Jacek Taran: Czy w samorządach jest miejsce na kulturę?
Adam Struzik: Bez kultury nie ma naszej tożsamości i historii. Rocznie wspieramy organizację setek festiwali, koncertów, spektakli, wystaw – niezależnie od tego, czy jest to duża miejska impreza, czy lokalne wydarzenie. Przyznajemy dotacje na prace konserwatorskie i restauratorskie oraz roboty budowlane przy zabytkach wpisanych do rejestru. W tym roku to 14 mln zł. Oprócz tego ratujemy zaniedbane, zapomniane miejsca. Jak już są pieniądze i możliwości, to potrzebna jest jeszcze wizja i konsekwencja w dążeniu do celu. I dodałbym do tego szczęście.
Szczęście?
Chociażby do ludzi z pasją, takich, którzy chcą i wiedzą, jak o dziedzictwo kulturowe zadbać. Ale też szczęście rozumiane jako splot zdarzeń i przypadków. Proszę sobie wyobrazić, że ponad 20 lat temu jako marszałek województwa odwiedziłem ówczesnego starostę radomskiego Zdzisława Kierzkowskiego. Znaliśmy się jeszcze z czasów senackich. Szukał on sposobu i pieniędzy, żeby wyremontować most w Bartodziejach, obawiał się katastrofy budowlanej. Przyszło mu do głowy, żeby sprzedać pałac we Wsoli pod Radomiem, w nie najlepszym stanie, w którym wtedy mieścił się dom pomocy społecznej dla osób z głębokim upośledzeniem psychicznym. Mimochodem nadmienił, że pałac ten jest związany z rodziną Gombrowiczów. Był tam majątek Pruszaków, a rodzony brat Witolda Gombrowicza, Jerzy, wszedł w jego posiadanie, jako że wniosła mu go w posagu żona Aleksandra. Istnieje hipoteza, że właśnie tam powstawało „Ferdydurke”. Mnie od zawsze fascynował Gombrowicz. Doszedłem więc do wniosku, że to może być dobry pomysł, aby znowu powiązać pałac z osobą pisarza i rodziną Gombrowiczów. Kupiliśmy rezydencję od powiatu – starosta miał już nowy dom społeczny, z o wiele lepszymi warunkami dla pensjonariuszy, a pozyskane ze sprzedaży obiektu pieniądze przeznaczył na wyremontowanie mostu. My zaś – po dołożeniu niemałych środków – zrobiliśmy pierwsze na świecie Muzeum Witolda Gombrowicza. Dziś to miejsce tętni życiem, odbywają się koncerty, spotkania autorskie, konkursy literackie. Obecnie jesteśmy na finiszu rozbudowy placówki.
To bardzo ciekawa historia. Jest więcej takich miejsc?
Lista jest naprawdę długa. Po reformie administracyjnej otrzymaliśmy „w darze” kilkanaście instytucji kultury, które były bardzo zaniedbane lub stały przed groźbą likwidacji. Wiele z nich uratowaliśmy i rozwinęliśmy. Przykładem jest Europejskie Centrum Artystyczne im. Fryderyka Chopina w Sannikach. Zainwestowaliśmy duże pieniądze samorządowe i unijne, ale było warto. Obecnie to prawdziwa perła Mazowsza. Wyjątkowymi miejscami są też Muzeum Mazowieckie w Płocku z największym w kraju zbiorem sztuki secesji czy Mazowieckie Centrum Sztuki Współczesnej „Elektrownia” – jedna z najlepszych galerii sztuki w Polsce. Inne przykłady to pałac Zamoyskich w Bieżuniu, który kupiliśmy mimo bardzo złego stanu technicznego, czy dwór w Dąbrowie, gdzie obecnie jest oddział Muzeum Regionalnego w Siedlcach.
A jakie są najbliższe plany związane z inwestycjami w infrastrukturę kulturalną regionu?
W Muzeum Treblinka powstanie nowy obiekt wystawienniczo-edukacyjny. Jego przygotowanie to duża odpowiedzialność. Doświadczenia związane z wojną i zagładą, historia tego miejsca i ludzkich losów – to trudne tematy wymagające niezwykłej wrażliwości i empatii. Chcemy więc stworzyć takie przestrzenie, które godnie upamiętnią ofiary obozu i jednocześnie trafią do współczesnego odbiorcy.
Przywrócimy też świetność wyjątkowemu miejscu, jakim jest willa Gabriela Narutowicza, znajdująca się tuż obok Łazienek Królewskich. Zabytkowy budynek wymaga kompleksowej rewitalizacji.
Swoją przestrzeń wystawienniczą dwukrotnie zwiększy Państwowe Muzeum Archeologiczne. Powstanie tu biblioteka na miarę XXI wieku. Muszę tu zaznaczyć, że zbiory muzeum są imponujące. To aż 75 tys. tomów, w tym unikatowe kolekcje dawnych czasopism!
Pod naszą egidą działa prawie 30 instytucji kultury. Trudno więc wymienić wszystkie nasze plany, ale proszę mi wierzyć, jest ich dużo i są bardzo ambitne. W tym roku przeznaczamy na nie 249 mln zł.
W jaki sposób województwo wspiera lokalne muzea, skanseny i inne instytucje zajmujące się dziedzictwem kulturowym?
Dotacje – i z naszego budżetu, i ze środków unijnych. Na remonty, wyposażenie, digitalizację zbiorów. Robimy też wszystko, aby nasze instytucje były bliskie, dostępne i bez barier – także finansowych. Mamy programy, dzięki którym uczniowie i osoby z niepełnosprawnościami mogą zwiedzać je za symboliczną złotówkę.
Myśli Pan, że w ten sposób młodzi ludzie chętniej wejdą w świat sztuki?
Jeśli będziemy o to zabiegać – to tak. Dzieci powinny mieć szansę na naturalne, niewymuszone poznawanie sztuki. Wizyta w muzeum czy teatrze może być takim pozytywnym bodźcem. Nie chodzi jedynie o uzupełnienie wiedzy, ale o elementarną dla rozwoju młodego człowieka możliwość uwolnienia uczuć, emocji i wyobraźni. W mojej ocenie takie podejście działa. W zeszłym roku z „Kultury za złotówkę” skorzystało aż 35 tys. osób.
Mazowsze od wieków było miejscem styku różnych kultur i tradycji. Czy udało się te tradycje zachować i kultywować wielokulturowe dziedzictwo regionu?
W granicach województwa mazowieckiego znajdują się tereny przynależne do innych krain historycznych – Podlasia i Małopolski. Mamy zatem do czynienia z dużym zróżnicowaniem regionalnym, które kształtowało się pod wpływem rozmaitych czynników – geograficznych, historycznych, gospodarczych czy struktury społecznej.
Jestem głęboko przekonany, że ta różnorodność jest naszą wielką wartością. Zwyczaje, muzyka ludowa, rękodzieło i kuchnia to nasze dziedzictwo niematerialne i – co ważne – żywe, nie tylko w skansenach. Pokazujemy je m.in. poprzez Mazowiecki Szlak Tradycji. To swojego rodzaju etnograficzna podróż do miejsc związanych z folklorem, twórcami, obrzędowością. Towarzyszą temu różne publikacje. Ostatnio wydaliśmy album poświęcony ubiorom tradycyjnym.
Wiele unikatowych elementów kultury znalazło się na Krajowej Liście Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego. Są już na niej wycinankarstwo kurpiowskie z Puszczy Zielonej, umiejętność wyplatania kosza kabłącoka w Lucimi na Radomszczyźnie, bursztyniarstwo czy wypiek byśków i nowych latek.
W jaki sposób Mazowsze łączy rozwój nowoczesnej infrastruktury z zachowaniem historycznego charakteru miast i miasteczek?
Szukamy inspiracji i dobrych praktyk konserwatorskich u profesjonalistów. W 2021 r. we współpracy z Oddziałem Warszawskim SARP zorganizowaliśmy konkurs dla architektów na projekt domu jednorodzinnego. W pokonkursowym katalogu „Dom w krajobrazie” znajdują się niezwykłe koncepcje domów inspirowanych tradycyjnym budownictwem kurpiowskim i olenderskim. Projekty te harmonijnie łączą to, co wartościowe w przeszłości, z nowoczesnymi rozwiązaniami i wizją przyszłości – proekologicznym budownictwem i racjonalnym gospodarowaniem przestrzenią.
Jakie są Pana zdaniem najbardziej niedoceniane zabytki Mazowsza, które zasługują na większą uwagę turystów i mieszkańców?
Dziedzictwo drewniane, jak wieś Urle, gdzie zachowało się wiele wyjątkowych budynków letniskowych. Następnie często pomijana architektura powojenna, w tym Dom Turysty PTTK w Płocku czy dom Hansenów w Szuminie. Takich perełek jest znacznie więcej. I dlatego warto niespiesznie i z uważnością zwiedzać Mazowsze, także tymi nieutartymi szlakami.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















