Naród mówi: „Odejdź!”

Protesty na Białorusi z każdym dniem przybierają na sile. Choć krwawa rozprawa z opozycją jest wciąż możliwa, władzy Łukaszenki raczej to nie ocali.
Czyta się kilka minut
Demonstracja zwolenników opozycji, Mińsk, 16 sierpnia 2020 r. / NATALIA FEDOSENKO / ITAR-TASS / PAP
Demonstracja zwolenników opozycji, Mińsk, 16 sierpnia 2020 r. / NATALIA FEDOSENKO / ITAR-TASS / PAP

Szybko i brutalnie: tak reżim w Mińsku zamierzał rozprawić się ze spodziewanymi protestami po sfałszowanych wyborach. W pierwszych trzech dniach do aresztów trafiło 7 tys. osób, co najmniej dwie zginęły, a kilkaset zostało rannych. Ale gdy zdawało się już, że władze postawią na swoim, w środę 12 sierpnia na ulice wyszły tysiące ubranych na biało kobiet. To pozwoliło nie tylko podtrzymać, ale wręcz wzmocnić ruch protestu. A gniew Białorusinów na reżim wzrósł jeszcze, gdy internet obiegły relacje kilkuset osób, które zwolniono z aresztów: opowiadały o torturach, o przepełnionych celach, o braku nawet wody. Dla społeczeństwa był to szok.

W efekcie protesty ogarnęły cały kraj: od Grodna i Brześcia na zachodzie po Orszę, Mohylew i Homel na wschodzie. W kolejnych dniach dołączyli robotnicy wielkich zakładów, którzy wcześniej byli filarem rządów Alaksandra Łukaszenki. Kulminacja nastąpiła w minioną niedzielę, gdy w Mińsku protestowało ok. 150 tys. ludzi, a w całym kraju kilkaset tysięcy. Nigdy nic podobnego tu nie widziano. Było to kolejne potwierdzenie, że społeczeństwo nie wierzy, iż Łukaszenko wygrał wybory, i że ma dość jego rządów. Tym razem milicja nie interweniowała.

Protesty są wzmacniane przez nowe media, które błyskawicznie informują o tym, co dzieje się nawet w małych miastach czy wioskach. Kluczową rolę odgrywa popularna w kraju sieć społecznościowa Telegram, a zwłaszcza kanał Nexta Live, mający ponad 2 mln subskrybentów i administrowany przez diasporę białoruską w Warszawie. Choć władze wyłączały internet, Telegram okazał się na to odporny [patrz tekst obok– red.].

Arogancja Łukaszenki, żyjącego jakby w świecie równoległym, pogłębia społeczny gniew. W protestach widzi on ingerencję zewnętrzną, mówi o opłacaniu demonstrantów przez nie wiadomo kogo, straszy zwolnieniami z pracy. Niedzielny wiec poparcia dla władz zebrał ledwie 5-7 tys. osób, po części zwiezionych z całego kraju. Natomiast na poniedziałkowym spotkaniu z robotnikami w mińskiej fabryce MZKT Łukaszenka usłyszał chóralne okrzyki: „Odejdź!”. I właśnie w poniedziałek 17 sierpnia strajki wybuchły z nową siłą w niemal wszystkich największych zakładach w Mińsku, Grodnie i innych miastach. Strajk zaczęli też dziennikarze telewizji państwowej i rządowej agencji informacyjnej. Wspólne postulaty są proste: ustąpienie Łukaszenki, uwolnienie więźniów politycznych i ukaranie winnych przemocy.

Słabością tego spontanicznego ruchu protestu jest brak przywództwa. Swiatłana Cichanouska, rywalka Łukaszenki w wyborach, została zmuszona do wyjazdu na Litwę. Mimo zapowiedzi sformowania rady koordynacyjnej opozycji, do minionego poniedziałku taka nie powstała. Na razie brakuje oznak większych pęknięć w elicie władzy. Protesty poparło kilku ambasadorów, dyrektorów zakładów i byłych wyższych urzędników. Nad kilkoma budynkami administracji w regionach zawisły historyczne flagi biało-czerwono-białe, symbol protestów.

Sytuacji bacznie przygląda się Kreml, który jednak na razie działa bardzo ostrożnie. Wolno sądzić, że rosyjska interwencja po stronie Łukaszenki to najmniej pożądany przez Putina scenariusz.

Kluczowe teraz pytanie brzmi, co się wydarzy w najbliższych dniach. Powrót przez reżim do stosowania przemocy jest wciąż możliwy. Ale nawet gdyby do tego doszło, jest mało prawdopodobne, by Łukaszence udało się ocalić władzę. Białorusini nieodwołalnie wypowiedzieli mu posłuszeństwo. ©

Tekst ukończono 17 sierpnia w południe.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2020