Reklama

Logika w Krainie Czarów

Logika w Krainie Czarów

17.04.2017
Czyta się kilka minut
W ramach akcji „Nauka czytania” razem z uczniami szkół podstawowych tropimy naukowe wątki w klasycznych książkach dla dzieci.
Zwariowana herbatka u Kapelusznika. Oryginalna ilustracja Johna Tenniela z pierwszego wydania „Alicji w Krainie Czarów” il. AKG / EAST NEWS
U

Uniwersytet Oksfordzki to poważna uczelnia. Wśród jego absolwentów znajdziemy kilkudziesięciu noblistów, dwudziestu kilku premierów Wielkiej Brytanii, Billa Clintona i kilkunastu świętych. Oksfordzcy naukowcy publikują artykuły w „Nature” i „Science”, a Oxford University Press wydaje rocznie kilka tysięcy książek, w tym pewnie setki mądrych. Mało który z tych tekstów ma jednak szansę zbliżyć się siłą oddziaływania na kulturę do trzech niepozornych książeczek autorstwa dawnych profesorów Oksfordu – jednej jeszcze z XIX, dwóch z XX wieku: „Alicji w Krainie Czarów” Lewisa Carrolla (właściwie Charlesa L. Dodsona), „Hobbita, czyli tam i z powrotem” Johna R.R. Tolkiena oraz „Lwa, czarownicy i starej szafy” Clive’a S. Lewisa. Trzech klasycznych książek trochę dla dzieci, a trochę dla dorosłych; trzech arcydzieł wyobraźni; trzech żył złota dla Hollywood. Czy ich uniwersytecki rodowód ma jeszcze jakieś znaczenie?

Zajrzyjmy do tej pierwszej, napisanej przez profesora matematyki (tu w tłumaczeniu Antoniego Marianowicza): „Alicja nie czuła się wcale przekonana. Pytała jednak dalej: – A skąd pan wie, że pan jest zwariowany? – Normalny pies nie jest zwariowany – odrzekł Kot. – Zgadzasz się z tym, prawda? – Sądzę, że ma pan słuszność. – A więc taki normalny pies warczy, kiedy jest zły, a macha ogonem, kiedy ma powód do radości. Ja zaś warczę, kiedy jestem zadowolony, a macham ogonem, kiedy ogarnia mnie wściekłość. Dlatego jestem zbzikowany”. Argument Kota-Dziwaka (z Cheshire) jest oczywiście wadliwy (w każdym razie dla większości dorosłych!). Możemy rozpisać go jak na zajęciach z logiki:

Przesłanka pierwsza: Jeśli zwierzę warczy, kiedy jest złe, a macha ogonem, kiedy jest radosne, to nie jest zwariowane. (Upraszczając: Jeśli p, to q).

Przesłanka druga: Kot warczy, kiedy jest radosny, a macha ogonem, kiedy jest zły. (Nieprawda, że p).

Wniosek: Kot jest zwariowany. (Nieprawda, że q). Prawdziwość przesłanek nie gwarantuje prawdziwości wniosku (proszę sprawdzić), Lewis zilustrował tutaj tzw. błąd zaprzeczenia poprzednika implikacji.

Łatwiej nalać więcej niż nic

Wątków logicznych i matematycznych jest w „Alicji w Krainie Czarów” (i w „Po drugiej stronie lustra”) mnóstwo. Powstało zresztą na ich temat kilka książek, na przykład „The Logic of Alice: Clear Thinking in Wonderland” Bernarda M. Pattena. Carroll bawi się symetrią, paradoksami i semantyką.

„– Nalej sobie więcej herbaty – rzekł z wielką powagą Szarak. – Jeszcze w ogóle nie piłam – odparła Alicja urażona tą propozycją. – Trudno więc, abym nalała sobie więcej. – Chciałaś powiedzieć, że trudno, abyś nalała sobie mniej – wtrącił się Kapelusznik. – Przecież znacznie łatwiej jest nalać sobie więcej niż nic”. Mruga też do spostrzegawczego czytelnika, gdy karciani żołnierze zamieniają się co chwilę losowo miejscami – talia kart to przecież popularne narzędzie nauczania rachunku prawdopodobieństwa – albo gdy Czerwona Królowa w „Po drugiej stronie lustra” tłumaczy Alicji kwestię układu odniesienia: „Tutaj, aby utrzymać się w tym samym miejscu, trzeba biec ile sił” (zainspirowało to zresztą biologa Leigha Van Valena, który nazwał swoją teorię ewolucyjnego wyścigu zbrojeń pomiędzy drapieżnikami i ofiarami „Hipotezą Czerwonej Królowej”). Humor książek Lewisa ma silnie profesorski charakter, co raczej wymyka się dziecięcej lekturze.

Akademickie zainteresowania Tolkiena, który specjalizował się w filologii klasycznej i literaturze staroangielskiej, przejawiły się przede wszystkim we „Władcy Pierścieni” i „Silmarillionie”, gdzie najpełniej przedstawił tworzone przez siebie języki i niespotykanie bogatą mitologię. Tym niemniej już w „Hobbicie” pobrzmiewają echa m.in. nordyckich mitów i sag oraz „Beowulfa”, staroangielskiego poematu, który Tolkien uwielbiał, badał i przetłumaczył (ukończony w 1926 r. przekład ukazał się dopiero kilka lat temu).

W „Lwie, czarownicy i starej szafie” Clive’a S. Lewisa, również filologa i literaturoznawcy, dominują oczywiście motywy chrześcijańskie, choć widać też wpływ mitów germańskich i greckich (Lewis zajmował się naukowo średniowieczem i renesansem). Cały cykl „Opowieści z Narnii” odczytywany jest często jako alegoria biblijna – z Aslanem-Chrystusem na czele – co zresztą Lewis, ekspert od języka ezopowego i autor „Alegorii miłości. Studium tradycji średniowiecza”, przyjmował niechętnie.
Przy całym tym uniwersyteckim bagażu „Alicja”, „Hobbit” oraz „Lew, czarownica i stara szafa” są obecne na liście lektur dla uczniów szkół podstawowych, a czyta się je też młodszym dzieciom. Bawią i uczą bez względu na znajomość klasycznego rachunku zdań, „Eddy poetyckiej” czy teorii literatury. Rodzi się w związku z tym pomysł, by pójść niejako w drugą stronę – korzystając z książek, które dzieci muszą (a niekiedy nawet chcą) czytać, można porozmawiać z nimi o kwestiach nieporuszanych zazwyczaj na wczesnych lekcjach języka polskiego.

Taka jest właśnie idea akcji „Nauka czytania”, którą od 2014 r. prowadzi Fundacja Centrum Kopernika (przy wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu „Promocja czytelnictwa”). Młodzi naukowcy i filozofowie prowadzą specjalne lekcje w szkołach podstawowych. Razem z uczniami szukają w szkolnych lekturach nieoczywistych wątków, kojarzących się raczej z edukacją licealną albo uniwersytecką. „Alicja...” służy jako ilustracja podstawowych zasad logiki. „Hobbit” pozwala stworzyć nietypową charakterystykę postaci tytułowego bohatera, opartą na pytaniach o istotę osobowości („Coś więcej tkwi w tym hobbicie, niż wam się wydaje, kto wie, może też o wiele więcej, niż on sam przypuszcza”, mówi krasnoludom Gandalf), indywidualną stałość i sytuacyjną zmienność zachowań oraz stereotypy. „Lew, czarownica i stara szafa” daje okazję do rozmowy o alegoriach, metaforach i symbolach.

Pan Kleks a kognitywistyka

Nie ma oczywiście powodu, by ograniczać się do książek napisanych przez oksfordzkich profesorów. Przypomnijmy sobie zakończenie „Sposobu na Alcybiadesa” Edmunda Niziurskiego. Bohaterowie, uczniowie na cenzurowanym, po miesiącach rzekomego zwodzenia tytułowego nauczyciela historii stają, jak im się wydaje, w obliczu klęski. Mają, pod okiem dyrektora szkoły, oprowadzić po Warszawie kolegów z Ełku. Na mocy przymierza z Alcybiadesem od dawna niezmuszani do nauki, są przekonani o własnej niewiedzy. Test w terenie udaje się jednakże znakomicie – opowiadają ze swadą o Poczcie Saskiej, Auguście Mocnym i Janie Dekercie – informacje pojawiają się jakby znikąd. Jak to możliwe? – pytają dyrektor, narrator i autor: „Cud? Zemsta Szekspira? Podstęp Alcybiadesa? Nadzwyczajna moc Sposobu? Czy geniusz ÓSMEJ LEGII?”.

Psycholog mógłby tu zwrócić uwagę na kilka kwestii. Po pierwsze, zewnętrznie motywowane uczenie się, czyli – mówiąc po ludzku – przymus szkolny, niekoniecznie daje optymalne rezultaty. Po drugie, naszych procesów pamięciowych ani w pełni nie kontrolujemy, ani też nie jesteśmy ich w pełni świadomi – pewne rzeczy zapamiętujemy mimowolnie, czasem nawet nie wiedząc, że pojawiło się coś do zapamiętania. Po trzecie, nasze oceny własnej wiedzy bywają nietrafne, w tym (tylko u niektórych niestety) zbyt surowe. Zaczynając tam, gdzie zakończył Niziurski, można pokazać, jak zaskakująco potrafi działać ludzka pamięć, i udzielić kilku wskazówek w temacie skutecznego przyswajania wiedzy. Ten ostatni wątek jest zresztą ważny dla całej akcji. Tylko czytanie ze zrozumieniem, a już najlepiej: z zainteresowaniem – pozwala nam czegoś się nauczyć. Można to potraktować dosłownie – eksperymenty dowodzą, że im głębiej przetworzymy (przemyślimy) jakąś informację, tym lepiej ją potem pamiętamy.

Właściwie w każdej szkolnej lekturze da się wskazać elementy o charakterze naukowym lub filozoficznym. Czasem nie trzeba nawet szczególnie szukać – „Bajki robotów” Stanisława Lema stanowią oczywisty pretekst dla zajęć o automatyzacji i sztucznej inteligencji, a „Dzieci pana Astronoma” Wandy Chotomskiej – o kosmologii i astronomii. „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” Hugha Loftinga pozwala zaprezentować dzieciom fascynujące badania nad komunikacją u różnych gatunków zwierząt oraz dzieje małp uczonych ludzkiej mowy. „Księga dżungli” Rudyarda Kiplinga, trochę od drugiej strony, prowokuje klasyczne pytanie: natura (geny) czy kultura (wychowanie)? „Król Maciuś Pierwszy” Janusza Korczaka to lekcja politologii, „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren – kulturoznawstwa, „Szatan z siódmej klasy” Kornela Makuszyńskiego – informatyki, a „Akademia pana Kleksa” Jana Brzechwy – kognitywistyki i neurobiologii. Pierwszy krok dziecka w interdyscyplinarność i szerokość horyzontów może polegać na zrozumieniu, że lekcje języka polskiego, matematyki, historii, biologii itd. nie są osobnymi planetami. ©

BARTŁOMIEJ KUCHARZYK jest psychologiem i prawnikiem, członkiem Centrum Kopernika i koordynatorem Copernicus Festival.

Podczas tegorocznego Copernicus Festival w krakowskich podstawówkach w ramach akcji „Nauka czytania” odbędą się zajęcia poświęcone m.in. psychologii emocji.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Kinga Wołoszyn-Hohol, Mateusz Hohol
Bartłomiej Kucharzyk
Daniel M. Hausman, Marcin Gorazda, Tomasz Kwarciński

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]