku. O innych problemach możemy rozmawiać. To oczywiście zdrowe podejście, choć mnie w tej książce denerwuje nadmiar spekulacji na temat hipotetycznych sytuacji, opisywanych przez modele matematyczne, o których nie wiadomo, czy mają jakiekolwiek odniesienie do rzeczywistości (np. podróże nadświetlne, podróże w czasie), a pomijanie fantastycznych, choć nie wiadomo czy możliwych sytuacji bardziej przyziemnych, takich jak np. "zimna fuzja".

Kaku stara się, robi co może, dwoi i troi, ale nie wiem, czy zawsze jest dla czytelnika jasne, że pewne nieporozumienia dotyczące współczesnej nauki wynikają z "miejskiej legendy" (np. bliskie spotkania z UFO), inne z terminologii (np. teleportacja - zjawisko rzeczywiste, badane przez fizyków, ale w sensie zupełnie innym niż ten, któremu nadaje znaczenie tandetna wersja science fiction), a jeszcze inne z "chciejstwa" (np. zjawiska w zasadzie niewykluczone przez prawa fizyki, ale nieskończenie mało prawdopodobne).

Nie jest to pierwsza ani jedyna książka mierząca się z problemem legend "popularno-naukowych". Na początku lat 80. ukazała się świetna książka Andrzeja K. Wróblewskiego "Prawda i mity w fizyce", poświęcona nauce i pseudonauce, ale nade wszystko temu, co jedno od drugiego pozwala odróżnić. W 1996 roku wydano w Polsce "Fizykę podróży międzygwiezdnych" - o tym, co z naukowego punktu widzenia jest możliwe, a co nie w kultowym serialu "Star Trek".

Dyskutując bowiem o nieodkrytych jeszcze możliwościach nauki i techniki, przez fantastykę naukową czasem przewidywanych, a czasem nie, warto mieć w pamięci słowa Arthura Haysa Sulzbergera (1891-1961), wydawcy "The New York Times’a" w latach 1935-1961: "Wierzę w potęgę otwartego umysłu, jednak nie na tyle otwartego, by mi mózg wypadł".

Michio Kaku, "Fizyka rzeczy niemożliwych. Fazery, pola siłowe, teleportacja i podróże w czasie"

przeł. Bogumił Bieniok, Ewa L. Łokas, Warszawa 2009, Prószyński i S-ka

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]