Misjonarze objawionej przeciętności

Jedna z największych gazet w Polsce zainicjowała akcję "Misja 21". Jak sama nazwa wskazuje, akcja miała polegać na wysłaniu 21 misjonarzy do Polski, polskich miast konkretnie. Jak absolutnie wszystko w naszym kraju, również i to wydarzenie ma w tle Euro 2012.
Czyta się kilka minut

Żeby było różnorodnie, następcy świętego Wojciecha wybrani zostali spośród londyńskich studentów dziennikarstwa (wiadomo: tygiel kultur). Cóż, akcja jak akcja - zawsze miło, kiedy się coś dzieje, choć gdy człowiek już raz pogrąży się w lekturze płodów talentu najtęższych piór City University London, to czasem naprawdę trudno wygrzebać się z zadumy nad meandrami szkolnictwa w UK. Może mała próbka, skapnięta z pióra misjonarki Camilli Mills: "Polska ma wiele twarzy, niektóre z nich są bezpośrednie i ujmujące, podczas gdy inne są niczym więcej niż tylko wyimaginowanym tworem". Nawet uwzględniwszy małą poprawkę na tłumacza (tłumaczkę?), myśl z gatunku głęboko frapująco-intrygujących. Ulubiony polski zwrot Camilli: dobra wódka! Słusznie, precz ze stereotypami. No, ale żarty na bok, z zalewu różnorodnych spostrzeżeń różnorodnej mądrości, których nie szczędzili nam młodzi ludzie skądinąd, można wyłowić sporo rzeczy, których sami nie zauważamy (z przyczyn oczywistych). A to zabankowienie naszych ulic, a to liczba aptek na przemian ze sklepami z alkoholem, a to sieciówki z... bronią. Misjonarze, jakkolwiek żaden z nich raczej nie zostanie Kapuścińskim, są cenni jako wzorzec metra z Sevres przeciętnego obcego, niezbyt może przygotowanego do podróży po Polsce, niezbyt wnikliwego, bo przeciętnego - a takich są miliony. Tacy właśnie do nas przybędą, czy tego chcemy, czy nie.

Nie dziwota przeto, że zareagowali Polacy uwiecznieni przed Euro 2012 w zwierciadle przechadzającym się po gościńcu i odpowiednie dającym rzeczy - słowo. Zareagowali, jak to nasi, w pełni ujmująco spontanicznie i merytorycznie, wyżywając się na klawiaturach swoich w pełni anonimowych zdalnych komputerów. Nasi, znaczy: nadwiślańscy internauci, za przeproszeniem. Oni zawsze mają kilka ciepłych słów, które wleją w serca otuchę i ukoją smutek istnienia. Co prawda, jak stwierdziła w wywiadzie dla jednego z misjonarzy pani wiceprezydent królewskiego miasta: "Całe szczęście obcokrajowcy przyjeżdżający do Krakowa nie mówią po polsku i nie czytają tego wszystkiego". No, niezupełnie nie. Zdarza się, niestety, że tak, jak najbardziej tak. Nie muszę pisać, że jednak czasem czytają, przetłumaczone przez usłużnego renegata (zaprzaństwo takie powinno być karane pręgierzem na magicznym Kazimierzu, na rogu Ciemnej i Kupa). Zaiste, Polska ma wiele twarzy, a niektóre z nich to ryje.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 27/2011