„Live in London”

"Live in London"Leonard CohenSony Music, DVD/2 CD
Czyta się kilka minut

Ubiegłoroczną trasę koncertową wymusiły na Cohenie poważne tarapaty finansowe. Ale ekonomia ekonomią, a sztuka sztuką: londyński występ sprawia wrażenie wyjątkowe. I jest czymś takim, Cohen bowiem zbyt poważnie traktuje muzykę i publiczność, by pozwolić sobie (przy nieuniknionej powtarzalności występów) na rutynę. Zmęczona twarz, z której wydobywa się... radość? Tak, artysta często się uśmiecha, niemniej w jego mimice, w geście ręki przyciskającej do piersi kapelusz jest jeszcze coś więcej. Jakieś otwarcie siebie i piosenki, potwierdzenie udzielanej przez piosenki gościny. Nie bez powodu przecież tak wielu się w tych utworach odnalazło. Owszem: tam, gdzie jest podział na scenę i widownię, jest też teatr; tyle że do aktora przychodzi się również po to, żeby coś - także w sobie - odkryć. Wielu więc, powtórzę, ma Cohen egzystencjalnych dłużników.

Jego głos, co oczywiste, zmienił się od czasów, gdy po raz pierwszy śpiewał o Zuzannie. Barwa nabrała lekkiej chropowatości, melodeklamacja od dawna zaś była wybranym środkiem wokalnej ekspresji. Jej możliwości, owszem, uległy pewnym ograniczeniom, niemniej świadomie używany głos nie zawodzi pieśniarza i pozostaje estetycznie skuteczny. Jest też niespodzianka: otóż Cohen bynajmniej nie brzmi tak nisko ani tak, hm, parlandowo jak na studyjnych nagraniach z ostatnich płyt.

Cohenowi towarzyszy zespół kierowany przez basistę Roscoe Becka. Aranżacje zostały przygotowane z wielką starannością (proszę zwrócić uwagę np. na niuanse brzmieniowe w "Who By Fire"), niekiedy muzycy bawią się z oczekiwaniami publiczności, grając wejścia sporo różniące się od znanych początków piosenek. Głosy Sharon Robinson oraz Charley i Hattie Webb pięknie i świetnie lidera wspierają, a w dwóch piosenkach przejmują jego rolę. I jak dobrze to wszystko zostało sfilmowane! Uważne, statyczne ujęcia, spokojny montaż, mnóstwo - ano właśnie - zbliżeń.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2009