Są takie sytuacje, w których najgorsi są przyjaciele, ludzie - jak chcę wierzyć - dobrej woli. Oto czytamy: "Sejm przyjął poprawkę przewidującą przekazanie ze środków budżetowych 40 mln zł na przedsięwzięcia kulturalno-naukowe w ramach projektów budowy Świątyni Opatrzności Bożej. Pieniądze na ten cel mają być wygospodarowane kosztem dotacji i subwencji do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych". Jedyna nadzieja, że budowniczowie świątyni za dar grzecznie podziękują i odmówią, sugerując, by posłużyły lepszemu funkcjonowaniu Funduszu. Mecenat państwa nad chrześcijańskim dziedzictwem narodowym, zabytkami budownictwa sakralnego może być oczywiście ochroną tożsamości społeczeństwa, co doskonale zrozumiano np. w Republice Czeskiej, państwie raczej laickim. Nie widziałbym nic niewłaściwego w tym, że państwo uczestniczy we wznoszeniu nowego sanktuarium. Jednak jest chyba jakiś sposób osiągnięcia wcześniejszej, społecznej aprobaty na zaangażowanie w to dzieło pieniędzy z podatków, nawet jeśli jest to społeczeństwo w ogromnym stopniu, ale przecież nie w całości katolickie. Timeo Danaos et dona ferrentes - lękam się Danaów, nawet gdy przynoszą dary.
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















