Lasy zamiast odszkodowań

Przeczytałem z wielkim zainteresowaniem artykuł Andrzeja Bobca “Chronimy czy wycinamy" (“TP" nr 26/04). Dobrze, że ktoś zajął się tak ważnym tematem jak stan Puszczy Białowieskiej, a na tym tle - lasów polskich. Zgadzam się, że Puszcza musi pozostać własnością publiczną. Czy taki status powinna jednak utrzymać reszta publicznych lasów w Polsce?
Czyta się kilka minut

Średnia powierzchnia lasów prywatnych w “starej" UE wynosi 66,1 proc.: od 41 proc. w Niemczech (gdzie jednak dąży się do pozbywania lasów publicznych na rzecz prywatnych właścicieli) do 90,4 proc. w Portugalii. W Finlandii, kraju eksportującym wielkie ilości wyrobów drzewnych, 70,4 proc. lasów jest prywatna. Jak jest w Polsce? W 2002 r. lasy zajmowały 8.918 mln hektarów, z czego do państwa należało blisko 82,6 proc., czyli 7.363 mln hektarów. Lasy prywatne (np. chłopskie), które przetrwały PRL, zajmują 17,4 proc. powierzchni leśnej (1.555 mln hektarów), jednak blisko 900 tys. właścicieli prywatnych ma do jednego hektara lasu. Struktura jest więc karykaturalna.

Oddanie 7.363 mln hektarów lasów (tego, co posiada państwo) w ręce urzędników jest dość niebezpieczne. Argumentów nie trzeba daleko szukać, wystarczy cofnąć się do czasów PRL-u, gdy lasy niszczyli dyspozycyjni wobec partii urzędnicy, np. wycinając drzewa dla doraźnych celów, choćby i łatania dziur budżetowych. Na szczęście i wtedy istnieli leśnicy z powołania, którzy ratowali, co się dało, mimo że bywali bezsilni wobec odgórnych zarządzeń. Czy sporo się zmieniło od tamtej pory? Przykład Puszczy Białowieskiej mówi, że niekoniecznie.

Jedynie właściciele prywatni dbają o swoje dobra. Przekonanie “państwowe, to niczyje" i dziś jest w Polsce nierzadkie. Poza tym, koszty gospodarowania w lasach państwowych są zawsze wyższe niż w prywatnych, choćby dlatego, że państwo z reguły utrzymuje rzeszę urzędników. Po 1989 r. rozpętano u nas kampanię antywłasnościową w sprawie lasów, której apogeum przypadło na początek 2000 r. Straszono, że lasy oddane potomkom dawnych właścicieli będą ogradzane i nikt nie będzie mógł tam wejść. Przecież lasy prywatne nie były przed wojną zamknięte! Grodzi się jedynie szkółki drzew, młodniki itp. Sugerowano też, że dawni właściciele wytną od razu resztki lasów, a przecież w zorganizowanym państwie wycinka jest kontrolowana przez leśne władze państwowe i właściciel może wyrąbać rocznie jedynie określoną ilość drzew. Takie wzory przynajmniej zostawiła nam II Rzeczpospolita.

Polscy właściciele stracili w wyniku wywłaszczenia (bez odszkodowania) w obrębie obecnych granic Polski 1.780 mln hektarów, zabużanie - 2.560 mln hektarów lasów. Oddanie prywatnym właścicielom tego, co stracili w obecnych granicach Polski ograniczyłoby własność państwową do 5.583 mln hektarów. Naprawienie krzywd, które zrujnowały rodziny i doprowadziły do katastrofalnego zniszczenia lasów, oraz wprowadzenie (nawet w tak ograniczonym zakresie) konkurencji w ich zarządzaniu to chyba poważne argumenty, które powinny nakłonić do rozwiązania tego problemu. Prawo własności jest niezbywalnym prawem człowieka, o czym niedawno przypomniał Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu, orzekając zasadność roszczeń Polaka-zabużanina. Może warto oddać lasy w ręce spadkobierców osób wywłaszczonych - zarówno tych, które utraciły majątek w obecnych granicach, jak poza nimi - niż narażać skarb państwa na wydatki, jakie pociągną za sobą ewentualne kolejne wyroki o odszkodowanie? Uratowalibyśmy tak lasy, jak i dobre imię Polski.

JAN MARIAN WŁODEK (Kraków)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2004