Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Nie ma zgody na ssaka

Nie ma zgody na ssaka

08.08.2016
Czyta się kilka minut
Gdyby chodziło tylko o występ na Facebooku Marka Migalskiego, którego oburzył widok kobiety karmiącej piersią w restauracji, można by machnąć ręką.
Z

Ze zdumieniem jednak obserwuję nagonkę na karmiące matki, która wywiązała się – głównie w internecie – po „wypowiedzi” byłego europosła. Najbardziej dziwią uczestniczące w tej nagonce kobiety, które mają za sobą doświadczenie macierzyństwa.

Pierwszą reakcją na tę nienawistną falę jest złość. Wiem, z iloma trudnościami mierzą się dziś młode matki. One nie mogą się pogodzić z tym, co je teraz – absolutnie niesprawiedliwie – spotyka. Kiedy złość mija, zaczynam się jednak zastanawiać: o co tak naprawdę chodzi?
Podzielę się pewną intuicją: a może agresja kobiet wobec karmiących matek bierze się z zawiści? Statystyki na temat karmienia piersią w Polsce mówią, że wiele kobiet ma poczucie porażki w tym względzie. Chciały karmić, ale się nie udało. Usłyszały, że mają „za mało mleka”, „za małe piersi” itd. I od karmienia odstąpiły. Znam takie kobiety i myślę, że może być im trudno patrzeć na błogą, pełną tkliwości scenę, w której inna kobieta bez problemu, a nawet z przyjemnością przystawia niemowlę do piersi. Nieświadomie budzi się zawiść, a potem – pod pretekstem „nieobyczajności” – następuje atak.

Inne wytłumaczenie to otaczająca nas ponowoczesna kultura. Europoseł piszący, że karmienie piersią jest jak wydalanie, nie wymyślił przecież niczego nowego: od lat słyszymy, że wszystko, co fizjologiczne (a zwłaszcza wszelkie płyny wypływające z naszego ciała), jest „obrzydliwe”. My, kobiety, mamy być wydepilowane, gładkie, bez potu, bez krwi, bez mleka.

Przepełnione pokarmem piersi to dowód, że jesteśmy ssakami. Najwyraźniej nie ma na ten fakt w polskim społeczeństwie zgody. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pani Redaktor stawia kompletnie fałszywą diagnozę. Nakarmienie dziecka jest oczywiście koniecznością i dotyczy to wszystkich ssaków, małego "szczenięcia" ludzkiego też. Natomiast ssak ssakowi nierówny. Inaczej zachowuje się locha karmiaca prosiaki, inaczej powinna zachowywać się kobieta. To, co nas odróżnia od innych ssaków, to m. in. kultura zachowania. Wypowiedzi Marka Migalskiego są wprawdzie niedopuszczalne, niemniej trudno zaprzeczyć, ze w naszej kulturze europejskiej raczej nie jest jeszcze tolerowane publiczne spełnianie czynności fizjologicznych, jak spółkowanie, czy wydalanie. Z niewiadomych powodów postanowiono przeforsować tolerancję dla karmienia niemowlęcia piersią. Ponieważ pamiętam czasy, kiedy takie karmienie było na porządku dziennym na wsiach wśród bardzo prymitywnych kobiet, odbieram dziś te akcję jako sprzyjanie dalszej degrengoladzie kulturalnej polskiego społeczeństwa. Trwa ona już od jakiegoś czasu, a objawia się coraz większą tolerancją dla wulgarnego jezyka i chamskiego zachowania.

Pani kalino16, Zgadzam się, że my młode matki chcemy się jak najbardziej zbliżyć do naszych prymitywnych wiejskich babek - więc pieczemy same chleb, wekujemy ogórki, z dumą grzebiemy w grządkach i karmimy swoje dzieci piersią. Dzieci rodzimy jak nasze babki -tradycyjnie, bo my same w dużej mierze jesteśmy z "nowoczesnych" cesarek jakie zaserwowano naszym matkom. Nasze babki nie zastanawiały się jaki wykarmić maluchy, naszym matkom wmówiono "postępowość" butelki. My - młode, miejskie, wykształcone matki mamy dostęp do badań medycznych, które mówią, że karmienie piersią to najlepszy wybór. Ludzkie mleko jest mało kaloryczne i niemowlę musi jeść wyjątkowo często - w porównaniu do innych ssaków. Ale dzięki temu ma ciągły kontakt z matką (a co za tym idzie z innymi ludźmi) i od urodzenia rozwija umiejętności społeczne. To że niemowlę homo sapiens "wisi na cycku" i wymaga stałej opieki dorosłych (jest najmniej samodzielnym noworodkiem ze wszystkich zwierząt) sprawiło, że osiągnęliśmy taki poziom rozwoju.

Solidaryzuję się z Autorką artykułu, a także z panią "wenkie", choć i wypowiedź pani "kolorek79" bardzo pięknie wykłada "sztukę" wzajemnego szacunku. Jednak w obliczu wypowiedzi pani "Kalina16" nie mogę się powstrzymać z refleksją o tym, że najwyraźniej owa "kultura" nie tylko tak oddala nas od natury, że karmienie bobasa piersią stało się widokiem nie do przyjęcia, jakby to było coś wulgarnego (de facto jako wulgarną można określić wypowiedź owego byłego europosła, a i niektóre sformułowania pani Kaliny niestety też, ale nie karmienie dziecka przecież!), ale odbiera nam zdolność dostrzegania piękna scen takich jak karmienie piersią. To bardzo smutne, zaiste. Ostatnio byłem we Florencji i podziwiałem w niejednym kościele obrazy mistrzów renesansu, gdzie od kobiecych piersi, również karmiących, aż się roi. Rozumiem teraz, że pan (były) europoseł od widoku takiego zemdlałby lub zwymiotował niechybnie...

Ciezko dyskutowac z kims kto karmiaca kobiete zestawia z karmiaca locha. Serio po napisaniu tego nie przyszla refleksja?

Nie do końca rozumiem jakie to wypowiedzi matek tak zszokowały autorkę – może faktycznie coś jest w przedstawionej tu diagnozie, ale z moich doświadczeń raczej wynika, że kobiety które maja za sobą doświadczenie macierzyństwa porównują inne matki do swojego wzorca. Część z nich sama krępowała się karmić w miejscu publicznym, a część nie akceptuje formy. Bo o formach to można dużo mówić. Wielokrotnie spotykam karmiące kobiety, które karmią tak dyskretnie, że spostrzegam to tylko dlatego że sama też karmiłam. Bywa jednak że tej dyskrecji brakuje i pani w poczuciu wyjątkowości, nie widzi niczego niestosownego w wystawianiu piersi na widok publiczny. Musi to razić w społeczeństwie tak kontestującym fizjologię i naturę że nawet mokra plamka pod pachą jest uznawana za zamach na higienę. Ma Pani rację - zgody na bycie ssakiem nie ma – niech za przykład posłużą inne wypowiedzi z tego forum. Ale może to być też kwestia otoczenia w jakim się przebywa. Osobiście, zauważam że moja reakcja na konkretne zjawisko zależy od otoczenia w jakim jestem - żywiąc ogólnie niechęć do pająków, dużo mniej mi przeszkadzają w naturalnym otoczeniu niż w budynku. Również widok nagiego mężczyzny na plaży (tekstylnej) nie robi na mnie połowy tego wrażenia które zapewne zrobiłby w hallu biurowca. Może w tym rzecz – przebywając w miejscach cywilizowanych tracimy kontakt z naturą w wielu aspektach i wiele naturalnych zachowań nie pasuje nam już do kontekstu – w korporacyjnych dress kodach kładzie się nacisk na zasłanianie palców u stóp, podczas gdy świat za murami gustuje w japonkach. Przesiąknąwszy specyfiką otoczenia biurowego, mamy coraz mniejszą tolerancję w stosunku do zachowań bliższych naturze, a żyjąc w naturalnym otoczeniu nie rozumiemy fanaberii drugiej strony. Czas wychowania dziecka to czas natury – cieknące mleko, wodniste kupki, stałe ulewanie i permanentne ślinienie się malucha nie robią na matce wrażenia, podczas gdy pewnie nie jeden, czytając o tym ma już odruchy zwrotne. Po odchowaniu dziecka wiele z nas przestaje mieć tego typu doświadczenia i pewne rzeczy mogą na nowo razić. Jedyne wyjście to wzajemny szacunek – społeczeństwo powinno zrozumieć, że dziecko jeść musi akurat tu i teraz, a mamy powinny karmić dyskretnie z myślą że to co na ich etapie życia jest piękne i naturalne, wystawia wrażliwość osób będących na innym etapie życia, na ciężka próbę. Restauratorom pozostaje zainwestować w rozstawiany parawan i po krzyku. Żyjemy na tym świecie wspólnie i wszyscy musimy się tu zmieścić – dajmy sobie żyć i nie twórzmy sobie piekiełka.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]