Reklama

Mistrz

Mistrz

22.08.2004
Czyta się kilka minut
Spotkanie ze studentami Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, 1981 r.
M

Mistrz: tak właśnie, spontanicznie, nazywaliśmy z żoną Czesława Miłosza, próbując nieudolnie wyrazić przepełniające nas uczucia: podziwu, szacunku, onieśmielenia, uwielbienia i wdzięczności, olśnieni tyleż dziełem, poezją zwłaszcza, co osobą. Jakakolwiek próba jego portretu musi się wydać cząstkowa i niedokładna. Ujmował serdecznością, pełną dyskretnego szacunku wobec każdego, niezależnie od wieku, pozycji czy stopnia wykształcenia; skromnością i osobistym wdziękiem; dzielnością, prawością charakteru oraz intelektualną przenikliwością, ale także poczuciem humoru i głośnym śmiechem, którym innych zarażał. Niepohamowany w ciekawości ludzi i świata, rozbrajał żarłocznością, z jaką się rzucał na potrawy, trunki, najświeższe wiadomości polityczne i nowości literackie.

Znałem go osobiście od czerwca 1979 roku i przeżyłem z nim razem wiele dobrego i złego. Bez Niego nie byłbym, kim jestem. Przesuwają mi się teraz przed oczyma rozmaite scenki, w których występuje w wielorakich wcieleniach. Oto wita mnie podczas pierwszego spotkania w Paryżu na rue Surcouf uśmiechem i słowami: “Czy tak mnie sobie Pan wyobrażał?"; podjeżdżamy po wykładzie Noblowskim, wytworną limuzyną Akademii Szwedzkiej, pod Mc Donald’sa w Sztokholmie; odbywa triumfalny pochód przez Polskę okresu Solidarności; prowadzimy wielogodzinne rozmowy, z których część złożyła się na książkę wywiadów wywołujących z niebytu czas miniony; zjada z apetytem talerz truskawek ze śmietaną, zostawiając na koniec połowę jednej z nich, jako “oznakę swojego upadku"; czyta mi z czarnego zeszytu lub przez telefon swoje najnowsze wiersze, zawsze z tym samym pytaniem, w którym nie było cienia kokieterii, a wobec którego czułem się nieodmiennie bezradny: “Jak się Panu podobało? Warto to drukować?"; opłakuje pierwszą żonę, Janinę, poświęcając jej jeden z piękniejszych utworów; podbija magią swojej poezji słuchaczy w Berkeley, Paryżu, Warszawie, Krakowie; na Kazimierzu oblega go gromadka dzieci, które, by zdobyć jego autograf, wyrywają pospiesznie kartki ze szkolnych zeszytów; odbiera hołdy znakomitych poetów amerykańskich - Roberta Hassa, Edwarda Hirscha, Roberta Pinsky’ego, Jane Hirshfield - podczas dedykowanego mu festiwalu w Claremont pod Los Angeles; wędrujemy w trójkę, razem z jego drugą żoną, Carol, po Litwie, śladami jego dzieciństwa i młodości; opłakujemy Carol po jej nagłej śmierci; odwiedzam go w chorobie i czytam mu fragmenty Szestowa, Gombrowicza i “Kartek z dziennika" Chwina.

Pozostanie w mojej pamięci jako ktoś, kogo osoba, życie i dzieło zostały rozpięte na, bolesnych nieraz i nieusuwalnych, antynomiach. Zazdroszczono mu sławy i pieniędzy, gdy tymczasem na swoje sukcesy patrzył z ironicznym dystansem, tając przed innymi rozpacz i cierpienie. Dumny dumą niewyniosłą, boleśnie odczuwał i długo rozpamiętywał niesprawiedliwie ataki w niego wymierzone. Pełen samooskarżeń, nieskłonny do arbitralnego oceniania innych, odrzucał togę moralisty, w którą wielu go drapowało. Określany w Polsce mianem “jednego z wybitnych poetów", a przez młodsze generacje uznawany nierzadko za zmarmurzałego klasyka, został prawdziwie doceniony w Stanach Zjednoczonych, gdzie porównuje się go z Eliotem i Einsteinem. Człowiek głębokiej wiary, nieustępliwie stawiał Stwórcy dręczące go pytanie: Skąd zło i ból wypełniający wszechświat?

Kultura i literatura polska straciły genialnego, największego poetę, przewyższającego, o czym jestem głęboko przekonany - skalą talentu, artystyczną doskonałością i myślową głębią dzieła - nawet naszych wieszczów. Ja zaś utraciłem i opłakuję najbliższego, serdecznego i oddanego Przyjaciela.

Aleksander Fiut jest literaturoznawcą, autorem rozmów z Miłoszem (“Autoportet przekorny") i poświęconej mu książki pt. “Moment wieczny".

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]