Luigi Dallapiccola: "Ulisse"

Pierwszy był lament Kalipso z prologu opery w wykonaniu Marty Wyłomańskiej (sopran) i Macieja Grzybowskiego (fortepian), wykonany podczas koncertu De Musica w maju ub.r. Dalej nasłuchiwanie radiowej retransmisji koncertu. Wreszcie poszukiwanie jakiegokolwiek nagrania i... nieprzespane noce (i dni), podczas których dodekafoniczna muzyka Luigiego Dallapiccoli (1904-1975) wypełniała bez reszty ciało, obmywała je i wysuszała jednocześnie. Jak Itaka: dostępna i nieosiągalna, wytęskniona i odrzucana, wiecznie powracająca i niechciana.
Czyta się kilka minut
 /
/

“Ulisse" to bez wątpienia jedno z nielicznych arcydzieł operowych drugiej połowy ubiegłego wieku. Dallapiccola pracował nad nim osiem lat. Pisząc libretto sięgnął do źródeł homeryckich, tekstów Tomasza Manna, filmu opartego na “Odysei" (który oglądał w wieku ośmiu lat), projektowanego baletu (nad którym pracował z Leonidem Massinem), transkrypcji partytury “Il ritorno d’Ulisse in patria" Claudia Monteverdiego (którą zaadaptował na współczesną scenę w 1942 r.). Wszystko, jak sam przyznawał, filtrował też myślą Dantego (źródeł trzeba szukać także w powieści Joyce’a).

Premiera “Ulisse" odbyła się 29 września 1968 r. na scenie Deutsche Oper w Berlinie. Prezentowany dwupłytowy album jest zapisem koncertu z 6 maja 1975 r. w Grand Auditorium de Radio France. Po ostatnich akordach natychmiast rozległy się rzęsiste brawa. Nic dziwnego. Wyrzuciłbym jedynie skrzeczącą jak zarzynane zwierzę Denise Boitard (Nausikaa). Poza tym wszystko jest w jak najlepszym porządku. Genialne. Jak pokazywany za każdym razem z należną zmysłowością główny melodyczny motyw (pierwszy raz pojawia się w lamencie Kalipso na słowach “Guardare, melavigliarsi, / e tornar a guardare"; patrzeć, i dziwić się, / i patrzeć na nowo).

U Dallapiccoli najważniejsze są kobiety - więźniarki w świecie, do którego Ulisses ciągle wraca i z którego zawsze ucieka. Kalipso chce zrozumieć, Nausikaa - kochać, Kirke - zatrzymać, Penelopa tylko czeka. Są do siebie podobne: Kalipso, Antikleja i Penelopa to soprany, Nausikaa - wysoki sopran, Kirke i Melanto - mezzosoprany. Partie Kalipso i Penelopy wykonuje ta sama śpiewaczka (tak samo jest z partiami Kirke i Melanto). Głosy Colette Herzog i Gwyn Cornell są jak upragniony dotyk, który wabi, z którym chciałoby się zostać już na zawsze. Ale nie można i może dlatego właśnie sceną rządzi cudowny baryton Claudio Desideriego. Słuchać i dziwić się, i słuchać na nowo...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 47/2004