Z wielką przyjemnością przeczytałem felieton pana Stanisława Lema “Vita brevis" (“TP" nr 28/04), w którym pisze m.in. o hip-hopie, a właściwie jego nieznajomości. Hip-hop nie jest muzyką mojego pokolenia (jestem rówieśnikiem syna Pana Lema). Do niedawna wydawało mi się, że to komputerowe zabawy dla tych, którzy nie mają dość talentu i samozaparcia, by nauczyć się gry na jakimś instrumencie. Jednak rok temu przypadkowo posłuchałem płyty “Zmysłów 5" Tymona i uznałem, że to najlepsza poezja śpiewana (określenie “literatura mówiona do taktu" chyba lepiej opisuje istotę zjawiska), z jaką się zetknąłem. Odkryłem, że to “stracone pokolenie" doskonale wie, co to honor i lojalność, potrafi spojrzeć na siebie z dystansem, ma ideały. Unika jednak wielkich słów, które my - pokolenia wcześniejsze - wystawiliśmy za bezcen na targ starzyzny. Nieco to dla mnie zaskakujące, ale to właśnie dzięki hip-hopowi odkryłem nowe treści w muzyce Henryka Mikołaja Góreckiego i Alfreda Schnittkego (mechanizmu nie potrafię wyjaśnić, ale intuicyjnie wyczuwam tu wyraźny związek). Hip-hop, jak literatura, w głównej mierze składa się ze słów. Dzięki kluczowej roli języka, ten przejaw muzycznej globalizacji nabiera, paradoksalnie, narodowego charakteru. Zatem jeśli Pan Lem miałby ochotę na kolejną wyprawę do świata młodej literatury, polecam Tymona i jego “Zmysłów 5". Ciekaw jestem, czy się spodoba...
RADOSŁAW ŚPIEWAK (Amsterdam)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














