Najstarsza herezja

Gdy wstępowałem do zakonu, rekolekcje dla kandydatów głosił nam, nieopierzonym aspirantom na awangardę Kościoła, ks. Bronisław Bozowski. Wychodząc od krytyki przysłowia "Kto ma księdza w rodzie, tego bieda nie ubodzie", jedną z konferencji poświęcił klerykalizmowi. Ks. Bronek miał wielki takt i wyczucie. Nigdy nie krytykował swoich kolegów po fachu publicznie. Sądzę, że powodowany roztropnością, nie chciał, by jego "antyklerykalne" wystąpienia stały się amunicją dla ówczesnych wrogów Kościoła. Niemniej bicz jego słowa nie pozostawiał cienia wątpliwości: droga ucznia Chrystusa nie polega na budowaniu sobie "domu spokojnej młodości".
Czyta się kilka minut

"Kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym", czytamy w Ewangelii. To nie jest prosty zapis katechezy o strukturach władzy w Kościele. Nie jest to też relacja z reakcji Jezusa na tępotę dwóch Apostołów szukających rekompensaty "spokojnego życia" za swój heroizm wkroczenia na nieznane ścieżki Królestwa Bożego. W pierwszych gminach chrześcijańskich musiało wydarzyć się coś, co spowodowało, że ewangeliści, szczególnie św. Marek, uznali za konieczne włączyć do swojego tekstu scenę, którą w zasadzie kompromitują liderów Kościoła. Można to nazwać najstarszą herezją Kościoła. To herezja triumfalizmu i władzy pojmowanej jako okazja do uzyskania nad kimś przewagi. W chwili, gdy Jezus mówi o swojej śmierci, dwaj Jego najbliżsi uczniowie proszą o przywileje władzy. Kompromitacja!

"Kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym". Wiele rzeczy w historii chrześcijaństwa wyglądałoby dziś inaczej, gdyby uczniowie Chrystusa podzielali jego pogląd na władzę pojmowaną jako służba. Być może nie bylibyśmy tak boleśnie podzieleni. Być może nie potrzebowalibyśmy rzymskich praw i kruczków prawnych regulujących nasze życie jako uczniów Jezusa. Być może Królestwo Boże przybliżyłoby się do nas bardziej, gdybyśmy wzięli sobie do serca słowa Jezusa.

Tymczasem ciągle czynimy sobie przyjaciół przy pomocy władzy, prestiżu i zakresu posiadania rzeczy przemijających. Aby poprawić funkcjonowanie naszych zakonów, naszych diecezji, rozwinąć nasze projekty duszpasterskie, przyciągnąć audytoria na kolejną sesję "ubogacającą nas duchowo w sposób szczególny", zasięgamy rady specjalistów od wizerunku publicznego. Podpatrujemy i kopiujemy dokonania polityków i menedżerów biznesu. Modlimy się do Boga z myślą, że to, co nas zbawi, to dobre programy, błyskotliwa teologia, sprawna organizacja machiny kościelnej.

A Jezus ma dla nas zupełnie inny plan. Zbawić ma nas droga niewolnika naszych towarzyszy w drodze. Zbawić ma nas chwała Golgoty i oddanie życia za innych, chociaż niekoniecznie podarowanie go innym. Zbawi nas wielkość uniżenia i służby. Nie ma innej drogi do zbudowania wspólnoty wiary niż pozwolić innym, dobrym ludziom, wywrzeć wpływ na nasze życie. Bo chrześcijaństwo to nie dom spokojnej młodości. Niestety, najczęściej zaczynamy to rozumieć stosunkowo późno. Kto wie? Może to i lepiej?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 42/2009