Nie lękajcie się

Zwykle nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak dalece strach, poczucie zagrożenia ze strony ludzi, sytuacji czy zdarzeń, wpływa na nasze myślenie i postępowanie.
Czyta się kilka minut
 /
/

Strach może skutkować paraliżem woli, może też motywować do działania. Manipulowanie strachem poddanych zawsze było ulubionym narzędziem władców.

Pierwszą rzeczą, którą po przeczytaniu artykułu Marcina Napiórkowskiego „Władcy strachu” zrobiłem, było sporządzenie katalogu własnych strachów. Wydało mi się, że warto sobie zdać sprawę z własnych strachów, bo oczywiście jak u każdego normalnego człowieka tych strachów mam sporo. Jeśli ta lista moich lęków, jak najbardziej szczera, nie jest kompletna, to i tak dostarcza mnóstwo materiału do przepracowania ich w duchu wskazanym przez autora.

Tak więc boję się utraty samokontroli (np. po wypiciu alkoholu), utraty przytomności (nie dotyczy narkozy). Boję się udaru mózgu, starczej demencji itp., publicznej kompromitacji, napisania czegoś, co bez mojego zamiaru wywoła awanturę, zrobienia czegoś, czego potem będę żałował. Boję się uszkodzenia protezy (endemicznej) w nodze i fizycznego unieruchomienia. Boję się ludzi, którzy mnie nienawidzą, ludzi agresywnych z zakłóconą świadomością, ludzi grożących mi bronią, agresywnych kierowców na drodze, sympatycznych, uwodzicielskich oszustów, ludzi owładniętych obsesją władzy, fanatyków, tak zwanych „powszechnych przekonań” , które uważam za błędne. Boję się religijnych formalistów, inteligentnej propagandy, krzyczących kaznodziejów, tłumu ogarniętego wspólną emocją (pozytywną lub negatywną). Boję się wojny, trzęsienia ziemi, powodzi, ale także odgłosu majstrowania przy zamku drzwi do mojego mieszkania. Boję się zwierząt w stanie agresywnym, katastrofy klimatycznej zapowiedzianej przez Międzynarodowy Panel Klimatyczny przy ONZ, amatorskich reform Kościoła, pomyślanych tak, jakby Kościół był pozarządową organizacją humanitarną. Tych przynajmniej lęków jestem świadom.

Napiórkowski pisze, że twórcy nowoczesnej kultury strachu mogą wykorzystać dowolne zagrożenie. Uprawianą w ten sposób politykę nazwano „sekurokracja”. Zastanawiam się, czy w naszym kościelnym nauczaniu nie bywaliśmy „siewcami strachu”, sekurokratami, którzy rozbudzania lęku przed grzechem i wiecznym potępieniem używali do umocnienia własnej władzy administratorów łaski Boskiego miłosierdzia (opowiada o tym Michał Bilewicz w rozmowie „Hierarchia lęków). Ten lęk miał niewiele wspólnego z „bojaźnią Bożą”, bo ta wypływa z tego, co się określa jako timor reventialis – lęk odczuwany wobec kogoś, kto budzi szacunek albo miłość. Jest to lęk, że mogę nie sprostać darowi spotkania z tym, kogo szanuję, albo kocham, że mogę go zranić. Nie jest to strach, bo kochać znaczy ufać (dlatego najbardziej boli zawód ze strony tego, kogo się kocha, zawiedzione zaufanie). W bojaźni Bożej jest lęk przed sprawieniem zawodu Temu, z którym łączy mnie miłość, który mnie kocha i mi ufa.

W Kościele – jak zresztą wszędzie – pokusa manipulacji strachem może się zjawić w postaci nieuzasadnionego lęku przed tym, co nowe. Człowiek czuje się bezpiecznie w tym, co mu znane, a na Kościół patrzy czasem jak na muzeum figur woskowych. Wtedy nawet zapowiedź zmiany, przejaw życia, może budzić panikę. Czy nie tak było w latach Soboru Watykańskiego II? Czy nie tak niektórzy ludzie Kościoła reagują na papieża Franciszka? Czy tego właśnie lęku przed zmianami, zatroskani o swój status, do którego przywykli, nie wykorzystują przeciw papieżowi? Tymczasem Bóg powtarza: „Oto czynię wszystko nowe” (Ap 21, 5). Jezus pouczył Apostołów, że nie powiedział im wszystkiego („Mam wam jeszcze wiele do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie”, J 16, 12), i zapewnił ich, że Duch Święty, kiedy będzie trzeba, dopowie to, co będzie trzeba dopowiedzieć. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2019