Na manowce marsz

Szkolnictwo wojskowe nie ma szczęścia. Nie dość, że jest najbardziej zapóźnioną w transformacji częścią sił zbrojnych, to jeszcze nie może doczekać się rozsądnych reform. Jeśli lansowana poprzednio idea ściśle wojskowego Uniwersytetu Obrony Narodowej była jedną skrajnością, to obecne pomysły są drugą. Reformatorskie plany w MON błąkają się od ściany do ściany. W zasadzie jedynym merytorycznie "ambitnym" celem jest w niej zrezygnowanie z wymagania, aby każdy oficer miał ukończone wyższe studia na poziomie magisterskim. Oficerowie młodsi na stanowiskach dowódczych - sól dowódczej kadry wojska - mieliby nie mieć takiego wykształcenia. To pójście pod prąd coraz większych wymagań jakościowych wobec kadry, jakie rodzi nowe środowisko bezpieczeństwa.
Czyta się kilka minut

Inne błędne założenie to podważenie zasadności sensu rekrutowania dużej, nawet przeważającej, części kadry oficerskiej spośród absolwentów wyższych studiów cywilnych - po przeszkoleniu ich na studium oficerskim w szkołach wojskowych. Rzekomo nie nadają się. Zgłaszają się same "słabiaki". To pobieżna i nieprawdziwa diagnoza. Jeśli chcemy, aby zgłaszali się najlepsi, należy im złożyć konkurencyjną ofertę. Służba w wojsku musi się opłacać. Wtedy do wojska będą trafiać najlepsi. Nadzieja, że można to osiągnąć poprzez kształcenie młodych ludzi od początku i przez cały czas, "w kamaszach", nie ma podstaw. W społeczeństwie demokratycznym i wolnorynkowym także po zakończeniu studiów wojskowych najlepsi absolwenci, jeśli ich się odpowiednio nie zmotywuje, będą uciekać na konkurencyjny rynek cywilny. Razem nimi uchodzić też z wojska będą wszystkie nakłady budżetowe, jakie ponosi się na ich wieloletnie kształcenie. Zarzucanie idei szkolenia magistrów po studiach cywilnych na oficerów to cofnięcie wojska do dawnych "dobrych" czasów, czasów wiary w wyższość pożytków z autarkii nad korzyściami z synergii cywilno-wojskowej. Te wątpliwe założenia znajdują odbicie w sferze organizacyjnej proponowanego systemu szkolnictwa wojskowego. Tutaj reformy nie ma w ogóle. Aż trudno uwierzyć. Ma być zachowany status quo, czyli utrzymywanie wszystkich pięciu istniejących uczelni.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2007