Reklama

Neoliberalne jak Niemcy

Neoliberalne jak Niemcy

w cyklu WOŚ SIĘ JEŻY
26.09.2019
Czyta się kilka minut
Stereotyp głosi, że neoliberalizm, nierówności i wilcze prawa rynku zawdzięczamy Anglosasom. Podczas gdy „u nas na kontynencie” kapitalizm jest inny. Bardziej ludzki i równościowy. Czyżby?
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
Rafał Woś / Fot. Grażyna Makara
W

Weźmy naszego niemieckiego sąsiada. Największą ekonomiczną (a ostatnio również polityczną) potęgę Europy. Niemiecki establishment polityczny i ekonomiczny przenigdy nie przyzna, że za Odrą panuje neoliberalizm. Usłyszeć można obowiązkowe odwołania do tradycji reńskiego kapitalizmu oraz tzw. społecznej gospodarki rynkowej (Soziale Marktwirtschaft). Wedle snutej przez samych Niemców opowieści ich ustrój ekonomiczny jest mieszanką starej dobrej socjaldemokracji oraz ordoliberalizmu. Czyli takiej odmiany prorynkowego myślenia, która wpisuje leseferyzm w solidne ramy racji stanu i nie pozwala kapitałowi na wyskoki szkodliwe dla całego społecznego ładu. O tym, że Niemcy są świetni w sprzedawaniu swojej opowieści, niech świadczą choćby wypowiedzi naszych polskich polityków. Swojego „Erharda” (czyli ministra finansów i twórcę reńskiego kapitalizmu) szukał już przecież premier Tadeusz Mazowiecki. A i jego następcy (od Donalda Tuska po Mateusza Morawieckiego) nie mówili o modelu niemieckim nigdy inaczej niż z najwyższym zachwytem.

Ale czy naprawdę jest za co Niemców aż tak wychwalać? Najnowsza (z roku 2019) praca ekonomistki Charlotte Bartels z Wolnego Uniwersytetu w Berlinie to kolejny z serii dowodów, że reńskiego kapitalizmu w praktyce już od dawna nie ma. A raczej należałoby powiedzieć, że Niemcy są od kilkudziesięciu lat jednym z czołowych przedstawicieli kapitalizmu neoliberalnego. Rodzajem ambasadora anglosaskiego modelu ekonomicznego na europejskiej ziemi. Niemcy Ameryką Europy.


POLECAMY: „Woś się jeży” – autorski cykl Rafała Wosia co czwartek na stronie „TP” >>>


Praca Bartels pokazuje to na przykładzie nierówności ekonomicznych. Spójrzmy na wykres przedstawiający udział poszczególnych grup społecznych w dochodzie narodowym Niemiec w latach 1960-2014. Trzymajmy się ulubionej przez ekonomistów metafory dochodu narodowego jako tortu. Wtedy ten wykres pokaże nam, jak zmieniała się w czasie wielkość kawałków tortu przypadających na różne grupy społeczne. Niby wszystkie nadal biorą udział w jego konsumowaniu, ale – jak zaraz pokażemy – jedni mają go mniej, a inni sporo więcej. Choć przecież wszyscy są ciągle uczestnikami jego narodowego wypiekania.


Wykres pochodzi z pracy naukowej Charlotte Bartels „Top incomes in Germany 1870-2014” opublikowanej w lipcu 2019 w periodyku „The Journal of Economic History”. Tłumaczenie wykresu na język polski jest dziełem gospodarza tej kolumny

Już na pierwszy rzut oka widać dwie rozchodzące się linie. Ta idąca do góry to 10 proc. najlepiej sytuowanych Niemców. Z kolei linia schodząca wyraźnie ku dołowi reprezentuje dolne 50 proc. dochodowego spektrum. Zwróćmy uwagę, że na początku obie krzywe w zasadzie się pokrywają. To stare dobre lata 60., gdy Niemcy Zachodnie faktycznie realizowały model reńskiego kapitalizmu. To był czas pełnego zatrudnienia wysokich płac, wysokiego uzwiązkowienia i nierówności ekonomicznych trzymanych w ryzach. Na górne 10 proc. niemieckiego społeczeństwa i jego dolną połówkę przypadało wówczas mniej więcej po 30 procent dochodu narodowego. Co się dzieje potem? Od lat 70. udział dołu w dochodzie narodowym spada. Gdy pada mur berliński, sięga już tylko 20 proc. Dziś – na dolną połówkę niemieckiego społeczeństwa przypada już tylko 15 proc. dochodu narodowego. Biedni stają się relatywnie słabsi niż w latach 60. czy latach 70.

W tym samym czasie udział najbogatszych w zyskach wypracowywanych przez całe społeczeństwo stale rośnie. Szczególnie mocno po roku 2005. I tak z 30 proc. dochodu narodowego w roku 1960 dochodzimy do dzisiejszych przeszło 40 proc. A środek? Wyraźnie stagnuje. Udział klasy średniej w dochodzie narodowym Niemiec w połowie lat 70. był mniej więcej na tym samym poziomie co dziś.

Spójrzmy teraz na kolejny wykres. Każe on poważnie wątpić w dominujące za Odrą przekonanie, że Niemcy odrobili lekcję katastrofy społecznej z pierwszej połowy XX stulecia. Gdy zbyt duże społeczne nierówności rozbiły próbę zakorzenienia demokracji w czasach Republiki Weimarskiej, przynosząc tragedię nazizmu, a w konsekwencji również Holokaustu.


Wykres pochodzi z pracy naukowej Charlotte Bartels „Top incomes in Germany 1870-2014” opublikowanej w lipcu 2019 w periodyku „The Journal of Economic History”. Tłumaczenie wykresu na język polski jest dziełem gospodarza tej kolumny

Na obrazku widzimy nieco dłuższy odcinek czasu. To lata 1870-2014. Wszystkie linie obrazują część dochodu narodowego przypadającą na najbogatszych. Z tą tylko różnicą, że mamy tu podział na superbogaczy (górny 1 proc.), bogaczy (centyle 95-99) i dolną część klasy wyższej (centyle 90-95). Jeśli spojrzeć tylko na „superbogatych”, to można odetchnąć z ulgą. Ich udział w dochodzie narodowym stale rośnie (z prawie 10 proc. po II wojnie do niemal 15 proc. dziś). Wciąż jednak jesteśmy daleko od wartości sprzed I wojny światowej oraz z czasów Republiki Weimarskiej. Jeśli jednak spojrzeć na centyle od 90 do 99, to widać już wyraźnie, że Niemcy merkelowskie nie różnią się od Niemiec weimerskich (1919-1933) oraz kajzerowskich (przed 1918).

I wreszcie trzeci wykres każący wątpić w przekonanie, że Niemcy (i w ogóle Europa Zachodnia) są pod względem dynamiki wzrostu nierówności jakoś zasadniczo inni od krajów kojarzonych z modelem neoliberalnym.


Wykres pochodzi z pracy naukowej Charlotte Bartels „Top incomes in Germany 1870-2014” opublikowanej w lipcu 2019 w periodyku „The Journal of Economic History”. Tłumaczenie wykresu na język polski jest dziełem gospodarza tej kolumny

Na wykresie dynamikę wzrostu potęgi niemieckiego 1 procenta porównano z innymi krajami Zachodu. Widać tu wyraźnie, że o żadnej zasadniczej różnicy nie ma mowy. Tempo bogacenia się amerykańskich supebogaczy oczywiście góruje. Ale już pomiędzy Niemcami a na przykład Wielką Brytanią nie ma żadnej zasadniczej różnicy. Neoliberalizm rządzi. Nawet tam, gdzie oficjalnie nikt nie chce się do tego przyznać.


Wszystkie wykresy pochodzą z pracy naukowej Charlotte Bartels „Top incomes in Germany 1870-2014” opublikowanej w lipcu 2019 w periodyku „The Journal of Economic History”. Tłumaczenie wykresów na język polski jest dziełem gospodarza tej kolumny. Oryginalny tekst Bartels znaleźć można TUTAJ >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz ekonomiczny, laureat m.in. Nagrody im. Dariusza Fikusa, Nagrody NBP im. Władysława Grabskiego i Grand Press Economy, wielokrotnie nominowany do innych nagród dziennikarskich, np...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

zdecydowanie wolę kiedy red. Woś analizuje krytycznie kapitalizm niemiecki, może się też pokusić o pisanie historii placka ziemniaczanego - niż tak jak dotąd na okrągło nawija na uszy [chyba oczy??..] czytelników spleśniałe socjalistyczne spaghetti

@ eddiepolo, Sadze, ze nalezaloby najpierw przeczytac prace Bartels, tylko 39 stron. Niewiele ma to wspolnego z "socjalistycznym spaghetti" jak Pan pisze. Problem jest realny i palacy , nie mniej niz zmiany klimatyczne choc z innymi konsekwencjami.

ależ ja nie o Bartels - wręcz przeciwnie,spaghetti red. Woś uprawia w polskim ogródku, wydawało mi się mi się, że precyzyjnie napisałem co myślę??...

Być może Niemcy walczą tak z napływem imigrantów.Pewnie w tej grupie najuboższych 50 procent 30-40 procent [czyli 15-20 proc.całości] to emigranci z paszportem niemieckim pierwsze lub drugie pokolenie.Porównanie dzisiejszych Niemiec do Niemiec lat 30-tych to nieporozumienie.Bieda i głód lat 20 i 30 -tych XX wieku nie są dziś udziałem najbiedniejszych nawet w Polsce a co dopiero w Niemczech.Najbiedniejsze 50 % Niemców nie musi martwić się o żywność czy mieszkanie a opieka zdrowotna należy do najlepszych na świecie.Pensja to nie wszystko!

z tą opieką zdrowotna no to już Pan/i zdrowo przesadził/a, mam trochę znajomych tam od lat i jeszcze mi żaden nie pochwalił tamtejszej służby zdrowia - ba, często wolą tu zapłacić prywatnie niż tam skorzystać z ichniego 'NFZ' - a kiedy wchodzimy w szczegóły [a ja z racji wieku już coś o paru diagnozach wiem;)], to sam się dziwię, że u nich czas jakby się zatrzymał w niektórych dziedzinach jakieś 15-20 lat temu, starzy lekarze w starych gabinetach na starym sprzęcie wypisują recepty na stare leki, co u nas już dawno do lamusa poszły, młodzi zaś w zgodnej opinii raz, że niedouczeni, dwa, że jedynie na k a s ę zorientowani - pisze dokładnie co słyszę od tych moich, nie zależy mi nic a nic na kolorowaniu albo krytyce, ale kiedy widzę u sąsiadów 84/85 autentyczną radość po ich wizycie u naszego jednego czy drugiego lekarza myślę sobie coś jest na rzeczy

pewnie są kraje z lepszą opieką jednak nie zmienia to kontekstu wypowiedzi,że 100 lat temu wyglądało to w Niemczech zupełnie inaczej.P.S.Jestem lekarzem z 25-letnim stażem i życzyłbym sobie takiej opieki medycznej jaką mają Niemcy w naszym kraju.

jestem p a c j e n t e m ze stażem znacznie większym niż Pana lekarski - im starszy, tym częściej mam do czynienia z lekarzami, SOR-em itepe - byłbym zwyczajną niewdzięczną ś w i n i ą wobec tych wszystkich, z którymi w służbie zdrowia mam do czynienie, gdybym na nich narzekał i ich oskarżał o cokolwiek, szpital Śląski w Cieszynie - placówka z ponadstuletnią tradycją, ongiś jedna z najlepszych w Austro-Węgrzech, po dziś dzień służy jak może, sprzęt i diagnostyka na najwyższym poziomie, personel podziwiam, że za takie pieniądze..., i pewnie tych pieniędzy dyrekcji brakuje, ale z tego co wiem, to i w Niemczech oszczędzają na czym mogą, dla przykładu wspomniany sąsiad z Niemiec ze sztuczną zastawką nawet nie słyszał o xarelto itepe, łyka najtańsze pochodne kumaryny od lat - i dalej, mój kolega, profesor neurologii na jednym z uniwersytetów w Stanach i wieloletni praktyk nieraz podkreślał, że polska służba zdrowia jest ok, pod wieloma względami stoi wyżej niż tamtejsza, szczególnie widoczne było to przed wprowadzeniem powszechnych ubezpieczeń przez Obamę - na koniec, możliwe jest, że mam s z c z ę ś c i e po prostu, że u nas na wsi w przychodni lekarki na m n i e czekają, a nie ja na nie, że szefowa tam uczciwa i nie żyłuje za wszelką cenę zysku, nie szczędzi na badania i skierowania, że na SOR jak zaglądam, to z przyjemnością wręcz - ale kiedy słyszę narzekających i pytam, skąd te ich narzekania, mówią zwykle "z telewizji" albo w najlepszym razie mają p r e t e n s j e do l e k a r z y, że ich 88-letnia babcia z m a r ł a - tak, zgodzę się, w t e l e w i z j i obraz polskiej służby zdrowia jest p o n u r y

zgadzam się ze wszystkim co Pan pisze.Jednak z drugiej strony (lekarza] wygląda to zupełnie inaczej.Oni [Niemcy] mają zupełnie inne pieniądze [ nie mówię o wynagrodzeniach] i nie muszą pracować na kilku etatach.Z doświadczenia oraz z literatury branżowej wiem,że daleko nam do nich.Proszę nie odpisywać naszą korespondencją zaśmiecamy strony T.P.Pozdrawiam

Tak, neoliberalizm rządzi, nie tylko na Zachodzie, zresztą. Neoliberalizm rządzi jednak przede wszystkim w głowach, choć czasem ich właściciele zdają się nie być tego świadomi. I, być może, to właśnie jest najbardziej niebezpieczny efekt tej dominacji. Wiara w zbawienne dogmaty tej już mocno zmurszałej ideologii, niczym religijny fundamentalizm, zdaje się czasem przysłaniać umysłom nią dotkniętym fakty z życia społeczności, w których żyją (lub się z nich alienują), które stanowią zaprzeczenie ich błogiej wiary. Ta wiara w wersji 'hard core' jest zdolna znieczulić na niesprawiedliwość i na współczesne problemy świata. Na absurdalnie rosnące nierówności, i na fakt, że dominująca polityka gospodarcza, oparta na tej "religii", prowadzi do katastrofy planetarnej, humanitarnej i... humanistycznej. Wreszcie, na swoje emisje i ślad w środowisku, za które płacić przychodzi innym, na ogół znacznie biedniejszym...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]