Reklama

Przypadek Lewisa Carrolla

Przypadek Lewisa Carrolla

29.11.2021
Czyta się kilka minut
Jak interpretować sztukę, która w czasie powstania nie budziła kontrowersji, a raczej wpisywała się w panujące konwenanse? Czy dzisiaj można jej postawić zarzuty najcięższe?
Wystawa „Alice: Curiouser and Curiouser”. Victoria and Albert Museum, Londyn, 18 maja 2021 r. Fot. JEFF SPICER / GETTY IMAGES
W

W ciepły dzień 4 lipca 1862 r. trzydziestoletni Charles Lutwidge Dodgson, fotograf amator i wykładowca matematyki w Christ Church w Oksfordzie, spędzał popołudnie w łódce na rzece Izyda, zwanej też Tamizą, z dziesięcioletnią Alice Liddell oraz jej siostrami: starszą Loriną i młodszą Edith. Mieli koszyki piknikowe, śpiewali piosenki. W pewnym momencie dziewczynki zorganizowały konkurs, którego zwyciężczyni miała zasiąść u boku „wielkiego matematyka”. Potem poprosiły o opowiedzenie bajki, która umili im czas. Wtedy Dodgson zaczął snuć opowieść o Alicji i jej przygodach.

Robinson Duckworth, przyjaciel młodego wykładowcy, który im towarzyszył, tak wspomina tamto „złociste popołudnie”: „Ja wiosłowałem, on rozdawał ukłony podczas słynnej podróży do Godstow, kiedy to trzy panny Liddell towarzyszyły nam jako pasażerki, a historia tworzona była i opowiadana nad moim ramieniem ku radości Alice Liddell pełniącej funkcję sternika naszej łajby. Pamiętam, że odwróciłem się i zapytałem: »Dodgson, czy ty teraz improwizujesz«? A on odparł: »Tak, wymyślam wszystko na bieżąco«”.

Na zakończenie dnia, podczas powrotu do domu, Alice zapytała Dodgsona, czy nie zechciałby spisać dla niej swojej opowieści, ten obiecał, że spróbuje. W 1864 r. matematyk sprezentował dziewczynce manuskrypt zawierający jego rysunki i fotografie, a zatytułowany „Podziemne Przygody Alicji” („Alice’s Adventures Under Ground”). W 1865 r. – po wielu zmianach, wydana za własne pieniądze w wydawnictwie Macmillan – opowieść ta ukazała się pod tytułem „Przygody Alicji w Krainie Czarów” („Alice’s Adventure in Wonderland”) i stała się najsłynniejszą na świecie XIX-wieczną książką dla dzieci, przetłumaczoną na prawie dwieście języków, często wystawianą na deskach teatralnych i ekranizowaną. Jej autorem był młody logik z Oksfordu, diakon Kościoła anglikańskiego, znany odtąd pod pseudonimem Lewis Carroll.

Fotografie pisarza

Charles Lutwidge Dodgson rozpoczął swoją przygodę z fotografią w marcu 1856 r., miesiąc po tym, jak opublikował pierwsze teksty literackie pod pseudonimem Lewis Carroll, a zakończył w 1880 r., kiedy technika bromo-żelatynowa wywoływania zdjęć zastąpiła technikę kolodionową, którą matematyk doskonalił długie lata. Dla Dod­gsona fotografia nie była wyłącznie pasją (niezwykle wówczas drogą), ale pełnoprawnym zajęciem równolegle z literaturą i matematyką (opublikował zresztą książkę zatytułowaną „Pillow Problems” zawierającą siedemdziesiąt dwie zagadki matematyczne obmyślone – jak sugerował podtytuł – w trakcie bezsennych godzin).

Dodgson celowo przyjął status amatora fotografa, mimo że różnica między amatorem a profesjonalistą nie była klarowna na wczesnym etapie historii fotografii, kiedy funkcjonowała ona najczęściej jako medium „towarzyszące” malarstwu. Oksfordzki fotograf podejmował próby sprzedaży swoich zdjęć – jak na przykład tych przedstawiających aktora Quintina Twissa czy szkielety z Christ Church Anatomy School – proponował również sprzedaż odbitek przyjaciołom. Mimo to wolał uznawać się za amatora, gdyż „tak łatwiej było mu osiągnąć zamierzone cele fotograficzne”.


Lewis Carroll z Louisą MacDonald i jej czwórką dzieci w ogrodzie, 1882 r. LEWIS CARROLL / GETTY IMAGES

Dodgson wykonał około trzech tysięcy fotografii, z czego około połowa przedstawia dzieci, trzydzieści – dzieci nagie lub częściowo rozebrane. Tak jak na zdjęciu z 1858 r. zatytułowanym „Żebracze dziecko” („The Beggar-Child”), uznawanym za jedno z najbardziej rozpoznawalnych wiktoriańskich obrazów dziecka, szeroko komentowanym wśród oksfordzkich elit, którym autor „Alicji w Krainie Czarów” zdecydował się je pokazać. Ukazuje sześcioletnią ciemnowłosą Alice Liddell stojącą pod kamienną ścianą, po której pnie się geranium. Alice lewą stopę opiera o krawędź klombu miażdżąc liście, łodygi i kwiaty nasturcji, a palce prawej stopy wbija w ułożoną przed klombem matę. Ciało dziewczynki wydaje się napięte, lekko skręcone. Jedną dłoń opiera na biodrze, drugą wyciąga w geście żebrania. Postrzępiona tkanina ma imitować łachmany żebracze: lewy rękaw jest rozdarty, materiał opada z ramienia i dekoltu, odsłaniając sutek.

Twórczość pod znakiem zapytania

W 1932 r., w setną rocznicę urodzin Charlesa Lutwidge’a Dodgsona, osiemdziesięcioletnia wówczas Alice Liddell wraz ze swoim synem i siostrą przybyła do Nowego Jorku, żeby odebrać doktorat honoris causa Uniwersytetu Columbia za to, że „z dziewczęcym wdziękiem obudziła fantazję genialnego matematyka zaznajomionego z wymagającą teorią liczb urojonych i pomogła mu w pełni zrozumieć dziecięce serce”. Jak podaje Jenny Woolf, autorka książki „The Mystery of Lewis Carroll”, nieformalna grupa wielbicieli autora „Alicji w Krainie Czarów” nazwała go wtedy „wielkim miłośnikiem dzieci”, a także zebrała dzisiejszą równowartość ośmiuset tysięcy dolarów na stworzenie oddziału dziecięcego jego imienia w szpitalu St. Mary w Londynie. Był to zapewne ostatni moment, w którym tak niewinnie patrzono na dorobek Lewisa Carrolla.

Pierwszą książką, którą czytał swojemu synowi Dmitriemu na dobranoc Vladimir Nabokov, była opowieść o przygodach Alicji. W 1923 r. ówczesny absolwent Cambridge, biedny dwudziestotrzyletni pisarz, mieszkający w kolonii rosyjskiej w Berlinie, otrzymał zlecenie przetłumaczenia książki Lewisa Carrolla – jego przekład na język rosyjski, opublikowany jako „Ania w stranie czudies”, okazał się najlepszym tłumaczeniem dzieł oksfordzkiego wykładowcy matematyki. Wiele lat później, w grudniu 1966 r., amerykański „Vogue” opublikował przeprowadzony przez Penelope Gi­lliatt wywiad z Nabokovem, w którym rosyjski pisarz przyznał: „Od zawsze mówiłem o nim Lewis Carroll Carroll, ponieważ on był pierwszym Humbertem Humbertem. Widziałaś jego fotografie małych dziewczynek? Żeby spotykać się z dziećmi, umawiał się z ciotkami i matkami. Nigdy nie został przyłapany na gorącym uczynku, tylko jedna dziewczynka – będąc już dużo starsza – napisała, co z nią wyprawiał”. Humbert Humbert jest głównym bohaterem słynnej „Lolity” Nabokova, pedofilem, który za obiekt swojej fascynacji obiera nimfetkę, Dolores Haze.


Alice Liddell, 1858 r. LEWIS CARROLL / NATIONAL MEDIA MUSEUM / GETTY IMAGES

Tak też przedstawił Lewisa Carrolla Anthony Goldschmidt, który w 1933 r. opublikował esej – wyraźnie zainspirowany teoriami Sigmunda Freuda – zatytułowany „Alice in Wonderland Psycho-Analysed”. Autor tego tekstu sugeruje, że Carroll tłumił pożądanie seksualne względem Alicji, a upadek dziewczynki do króliczej nory stanowi „najbardziej oczywisty symbol penetracji”. Mimo że Goldschmidt nie był psychoanalitykiem, lecz dobrze zapowiadającym się pisarzem, jego twierdzenia zostały przejęte przez badaczy zajmujących się twórczością Carrolla. Od tego momentu literacki i fotograficzny dorobek Charlesa Dod­gsona stanął pod znakiem zapytania.

Kłopotliwe dziedzictwo

Lewis Carroll nawiązywał niebezpieczną więź z dziećmi. Uwielbiał spędzać z nimi czas, zwłaszcza z dziewczynkami. Przestawał się nimi interesować po okresie pokwitania, uważając je za nieatrakcyjne. Jeśli podejrzewał, że dziewczynka, z którą się zaprzyjaźniał, mogła paść ofiarą wykorzystywania seksualnego, to jej los postrzegał jako tysiąckroć gorszy od śmierci.

Według dostępnych dziś źródeł Dod­gson nie zmuszał swoich modelek do pozowania nago, uznając takie zachowanie za „przestępstwo wobec Boga”. Katarzyna Przyłuska-Urbanowicz w książce „Pupilla” opisuje Lewisa Carrolla jako pedofila-celibatariusza, czyli osobę zaburzoną, ale niewyrządzającą dziecku krzywdy. Określa się go również jako „dobrodusznego despotę”, gdyż mimo wszystko sprawował nad spotkanymi dziećmi kontrolę (zachowały się listy Carrolla, w których opisuje, co grozi dziewczynkom za niewłaściwe zachowanie, posługiwał się wtedy przykładem bajki o liskach, które zamiast śniadania dostawały chłostę).

Nie do końca wiadomo, o kim mówił w wywiadzie dla „Vogue’a” Vladimir Nabokov, większość zachowanych dokumentów świadczy raczej o tym, że dzieci uwielbiały spędzać czas w pracowni Dodg­sona, przede wszystkim w ciemni; z niektórymi dziecięcymi przyjaciółkami nie zerwał kontaktu do śmierci. Autor „Lolity” być może powoływał się na pogłoski mówiące, że Carroll chciał poślubić jedenastoletnią Alice Liddell (do zamążpójścia przygotowywano wówczas dwunastolatki, gdyż od trzynastego roku życia zgodnie z prawem mogły wchodzić w relacje intymne). Mówiąc w skrócie: obecny stan badań nad twórczością Lewisa Carrolla, liczne biografie pisarza, a także wiedza z zakresu zaburzeń seksualnych nie pozostawiają złudzeń – autor „Alicji w Krainie Czarów” był pedofilem. Pewne jest również, że jego fotografie przedstawiające nagie i częściowo rozebrane dzieci nie mogłyby dzisiaj powstać.

Biograficzny przypis o skłonnościach Lewisa Carrolla służy do postawienia pytania o sposoby postrzegania jego twórczości literackiej i fotograficznej dziś, gdy problem pedofilii jest niezwykle aktualny, ale badania psychologiczne i psychiatryczne nad tym zaburzeniem – mogące zapobiegać krzywdzie wyrządzanej dzieciom – są nadal nieliczne. Jak interpretować sztukę, która w czasie powstania nie budziła kontrowersji, a raczej idealnie wpisywała się w panujące konwenanse? Douglas R. Nickel w książce „Drea­ming in Pictures: The Photography of Lewis Carroll” twierdzi, że życie i twórczość autora opowieści o Alicji – działania na polu pisarskim, fotograficznym, ale także społecznym – widziane przez pryzmat współczesności jawią się jako podejrzane, zniekształcone przez pośmiertne diagnozy, które sprowadzają „jego biografię do dewiacji, zaś jego twórczość do symptomów”. Jednocześnie, jak dodaje, dla człowieka z ulicy „szczególnie zaniepokojonego (z istotnych przyczyn) bezpieczeństwem dzieci, Carroll może uchodzić za drapieżnika, wilka w skórze owcy, być może mniej odważnego i samoświadomego Humberta Humberta”.

Kwestię fotografii dziecięcej i rozwijanej przez Dodgsona idei dzieciństwa podejmuje Diane Waggoner w książce „Lewis Carroll’s Photography and Modern Childhood”, która ukazała się nakładem Princeton University Press w 2020 r. Ta pozycja niemal od razu została uznana przez amerykańskich krytyków za najlepszą książkę poświęconą fotografiom Lewisa Carrolla. We wstępie autorka nie stroni od rozważań na temat skłonności Dodgsona, rekonstruuje stanowiska jego biografów i biografek, ukazuje kontrowersje związane z tematem. Jej książka to jednak przede wszystkim laboratorium wizualnych przedstawień i kontekstów, zdjęć rozpatrywanych na tle epoki, prezentacji historycznych odniesień, ale i zróżnicowanego dziedzictwa. Waggoner nie tylko opisuje zdjęcia drzemiących dziewczynek (między innymi sióstr Liddell), ale i sposoby przedstawiania chłopców i młodych mężczyzn. Wiele miejsca poświęca również rozumieniu nagości dziecięcej na zdjęciach z epoki.

Najciekawszy rozdział pracy Waggoner dotyczy związku fotografii z teatrem zawodowym i amatorskim, który od lat 70. XIX wieku zyskiwał na popularności. Podobnie do swoich rówieśników: Williama Lake Price’a, Oscara Gustave’a Rejlandera, Julii Margaret Cameron (Virginia Woolf poświęciła jej piękny esej), Lady Clementiny Hawarden i Henry’ego Peach Robinsona, Dodgson zaadaptował do tworzenia fotografii praktyki sceniczne, które miały nadawać zdjęciom „prawdziwości”. Teatr postrzegał jako zbiór konwencji, przede wszystkim jednak jako metaforę fotografii.

Na pytanie, co zrobić z tym kłopotliwym dziedzictwem, Diane Waggoner odpowiada zatem nie wprost: należy uznać i ujawnić kontrowersje, a twórczości przyglądać się w szerokim kontekście. W tej kwestii autorka „Lewis Carroll’s Photography” różni się znacznie od Edwarda Wakelinga i jego naiwnej, jawnie manipulowanej biografii „Lewis Carroll: The Man and His Circle” przygotowanej z okazji 160. rocznicy wydania „Alicji w Krainie Czarów”. Wakeling skomponował swoją książkę z relacji przyjaciół oraz członków rodziny oksfordzkiego matematyka i fotografa, te miały oczyścić go z zarzutów. Nie można również stwierdzić, jak uczynił to Donald Thomas w wydanej w 1996 r. biografii „Lewis Carroll. Po obu stronach lustra” (wydanie polskie z 2007 r.), że autor „Alicji” nie był pedofilem, ponieważ do końca XIX wieku nie istniało takie pojęcie, a pedophilia oznaczała wyłącznie miłość do dzieci.

Pytania dotyczące tego, czy i jak dzisiaj czytać „Alicję w Krainie Czarów”, a także czy i jak oglądać zdjęcia autorstwa Dod­gsona, można sprowadzić do porównań z Michaelem Jacksonem czy Woodym Allenem oraz rewizji ich twórczości. Różnice – poza kontekstem historycznym – są zasadnicze. Choć Dodgson miał skłonności pedofilskie, nie dopuszczał się krzywdzenia dzieci, nie wykorzystywał swojej pozycji, żeby unieważnić ich głos, nie wmawiał również światu, że „dziecko zmyśla”. Idąc dalej, należy zapytać o przykłady historycznej cenzury w rozmaitych tekstach kultury – co na przykład zrobić ze scenami pornografii dziecięcej w „Blaszanym bębenku”, filmie z 1979 r. w reżyserii Volkera Schlöndorffa? Potępić i odrzucić tę twórczość? Zapomnieć o przygodach „Alicji w Krainie Czarów”?

Jak pokazuje trwająca do końca 2021 r. w Victoria and Albert Museum w Londynie wystawa „Alice: Curiouser and Curiou­ser”, nie jesteśmy w stanie zapomnieć o Alicji. Twórcy ekspozycji nie tyle koncentrują się na postaci autora, co zwracają uwagę na postać małej jasnowłosej dziewczynki. Prezentowana w londyńskim muzeum wystawa ukazuje wpływ, jaki wywierała opowieść o Alicji na artystów działających w różnorodnych dziedzinach sztuki przez ponad 150 lat. Od obrazu Salvadora Dalego i słownych gier Jamesa Joyce’a, przez psychodeliczny projekt plakatu autorstwa Josepha McHugh i projekty ubrań Vivienne Westwood, po przedstawienie wystawiane przez sławny The Royal Ballet oraz kalendarz Pirelli z wykonaną przez Tima Walkera fotografią czarnoskórej Alicji.

Ekspozycja w Victoria and Albert Museum jest dowodem na to, że opowieść Lewisa Carrolla to dziś samodzielny, funkcjonujący poza autorem, fenomen kulturowy, jej bohaterka zaś – wzorowana na asertywnej dziewczynce, która zdolna była zmusić „wielkiego matematyka” do spisania jej niezwykłych doświadczeń – stanowi sprawczą i inspirującą postać zbiorowej wyobraźni. ©

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]