Kwadrans w Kościele

Ci, którzy próbują interpretować wspólne przesłanie jako dokument polityczny, pomniejszają jego znaczenie i wartość. Orędzie nie służy rozwiązaniu konkretnych spraw, ale jest inspiracją do przemiany duchowej w stosunkach między ludźmi.
Czyta się kilka minut
Patriarcha Cyryl i abp Józef Michalik podczas przekazania ikon Matki Boskiej Smoleńskiej, Warszawa, 16 sierpnia 2012 r. / Fot. Tomasz Urbanek / EAST NEWS
Patriarcha Cyryl i abp Józef Michalik podczas przekazania ikon Matki Boskiej Smoleńskiej, Warszawa, 16 sierpnia 2012 r. / Fot. Tomasz Urbanek / EAST NEWS

MARCIN ŻYŁA: Podpisanie wspólnego orędzia wieńczy pewien etap zbliżenia polsko-rosyjskiego. Jakie znaczenie ma dla Pana ta chwila?

ADAM D. ROTFELD: Jest to wydarzenie doniosłe – bez precedensu w stosunkach między Kościołem katolickim a Cerkwią prawosławną. Nie tylko w Polsce i Rosji, ale w skali globalnej. Podobnego dialogu między obiema instytucjami jak dotąd nie było. Podczas pracy nad tekstem wymagało to oswojenia się ze świadomością, że dialog oznacza potrzebę uwzględnienia opinii i wrażliwości drugiej strony. Każde zdanie było redagowane i zapisywane wspólnie.

Przesłanie wyraża transcendentną postawę: pojmowanie dialogu w znacznie szerszym wymiarze czasowym, z myślą o oddziaływaniu na obecne i przyszłe pokolenia – a nie o popularność i szybki efekt. Dokument jest napisany prostym językiem. To, w jakiej mierze trafi do świadomości Polaków i Rosjan, zależy już od długofalowego działania obu Kościołów.

Który fragment jest najważniejszy?

Orędzie należy interpretować w całości. Trzeba pamiętać, że jest to dokument wspólny. Z tego wynikają określone konsekwencje – to, czego nie udało się uzgodnić, zostało pominięte. Po drugie – co podkreślają obie strony – ma on charakter duszpasterski, a nie polityczny. Ci, którzy próbują interpretować ten dokument jako polityczny, pomniejszają jego znaczenie i wartość. Przesłanie nie służy rozwiązaniu konkretnych spraw, ale przemianie duchowej w stosunkach między ludźmi. Jest adresowane do każdego człowieka i do ludzkich sumień.

Jest i trzeci element, dostrzegany przez niewielu. Otóż w pierwszej części Przesłania znalazło się odwołanie do modlitwy: „Ojcze nasz (...) i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Bywa ona odmawiana w sposób bezrefleksyjny. Chrześcijanie nie zawsze pytają, co zawiera to proste na pozór sformułowanie.

Odsyłam do książki Benedykta XVI „Jezus z Nazaretu”, której część stanowi egzegeza tej modlitwy. Zdaniu cytowanemu w Przesłaniu papież poświęcił kilka stron przemyśleń. Mówię o tym, ponieważ wytyka się, że w dokumencie – w przeciwieństwie do listu biskupów z 1965 r. – nie ma fragmentu o wzajemnym przebaczeniu. Co jednak, jeśli nie właśnie to, oznacza „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”? Benedykt XVI przypomina, że przebaczenie przenika całą Ewangelię – całą religię chrześcijańską. Przebaczenie może być skuteczne tylko w sumieniu tego człowieka, który sam przebacza. Przebaczenie nie oznacza jednak zapomnienia.

Wspólne przesłanie pokazuje to, co łączy wszystkie Kościoły chrześcijańskie. Podpisanie tego dokumentu – to wydarzenie, które dotyczy nie tylko stosunków dwustronnych, ale otwiera drogę do szerszego porozumienia między chrześcijaństwem wschodnim i zachodnim.

Dwa lata temu mówił Pan, że proces pojednania z Rosją przyniesie owoce dopiero w następnych pokoleniach. Dziś również Pan tak sądzi?

Za kilka dni pojawią się zapewne głosy rozczarowania, że podpisano wspólne przesłanie, lecz w stosunkach między Polakami a Rosjanami nic się nie zmieniło. Chcę podkreślić, że tego typu dokumenty oddziałują w skali znacznie dłuższej niż jedno pokolenie. Jeżeli nawet okazałoby się, że Przesłanie nie stanie się w pełni i dla wszystkich duchową inspiracją i przedmiotem nauczania w kościołach i cerkwiach, to i tak – nawet za 150 lat – będzie stanowić ważny punkt odniesienia dla naszych stosunków z Rosją.

Orędzie jest skierowane do narodów obu państw, a nie tylko do prawosławnych i katolików. Autorzy mieli świadomość, że wychodzą poza codzienność i opisują ramy, w których będzie realizowany proces pojednania. W Warszawie zamknęliśmy pewien etap. Początkiem nowego jest to, co zawiera druga część: „Przeszłość w perspektywie przyszłości”. Nie ma tam usprawiedliwiania czy zamazywania przeszłości. Jest przekonanie, że historią powinni zajmować się uczeni i badacze, a polityką – politycy. Następne pokolenia będą mogły powiedzieć, czy odegrał on rzeczywiście – jak dziś mówi się z pewną emfazą – rolę historyczną.

To również wezwanie do silniejszego współodczuwania.

Orędzie przypomina i nawiązuje do zapomnianej, elementarnej prawdy chrześcijaństwa. Mam na myśli miłość bliźniego i współczucie. Oba te pojęcia odgrywają niezwykle ważną rolę dla zrozumienia istoty Nowego Testamentu. W polskim katolicyzmie jest dużo zewnętrznych przejawów tego, co – wydawałoby się – powinno określać na co dzień postępowanie i zachowanie chrześcijan. Mam wrażenie, że nie wszyscy do końca zrozumieli, że zainicjowane przez Jana Pawła II Sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach było jego swoistym testamentem, adresowanym do społeczeństwa polskiego i do wszystkich chrześcijan. Jan Paweł II odczuwał zapewne deficyt tego miłosierdzia wśród rodaków i uważał, że trzeba stworzyć instytucję, która przez lata – a może przez wieki – będzie przypominać, że jest to fundament chrześcijaństwa. Dokument, który podpisano w Warszawie, jest realizacją oczekiwań Jana Pawła II.

W dniu podpisania Przesłania powiedział Pan, że władzy czasem łatwiej takie dokumenty osiągnąć, ale często są one puste i nikt ich nie czyta. Dokument Kościołów jest czymś więcej niż deklaracją, to apel do sumień. Czy ma szanse powodzenia?

O tym się dopiero przekonamy. Aby przyniósł efekt, apel powinien się stać przedmiotem codziennego nauczania w Cerkwi i Kościele. Skoro tekst dokumentu był wspólnie uzgodniony, mam nadzieję, że jego autorzy myśleli również o tym, co należy uczynić, ażeby nie było to jednorazowe wydarzenie, tylko początek procesu i wcielania w życie postulatów, które zawiera.

Duże wrażenie wywarły na mnie ostatnie wypowiedzi arcybiskupa Józefa Michalika, który mówił m.in. o tym, że dobro nie zwycięży samo z siebie, tylko musi być promowane. W tym przypadku dobrem jest odbudowa zaufania opartego na prawdzie. Byłoby nieporozumieniem przeświadczenie, że dobre stosunki z Rosjanami można budować bez wyjaśnienia tego, co je do tej pory utrudniało. Trzeba usuwać głazy na wspólnej drodze poszukiwania prawdy i pojednania.

Polsko-Rosyjska Grupa ds. Trudnych od chwili powołania przed czterema laty częściowo zajmuje się tym właśnie: opublikowaliśmy wielki tom pt. „Białe Plamy – Czarne Plamy”. Z naszej inicjatywy powołano Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia, które było gospodarzem uroczystości podpisania Przesłania na Zamku Królewskim. Przesłanie to swoisty drogowskaz. Wiele zależy od ludzi, którzy będą tą drogą szli i kierowali się wskazaniami orędzia.

Kiedy obserwuje Pan reakcje Polaków, czy jest Pan dobrej myśli?

Spontaniczne reakcje większości społeczeństwa były pozytywne i życzliwe – ludziom jakby spadł kamień z serca. Ale odniosłem też wrażenie, że Przesłanie stało się przedmiotem gry politycznej. Niepotrzebnie. Kryteria politycznych ocen są w tym przypadku niewłaściwe. Z fundamentalną prawdą, którą tu zapisano, mogą się zgadzać ludzie o różnych poglądach politycznych.

Gdyby dokument przygotowywała wyłącznie strona polska, to „wydarzenia naszej wspólnej, często trudnej i tragicznej historii” – jak to opisano w dokumencie – zostałyby na pewno wymienione w sposób konkretny. Na tym etapie – jak widać – nie było to możliwe. Autorzy Przesłania zwracają się więc do wiernych, „aby poprosili o wybaczenie krzywd, niesprawiedliwości i wszelkiego zła wyrządzonego sobie nawzajem”.

Tutaj nie ma dążenia, jak u polityków, aby ważyć, kto jest bardziej winien, kto i za co powinien przepraszać. Przesłanie zostało skierowane do wszystkich członków obu narodów – nie tylko katolików i prawosławnych, ale również osób innych wyznań oraz agnostyków – ludzi niewierzących. Mam nadzieję, że przyjmą oni do wiadomości to, że dziś, blisko 68 lat od zakończenia II wojny światowej i ponad 20 lat od przemiany ustrojowej i likwidacji totalitaryzmów, które były immanentnym złem, dojrzał moment do normalizacji stosunków między Polakami a Rosjanami.

Staram się dobierać słowa z rozwagą. Do tej pory w pracach Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych unikałem słowa „pojednanie”. Należy ono do języka religii – ani uczeni, ani politycy nie mogą uczynić w sprawie pojednania tego, co mogą zrobić Kościoły i ich wspólnoty chrześcijańskie.

Jaki będzie kolejny krok na drodze do zbliżenia z Rosją?

Rozmów między naszymi narodami na różnych płaszczyznach nie było zbyt wiele. Spotkania uczonych, intelektualistów i duchownych były dotąd rzadkością. Każde było czymś nadzwyczajnym, niezwykłym. Dialog podejmują coraz częściej uniwersytety, ośrodki badawcze i przede wszystkim powołane w Warszawie i Moskwie Centra Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Otóż czas najwyższy, aby te rozmowy stały się czymś normalnym.

Dotyczy to również kontaktów między duchownymi. Byłoby więcej niż wskazane, aby Przesłanie zostało przystępnie zreferowane w kazaniach lub, jeszcze lepiej, odczytane w całości we wszystkich polskich kościołach i rosyjskich cerkwiach. Zajęłoby to przecież nie więcej niż kwadrans.


Prof. ADAM D. ROTFELD jest dyplomatą, byłym ministrem spraw zagranicznych RP. W 2008 r. został mianowany współprzewodniczącym polsko-rosyjskiej Grupy ds. Trudnych. Efektem jej prac jest m.in. tom „Białe Plamy – Czarne Plamy: sprawy trudne w relacjach polsko-rosyjskich (1918–2008)” (wyd. 2010). W tym roku ukazał się zbiór wywiadów i esejów prof. Rotfelda „Myśli o Rosji... i nie tylko”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2012