Reklama

Nic nowego nie mówimy

Nic nowego nie mówimy

18.07.2009
Czyta się kilka minut
O co nas pyta Leszek Kołakowski? Z prof. Leszkiem Kołakowskim, filozofem, rozmawia Jarosław Makowski.
N

Nie miałem żadnej wyraźnej zasady wyboru. Postanowiłem sobie, że filozofów w moim cyklu będzie trzydziestu, równie dobrze mogłem postanowić, że będzie ich pięćdziesięciu. To jednak byłoby zbyt dużo.

JAROSŁAW MAKOWSKI: - Sięgamy po dzieła wielkich filozofów, by szukać w nich odpowiedzi na dręczące nas pytania. Pan Profesor w swoim cyklu "O co nas pytają wielcy filozofowie" nie tylko nie daje jasnych odpowiedzi, ale w dodatku stawia nam kolejne pytania. Czy to nie za wielkie wymagania? 

LESZEK KOŁAKOWSKI: - Czy nie za dużo wymagam? Od kogo: od Pana i tych, którzy owe wykładziki czytają? Nie, nie sądzę. A to dlatego, że pisząc moje teksty chciałem unaocznić sobie i czytelnikom, że ci ludzie, którzy żyli w odległych czasach, myśleli w gruncie rzeczy tak samo, jak i my dziś myślimy. Że mamy te same kłopoty intelektualne. I że pytania, które oni stawiali, wciąż są pytaniami właśnie, gdyż nikt nie udzielił na nie zadowalających odpowiedzi. Taki jest los filozofów.

- Czy zatem dla filozofa pytanie jest ważniejsze niż odpowiedź?

- To jest formuła, na którą nie ma odpowiedzi. Oczywiście pytanie jest ważne, ale stawiamy je dlatego, że żywimy nadzieję na znalezienie odpowiedzi. Chcemy dotrzeć koniec końców do prawdy, gdyż wierzymy, że ona rzeczywiście istnieje.

- Sięga Pan Profesor do tekstów, które czytał już po wielekroć. Co kryje się w tekstach Platona czy św. Augustyna, że wciąż po nie sięgamy? Czy ich ponowna lektura przynosi jakieś zaskoczenie? 

- Tak, mam takie poczucie! Karl Jaspers powiedział, że wielki filozof to taki ktoś, kto “nieskończenie daje się interpretować". Często jest również i tak, że filozofia nie stawia nam pytań wprost, że są one mniej lub bardziej wyraźnie przez nią sugerowane. Złudne jest przekonanie, że w filozofii można uzyskać odpowiedzi ostateczne - mimo że usilnie ich szukamy.

- Czyli próżno szukać w filozofii pocieszenia - co najwyżej może nam ona przysporzyć niepotrzebnych udręk. 

- Tak bym nie powiedział. Gdyby filozofia była źródłem udręki, któż chciałby się nią zajmować? Ale i nie dla pociechy się filozofią zajmujemy. Od pociechy są przeżycia religijne i księża. Filozofia nie jest od pocieszania, ale od ujawniania nam możliwych stron i rozgałęzień naszej ignorancji.

- Rozpoczynając swój cykl na łamach "TP" napisał Pan Profesor, że nie ma siły i czasu, by się spierać z tymi, którzy powiedzą, że nie tylko Platon jest wielki, ale także Plotyn, którego nieobecność w Pana wykładach niektórzy dotkliwie odczuli. Jakie kryterium Pan Profesor zastosował, wybierając swoich bohaterów?

- Muszę Pana rozczarować: nie miałem żadnej wyraźnej zasady wyboru. Postanowiłem sobie, że filozofów w moim cyklu będzie trzydziestu, równie dobrze mogłem postanowić, że będzie ich pięćdziesięciu. To jednak byłoby zbyt dużo. Kiedy powziąłem decyzję o liczbie, mogłem przeprowadzić selekcję. W wielu przypadkach nie był to oczywiście żaden kłopot; nikt się nie będzie spierał o takie postacie jak Platon, Arystoteles czy Kartezjusz. Ale niekiedy, rzecz jasna, mogą być kłopoty. Pisałem o Mistrzu Eckharcie, ale pominąłem Jana Szkota Eriugenę, włączyłem Sekstusa Empiryka, a pominąłem właśnie Plotyna.

- Będę jednak Pana Profesora dalej dręczył. Czy fakt, że sięgamy po dzieła tego, a nie innego filozofa, nie jest dyktowany poczuciem bliskości poruszanej przez niego problematyki? 

- Oczywiście, że jest. Jakaś nić sympatii wiąże nas z tymi ludźmi. Jednak nie zawsze, gdyż znajdą się w moim cyklu i tacy, do których sympatii nie mam, choć przyznaję im wielkość. Na przykład Fryderyk Nietzsche.

Ale nie tylko o sympatie idzie, także o własne zainteresowania. O to, że człowiek osobiście jest zainteresowany sprawami, o których mówią filozofowie. W moim przypadku dotyczy to na przykład Sekstusa Empiryka czy Epikteta. Ciekawią mnie sprawy, które oni poruszają. A do tych spraw zaliczam na przykład kwestie zła, prawdy, Boga. Są to zagadnienia odwieczne, które zajmują nie tylko mnie, ale bodaj większość ludzi.

- Jacy wielcy filozofowie będą kolejnymi bohaterami Pana wykładów? 

- Przygotowałem już drugą dziesiątkę wykładów i mam nadzieję nagrać je na początku maja. Listę otwiera św. Tomasz z Akwinu, potem kolejno idą Ockham, Mikołaj z Kuzy, Kartezjusz, Spinoza, Leibniz, Pascal, Locke, Hobbes i Hume. Kogo włączę do trzeciej serii, jeszcze nie wiem. Wiem tylko jedno - będzie się ona zaczynała od Kanta.

- Przestrzega Pan Profesor, że student, który na podstawie tych wykładów chciałby zdać egzamin, na pewno go nie zaliczy. Ale czy po ich przeczytaniu lepiej zrozumiemy kwestie zła czy wolnej woli? Czy będzie nam łatwiej żyć? 

- No nie, żyć raczej nie. Zrozumieć...? Powiem tak: ja nie mam żadnych ambicji, by być nauczycielem, który otwiera nowe horyzonty. Moje ambicje są małe. Zakładam, że nie mówimy w filozofii niczego nowego. Jesteśmy epigonami - ale to nas nie martwi.

Tekst ukazał się w "TP" nr 18/2004.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]