Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Mentor umysłów

Mentor umysłów

28.06.2015
Czyta się kilka minut
Zmarł David Premack, jeden z najważniejszych psychologów ostatniego półwiecza. Zaskakująco zapomniany twórca podstawowego pojęcia objaśniającego, dlaczego się rozumiemy.
Fot. GETTY IMAGES
W

Widząc sąsiada wybiegającego rano z domu, domyślamy się, że pewnie jest zdenerwowany i nie chce się spóźnić na autobus. W obcym mieście pytamy napotkanych ludzi o drogę, zdając sobie sprawę z tego, że mogą oni mieć wiedzę różną od naszej. A gdy wręczamy komuś prezent, domyślamy się, czy przypadł obdarowanej osobie do gustu.

We wszystkich sytuacjach społecznych korzystamy z tzw. teorii umysłu: zdolności do przypisywania sobie lub innym stanów mentalnych, takich jak cele, intencje, przekonania, wiedza, przeżywanie emocji i uczuć, myślenie, udawanie, wątpienie itd. Określenie to pojawiło się w 1978 r. na łamach „Behavioral and Brain Sciences”, w tekście autorstwa Davida Premacka i Guya Woodruffa pt. „Czy szympans posiada teorię umysłu?”, dając początek szeregowi badań i dyskusji w prymatologii, kognitywistyce, filozofii, neuronauce oraz psychologii.

Teorię umysłu posiadam wtedy, gdy traktuję innych jako jednostki obdarzone umysłem, podobne do mnie. Przychodzi nam to tak naturalnie, że filozof Daniel Dennett na początku lat 80. XX wieku ukuł termin „psychologia potoczna”, podkreślający, że większość ludzi zadziwiająco dobrze radzi sobie z rozszyfrowywaniem stanów mentalnych innych. No właśnie – większość. Trudności w operowaniu teorią umysłu wykazują osoby cierpiące na zaburzenia ze spektrum autyzmu, co jako pierwsi w latach 80. zasugerowali Simon Baron-Cohen, Alan Leslie i Uta Frith. Opracowali oni również zestaw narzędzi do badania teorii umysłu u dzieci, przydatnych w diagnozie autyzmu (tzw. test fałszywych przekonań), które pozwoliły odkryć, że ta zdolność rozwija się około czwartego roku życia.

Od kruków do słoni

Kognitywiści i filozofowie zaproponowali dwa konkurencyjne wyjaśnienia teorii umysłu. Pierwsze, nazywane „teorią teorii”, głosi, że opiera się ona na prowadzeniu rozumowania przez analogię. Domyślamy się, że ten, kto właśnie uderzył się młotkiem w mały palec i wrzeszczy, bardzo cierpi, bo sami doświadczaliśmy bólu, gdy uderzyliśmy się młotkiem (podobna przyczyna) albo gdy wrzeszczeliśmy (podobne zachowanie).

Według alternatywnego wyjaśnienia nie dokonujemy świadomego wnioskowania, tylko automatycznej, podświadomej symulacji cudzych stanów mentalnych: rozumiemy cudze emocje – np. że ktoś się smuci – ponieważ niejako wczuwamy się w tę osobę, przeżywamy jej smutek we własnym ciele. Poważnym argumentem za ideą symulacji stały się odkrycia psychologii społecznej i neuronauki, zwłaszcza zjawisko spontanicznej imitacji cudzych emocji, czyli fakt, że np. mimowolnie odpowiadamy uśmiechem na uśmiech i wpadamy w przygnębienie, gdy widzimy zasmucone twarze. Jest nim też mechanizm tzw. neuronów lustrzanych. Są to komórki nerwowe w mózgach ludzi i pewnych gatunków małp, które aktywują się zarówno wtedy, gdy sami wykonujemy jakąś czynność lub przeżywamy jakąś emocję, jak i wtedy, gdy jedynie obserwujemy, jak inne jednostki wykonują tę samą czynność lub przeżywają tę samą emocję.

Jak to bywa w filozofii, kwestia dostępu do cudzych stanów mentalnych była dyskutowana od dawna (problem ten jako pierwszy postawił Kartezjusz). Ale wprowadzone przez Premacka i Woodruffa pojęcie teorii umysłu na stałe zadomowiło się w filozoficznych rozważaniach, pozwalając je mocno doprecyzować.

A jak to właściwie jest z teorią umysłu szympansów, nad czym w przełomowym artykule zastanawiali się Premack i Woodruff? Opisywali oni badanie, w którym szympansy najpierw oglądały krótkie filmy z przedstawionym problemem – np. człowiekiem usiłującym sięgnąć po zawieszone zbyt wysoko banany – a następnie miały za zadanie wybrać taką fotografię, która przedstawia rozwiązanie danego problemu (np. długi patyk, który pozwoliłby dosięgnąć bananów). Szympansy radziły sobie dobrze, ale nie było jasne, czy ten eksperyment rzeczywiście sprawdza wykorzystanie teorii umysłu – w tym przypadku rozumienie cudzych intencji.

Wiele kolejnych badań prowadzonych przez następne dziesięciolecia nie dostarczyło przekonujących dowodów, że szympansy przypisują innym stany mentalne, zwłaszcza złożone. Aż Frans de Waal, holenderski prymatolog zauważył, że w tego rodzaju eksperymentach małpy zawsze musiały oceniać zachowania ludzi. Gdy zastąpił ludzi innymi małpami, szympansy radziły sobie o wiele lepiej. Wygląda więc na to, że o ile szympansom prawdopodobnie brak teorii umysłu człowieka, o tyle posiadają teorię umysłu szympansa – potrafią przypisywać innym osobnikom stany mentalne i na tej podstawie kształtować swoje zachowanie.

Pod wpływem tych wszystkich badań naukowcy zaczęli poszukiwać teorii umysłu u innych zwierząt, m.in. przedstawicieli rodzin delfinowatych, krukowatych czy słoniowatych. Samo pojęcie teorii umysłu zrobiło więc oszałamiającą karierę w wielu dyscyplinach. Ale to niejedyny wkład Premacka w rozwój nauki.

Reguła babci

W latach 50. i 60. XX wieku, gdy Premack rozpoczynał pracę naukową, w psychologii ciągle królował behawioryzm, zapoczątkowany przez Iwana Pawłowa i jego słynne eksperymenty z psami śliniącymi się na widok zapalonej latarki. Zwolennicy tego podejścia pomijali kwestię umysłów – odwoływanie się do stanów mentalnych uważali wręcz za metafizykę, a nie naukę. Skupiali się wyłącznie na zachowaniu i tym, jak może być ono kształtowane.

Amerykańscy behawioryści na początku XX w. opracowali ideę warunkowania instrumentalnego, które polega na wywoływaniu u zwierząt określonych reakcji poprzez stosowanie tzw. wzmocnienia – są nim takie konsekwencje zachowania, które zwiększają prawdopodobieństwo jego powtórzenia – lub kary, która zmniejsza prawdopodobieństwo powtórzenia zachowania. Behawioryzm nie cieszy się współcześnie dobrą sławą ze względu na kojarzone z nim „bezduszne” podejście do zwierząt, ale odkrycia poczynione przez tych uczonych były doniosłe. Wyjaśniały bowiem, w jaki sposób zwierzęta mogą się w środowisku naturalnym uczyć np. tego, gdzie zdobywać pożywienie i jakich terenów unikać, a także pozwalały na wyliczenie prawdopodobieństwa zajścia odpowiednich reakcji.

Behawioryści borykali się jednak z poważnym problemem zdefiniowania, czym właściwie jest wzmocnienie. Rozwiązał go niespełna 30-letni Premack, formułując słynną zasadę, nazwaną później jego nazwiskiem. Tłumaczy ona wzmocnienie przez odwołanie się do pojęcia zachowania. Zasada Premacka głosi, że zachowania bardziej prawdopodobne, czyli takie, które w danym momencie organizm z dużym prawdopodobieństwem wykonałby spontanicznie, wzmacniają zachowania mniej prawdopodobne.

Można ją również przedstawić w postaci „reguły babci”: „najpierw zjedz warzywa, jeśli chcesz zjeść deser”. Opiera się ona na założeniu, że organizmy spontanicznie angażują się w różne zachowania nie tylko po to, by uzyskać jakąś nagrodę, ale również dla samego wykonywania danej czynności. Zasada Premacka jest nie tylko wielkim osiągnięciem teoretycznym; płyną z niej również istotne konsekwencje dla pedagogiki, ponieważ działa ona także u ludzi. Nauczyciele mogą np. wnioskować, że dzieci będą chętniej rozwiązywać zadania z matematyki, jeśli potem będą mogły wziąć udział w zabawie lub zagrać w piłkę.

Rozmowy z małpami

Od połowy lat 50. Premacka interesowały również zdolności komunikacyjne szympansów. W tym czasie było już wiadomo, że szympansy, m.in. ze względu na inną budowę organów głosowych, nie są w stanie nauczyć się artykułowania skomplikowanych dźwięków ludzkich języków. Naukowcy próbowali ominąć ten problem, z umiarkowanym powodzeniem, ucząc szympansy języka migowego.

Razem z żoną Ann, Chinką z pochodzenia, z którą opublikowali wspólnie wiele prac, David Premack na początku lat 60. wymyślił inny sposób. Premackowie do komunikacji wykorzystali graficzne symbole, wzorowane na znakach języka chińskiego.

Używali kolorowych, różnokształtnych plastikowych żetonów, przygotowywanych z... części desek surfingowych w warsztacie studenta – zapalonego surfera. Każdy żeton odpowiadał jednemu słowu języka angielskiego, a jego znaczenie ustalane było arbitralnie. W eksperymencie początkowo brały udział dwie szympansice – Sarah, która okazała się zdolną studentką, oraz Gussie, która nigdy nie nauczyła się ani słowa.

Trening, któremu poddana była Sarah, był bardzo zorganizowany i rygorystyczny. Szympansica nauczyła się posługiwać ok. 130 symbolami, ale nie wykorzystywała ich w celach komunikacyjnych z własnej inicjatywy, np. do formułowania swoich życzeń, jak robiły to choćby szympansy uczone języka migowego. Zachowanie Sarah przypominało raczej rozwiązywanie łamigłówek – dobieranie odpowiedniego symbolu w danych okolicznościach.
Sam Premack nie osiągnął więc przełomu w uczeniu szympansów komunikacji, choć udało mu się wiele dowiedzieć o ogólnej inteligencji tego gatunku. Ale jego podejście stało się inspiracją do stworzenia na początku lat 70. tzw. yerkish – języka złożonego z graficznych symboli, który okazał się niezwykle udanym przedsięwzięciem i jest rozwijany do dzisiaj.

– Najbardziej zdumiewające w Davidzie Premacku było to, że właściwie nigdy nie miał opiekuna. Wszystkie swoje wpływowe idee wymyślił sam – mówi w rozmowie z „Tygodnikiem” prof. Tetsuro Matsuzawa, japoński prymatolog znany z badań nad zdolnościami numerycznymi szympansów, który w laboratorium Premacka spędził półtora roku. – Moje szympansy korzystały z nowoczesnych na tamte czasy komputerów. Premack eksperymentował z plastikowymi żetonami. Ale wiele się od niego nauczyłem, był bardzo drobiazgowy, miał niezwykle naukowe podejście. Był bez wątpienia geniuszem i moim mentorem.

David Premack został pochowany z honorami wojskowymi na Narodowym Cmentarzu Riverside w stanie Kalifornia 17 czerwca. Przeżył 90 lat. Od połowy lat 70. był związany z Uniwersytetem w Pensylwanii, jednak na oficjalnej stronie tej uczelni próżno szukać choćby wzmianki o jego śmierci. Podobnie we wszystkich mediach świata. Nawet anglojęzyczna Wikipedia nie odnotowała jeszcze tego faktu. Davida Premacka w mediach społecznościowych pożegnało jedynie kilku uczonych, m.in. psycholog Steven Pinker oraz Tetsuro Matsuzawa. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Filozof i kognitywista z Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych oraz redaktor działu Nauka „Tygodnika”, zainteresowany dwiema najbardziej niezwykłymi cechami ludzkiej natury: językiem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]