Łapy profesorów

W Instytucie Filologii Polskiej UJ, obecnie działającym jako Wydział Polonistyki, spędziłem pięć lat studiów i trzydzieści sześć lat pracy.
Czyta się kilka minut

1

Nie twierdzę, że to wystarczy, by wypowiadać się o stanie szkolnictwa wyższego i proponować drogi wyjścia z zapaści, w jakiej to szkolnictwo się znajduje. Chciałem tylko powiedzieć, że dostatecznie długo przyglądam się codziennemu funkcjonowaniu konkretnej uczelni, by przysłuchiwać się z rozpaczą dyskusji rozpoczętej jakiś czas temu przez „Gazetę Wyborczą”.

2

Skąd rozpacz? Po pierwsze stąd, iż dzisiejszy kryzys jest w znacznej mierze skutkiem ogromnego i zasadniczo słusznego wysiłku przebudowy szkolnictwa, podjętego na początku lat 90. Należało zwiększyć ilość studiujących, należało zwiększyć ilość szkół wyższych; nikt nie mógł przewidzieć, że nie da się kontrolować nieuniknionego spadku poziomu kształcenia; nikt nie mógł przewidzieć, że Polska nie będzie w stanie zapewnić pracy tak wielkiej liczbie młodych ludzi z dyplomami. Rozpacz bierze się też z odczucia, że nowa ustawa o szkolnictwie wyższym raczej pogłębia istniejący stan rzeczy, niż zapowiada poprawę. Wreszcie zaś: trudno nie wpaść w rozpacz, kiedy się słucha kolejnych, jedynie słusznych recept na zbawienie polskich uniwersytetów.

3

W „Rzeczpospolitej” z 18 maja w roli zbawcy wystąpił Paweł Dobrowolski, absolwent Harvardu, prezes Fundacji Obywatelskiego Rozwoju, prywatnie zajmujący się doradztwem gospodarczym. „Polskie uczelnie – powiada w pierwszych słowach swego naprawczego manifestu – są i będą kiepskie, dopóki polskie prawo będzie wymagać, by uczelnie były prywatnym folwarkiem profesury, ustawy i rozporządzenia będą drobiazgowo determinować sposób uczenia, a konstytucja będzie wymagała darmowych studiów na państwowych uczelniach”. Zgodnie z tym prezes FOR proponuje wyrzucenie na śmietnik ustawy o szkolnictwie wyższym (wraz z wszystkimi towarzyszącymi jej zarządzeniami wykonawczymi), likwidację odpowiedniego ministerstwa, podporządkowanie uczelni zewnętrznym wobec nich radom nadzorczym (wyłaniającym sprawującego władzę wykonawczą prezydenta-menedżera) oraz dostosowanie programu nauczania do potrzeb studentów. Warunkiem wyjściowym jest, rzecz jasna, wprowadzenie opłaty za studia. No i (podkreślone przez redakcję „Rzepy”) wyrwanie uczelni z „łap profesury”.

4

Dobrowolski nie mówi rzeczy nowych; frakcja amerykańska jest od dawna obecna i niezwykle wpływowa wśród reformatorów polskiego szkolnictwa. Przyznajmy jednak: tym, co wyróżnia prezesa FOR, jest radykalizm jego poglądów, połączony z niezmierzoną miłością do uczelni, która go wykształciła. Jeśli zatem inni reformatorzy namawiają do naśladowania niektórych wzorów sprawdzonych w Ameryce, to Paweł Dobrowolski proponuje totalną amerykanizację polskiego szkolnictwa. Najtrudniejsza, powiada pan prezes, będzie likwidacja darmowych studiów (bo to wymaga zmian w konstytucji), reszta powinna być łatwa.

5

Co ciekawe: prezes Dobrowolski, doradca gospodarczy, nic nie mówi o sprawach finansowych, np. nie wspomina o budżecie Harvardu i nie porównuje go z budżetami polskich uczelni.

6

Jak zrealizować wizję Pawła Dobrowolskiego? Najprościej byłoby przyjąć (drogą plebiscytu), iż polskie szkolnictwo podlega amerykańskiej konstytucji. Można też przyłączyć Polskę do USA, wtedy problem będzie rozwiązany automatycznie. Czy warto tę wizję realizować? Och, w tej sprawie mogą się wypowiadać tylko absolwenci Harvardu.

7

Zastanawia mnie to, że manifest Pawła Dobrowolskiego ukazał się na łamach dziennika zwykle deklarującego przywiązanie do polskiej tradycji i do suwerenności państwa. Czyżby szło nowe w „Rzeczpospolitej”? Aby być sprawiedliwym: w „Plusie-Minusie” z 19/20 maja przeczytałem felieton Dominika Zdorta „Jak glacjolog z glacjologiem”, a w nim następującą uwagę: „Amerykańskie uczelnie przewodzą w edukacyjnych rankingach, ale tamtejszy system szkolnictwa słynie z produkcji ignorantów, gdy idzie o wiedzę ogólną”. Odetchnąłem z ulgą: amerykańska frakcja zbawców polskich uniwersytetów powinna pamiętać o wskazanym przez Zdorta dylemacie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 22/2012