Miś jest milutki, słodki i hygge. W paryskim Musée des Arts Décoratifs poznamy historię pluszaków

Zastanawialiście się kiedyś, czemu akurat miś? Jak to się stało, że wcale nie taki milutki niedźwiedź stał się popularną maskotką?
z Paryża
Czyta się kilka minut
Fragment ekspozycji "Mój miś pluszowy". Paryż, 2 grudnia 2024 r. // Fot. Christophe Delliere / Materiały prasowe Musée des Arts Décoratifs
Fragment ekspozycji "Mój miś pluszowy". Paryż, 2 grudnia 2024 r. // Fot. Christophe Delliere / Materiały prasowe Musée des Arts Décoratifs

Ja miałam dwa. Riczi był duży, biały i nosił czerwoną czapkę z napisem „Richard”, bo przypłynął do mnie w paczce z Ameryki. Swojski brązowy Jasinek miał seledynową kokardkę pod szyją i nieco zafrasowany wyraz pyszczka. Zupełnie nie wiem, gdzie dziś są – taka ze mnie misia mama. Choć Riczi i Jasinek towarzyszyli mi przez ładnych parę lat i, jak pisał brytyjski psychoanalityk Donald Woods Winnicott, miałam do nich stosunek oralny (czytaj: wsadzałam je sobie do buzi), dziś rzadko wspominam swoich pluszowych przyjaciół.

Przypomniałam sobie o nich, zwiedzając wystawę „Mon ours en peluche” („Mój pluszowy miś”) prezentowaną w paryskim Musée des Arts Décoratifs. Muzeum, jak zwykle zresztą, oferuje pogłębione spojrzenie na wycinek codzienności. Były lalki, naczynia, przyszedł czas na misiaczki.

Bo czy zastanawialiście się kiedyś, czemu akurat miś? Owszem, znana szwedzka firma sprzedaje teraz nawet pluszowe brokuły, ale przez wieki to właśnie niedźwiadek królował w dziecięcych pokojach. Jak to się stało, że wcale nie taki milutki niedźwiedź stał się popularną maskotką? I kiedy? Czy nadal trafia pod choinki? Czy może w czasach popularności gier i zabawek cyfrowych to tylko nostalgiczna ramotka? Jaką rolę miś odgrywa w popkulturze i zbiorowej wyobraźni? No i – zagadnienie, którego nie może zabraknąć dziś na żadnej wystawie – co ma wspólnego z ociepleniem klimatu?

Wystawa jest wizualnie urocza i interaktywna: w ostatniej sali można sobie podotykać. Naprawdę warto się na nią wybrać, albo chociaż zajrzeć na media społecznościowe muzeum, skąd łypią na nas urocze pluszaki. Postaram się nie zepsuć nikomu frajdy i zreferować tylko małe co nieco ze stuletniej historii kultowej zabawki.

Fot. Christophe Delliere / Materiały prasowe Musée des Arts Décoratifs

Sala pierwsza, w której podróżujemy w przeszłość, żeby dowiedzieć się, jak blisko nam do niedźwiedzia

Związki ludzko-niedźwiedzie sięgają mroku dziejów, kiedy wszyscy mieszkaliśmy w tych samych grotach. Bo, jak się okazuje, człowieka z niedźwiedziowatymi wiele łączy: jesteśmy dwunożni i wyprostowani (miś wyprostowany bywa, ale nawet to jest rzadkością w królestwie zwierząt), wszystkożerni i – uwaga, trudne słówko – stopochodni. 

Stopochodność polega na tym, że w trakcie stawiania kroków cała stopa ma pełny kontakt z podłożem. Daje to chodzącemu sporą przewagę, o czym ciekawi mogą doczytać w fascynującej publikacji PAN „Biegać każdy może. O palcochodności, stopochodności i sposobach poruszania się ssaków”: „Jak na zwierzęta stopochodne, niedźwiedzie są wyjątkowo duże. Cechę tą odziedziczyły prawdopodobnie po swoich nadrzewnych przodkach. Obecnie, większość niedźwiedzi prowadzi naziemny tryb życia, ale pozostają one dobrymi wspinaczami. Swoje rozległe terytoria patrolują zwykle w tempie spacerowym”. My zaś, w tempie spacerowym kierując się wyświetlanymi na podłodze odciskami łap, udajemy się do sali drugiej.

Sala druga wyjaśnia, kto zdetronizował niedźwiedzia

Starożytni czcili niedźwiedzia ze względu na siłę i możliwość odradzania się z zimowego letargu. Średniowieczny Kościół katolicki za wszelką cenę starał się te pogańskie kulty wykorzenić, więc systematycznie robił niedźwiedziowi czarny PR: przedstawiał go jako wcielenie diabła, przypisywał mu prawie wszystkie grzechy główne (zwłaszcza trzy ostatnie). Królem lasu został więc jeleń, a królem zwierząt lew. Misie trafiły do cyrków. I do sklepów z zabawkami.

Ci, których nie zadowala ten telegraficzny skrót od prehistorii do Paddingtona, mogą sięgnąć po znakomitą książkę znanego u nas z historii kolorów Michela Pastoureau „L'ours. Histoire d'un roi déchu” („Niedźwiedź. Historia upadłego króla”), dostępną po francusku, angielsku i hiszpańsku. My przenosimy się natomiast z wieków średnich na początek poprzedniego stulecia.

Fot. Christophe Delliere / Materiały prasowe Musée des Arts Décoratifs

Sala trzecia, gdzie okazuje się, że dwie osoby mogą wpaść na ten sam świetny pomysł

Rok 1902, Niemcy. Siostrzeniec Margaret Steiff, która założyła fabrykę filcowych zabawek, proponuje jej uszycie niedźwiadka z pluszu.

Listopad 1902, Stany Zjednoczone. Prezydent Theodore Roosevelt wybiera się na polowanie w Missisipi. Teddy nie radzi sobie zbyt dobrze, więc usłużni asystenci łapią czarnego niedźwiadka i przywiązują go do wierzby. Szef ma go tylko ustrzelić. Prezydent uważa jednak, że tak niehonorowe zachowanie nie przystoi myśliwemu – twierdzi, że gdyby to zrobił, „nie mógłby spojrzeć swoim dzieciom w oczy”. Każe uwolnić zwierzę. Prasa ma używanie i publikuje karykatury prezydenta o miękkim serduszku. 

Właściciel sklepu ze słodyczami Morris Michtom i jego żona Rose w porywie inspiracji szyją wypchaną zabawkę, którą nazwą Teddy’s Bear. Prezydent zgadza się na użycie swojego imienia i w grudniu 1902 r. pluszowe misie po raz pierwszy trafiają do świątecznych skarpet. Popyt przerasta możliwości chałupniczej produkcji, więc Michtomowie sprzedają swój wynalazek Ideal Toy Company. Od 1904 r. misie są szyte na skalę przemysłową.

Pluszaki natychmiast podbijają serca dzieci i zaczynają wypełniać ich pokoje. W Europie długo króluje Steiff, ale po wojnie (pierwszej) nie wypada już kupować od Niemców, co prowadzi do powstania lokalnych marek. A miś ewoluuje: mięknie, nabiera kolorów, w miejsce guzików dostaje szklane oczy. Innymi słowy, coraz mniej przypomina dzikie zwierzę.

Fot. Christophe Delliere / Materiały prasowe Musée des Arts Décoratifs

Sala czwarta, czyli komercyjny sukces misia

Miś jest lepszy od lalki, bo jest miękki i da się go przytulać. W dodatku mogą to robić także chłopcy, bo pluszowe pieszczoty, w przeciwieństwie do tych lalczynych, „nie naśladują roli matki” (mowa o czasach ze sztywnym genderem). Jest więc prezentem uniwersalnym. I ze względu na pluszową sympatyczność doskonale nadaje się na bohatera książek.

Sala piąta, w której zabrakło Misia Uszatka

Na wystawie o misiach musiały zagościć misie literackie, inspirowane rzecz jasna bardziej zabawką niż dzikim zwierzem. Jest więc Kubuś, są Paddington i Colargol, są misie z baśni i z popkultury. Nie sposób uwzględnić reprezentantów wszystkich krajów, więc trudno wyrzucać kuratorom brak Misia Uszatka. Na szczęście można go sobie pooglądać w archiwalnych wieczorynkach TVP.

Sala szósta, przechodzimy od piersi do pluszu

Ze względu na swoje zalety materiałowe miś jest doskonałym kandydatem na „obiekt przejściowy”, ułatwiający separację od matczynej piersi. Lubujący się w psychoanalizie Francuzi dość dokładnie wyjaśniają fundamentalną rolę zabawy i zabawek w dojrzewaniu.

Sala siódma, gdzie robi się nieco mroczniej

Kojarzony z bezpieczeństwem miś stał się symbolem dziecka skrzywdzonego – miś w gruzach zbombardowanego miasta, miś pod przydrożnym krzyżem, gdzie doszło do wypadku, miś w kampanii społecznej przeciw molestowaniu nieletnich, miś w szpitalu. Wszyscy widujemy misie w kontekstach mało pogodnych.

Sala ósma, czyli pluszowy buduar

Dla kontrastu z dość ponurym przekazem poprzedniej sali, tu możemy zanurzyć się w pluszowym lesie misiów. Nieco przytłaczający gąszcz pluszaków jest dziełem zamieszkałego w Brukseli amerykańskiego performera Charlemagne’a Palestine’a. W 2017 r. stworzył on instalację Bear Mitzvah w nowojorskim Jewish Museum.

Sala dziewiąta, gdzie okazuje się, że misie niekoniecznie są dla dzieci

W kolejce do muzeum naliczyłam sporo maluchów ze smartfonami. Kilkoro nieco ekscentrycznych dorosłych przyniosło natomiast swoje misie. Okazuje się bowiem, że dzisiejszy Krzyś coraz wcześniej porzuca Kubusia na rzecz cyfrowych rozrywek. Za to dorośli, z nostalgią wspominając krainę dzieciństwa, chętnie kolekcjonują pluszaki. Kuratorki jako przykład podają Charlemagne’a Palestine’a, ale Polska może się poszczycić Brunonem Zielonką, założycielem Pierwszego Polskiego Klubu Miłośników Misiów i Niedźwiedzi.

Sala dziesiąta, w której wyprawiamy się na biegun północy

Niedźwiedź, zwłaszcza polarny, jest dziś symbolem zmian klimatycznych – zaczynają kuratorzy. Na szczęście oprócz smętnych wieści o kurczącym się habitacie i trudnościach z przywróceniem misiów w Pirenejach dostajemy też spektakularny płaszcz z pluszowych misiów Jeana-Charles’a de Castelbajaca, który protestuje przeciw używaniu w modzie prawdziwych futer. Nieco przygnębieni, w te pędy biegniemy do ostatniej sali, gdzie czekają na nas miękkie pluszowe łapki.

Sala jedenasta, można się już poprzytulać

Ostatnia sala, nazwana „dotykowym lasem”, pełna jest wielgachnych pluszaków, do których tulą się duzi i mali.

Oczywiście jest jeszcze muzealny sklepik, gdzie można kupić misiowe gadżety. I książkę Michela Pastoureau, z której dowiemy się, jak zdetronizowany król zwierząt skolonizował nasze zbiorowe imaginarium i trafił do kołysek, książek, a nawet w kosmos: Neil Armstrong zabrał na księżyc swojego towarzysza z dzieciństwa.

A po wyjściu z muzeum polecam zabawę polegającą na tropieniu niedźwiadków w miejskiej dżungli. Nie wymaga to szczególnego wysiłku, są wszechobecne. Popkultura i komercja odmieniają misia przez wszystkie przypadki, żeby upolować klienta jak Robak niedźwiedzia.

Wystawę „Mon ours en peluche” w paryskim Musée des Arts Décoratifs można zwiedzać do 22 czerwca 2025 r.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Proszę Państwa, oto miś