Reklama

Kurort, bastion, symbol

Kurort, bastion, symbol

25.08.2009
Czyta się kilka minut
Westerplatte znane jest głównie jako miejsce, w którym rozpoczęła się II wojna światowa. Ma jednak ono za sobą znacznie dłuższą historię, z romantycznym i całkowicie zapomnianym okresem La Belle Époque, gdy znajdowało się tam chętnie odwiedzane uzdrowisko.
Okręt szkoleniowy Schleswig-Holstein wpłynął do portu gdańskiego 25 sierpnia 1939 r. 1 września o 4.48 rozpoczął ostrzał Westerplatte. / fot. IPN (www.1wrzesnia39.pl | www.17wrzesnia39.pl)
W

Westerplatte zawdzięcza istnienie Wiśle, która w ciągu stuleci przynosiła nad Bałtyk swoim nurtem piaszczyste osady. Na zachowanych do dziś mapach Zatoki Gdańskiej pochodzących ze schyłku XVII w. można prześledzić końcową fazę tego procesu. Rzeka wpadała wówczas do morza w innym miejscu niż współcześnie - w pobliżu twierdzy, która nie bez kozery nosi nazwę Wisłoujście. Z piaszczystych łach, które utworzyły się w pewnej odległości od morskiego wybrzeża, powstały dwie płycizny (później wyspy) nazwane Płytą Wschodnią i Płytą Zachodnią (West Plaate). Pierwsza z nich stosunkowo szybko połączyła się z lądem. Naturę jednak wspierali ludzie, którzy umacniali brzegi wysp oraz zwiększali ich powierzchnię ziemią uzyskaną z pogłębiania Wisły i prowadzili intensywne zalesianie.

Neufahrwasser, dosłownie "Nowa Droga Wodna", to dawne określenie Nowego Portu - nadbrzeżnej dzielnicy Gdańska leżącej vis-a-vis Westerplatte. Niemiecka nazwa przechowała pamięć o lądowo-wodnych przemianach w topografii miasta. Nowa, zachodnia odnoga Wisły, w ostatniej ćwierci XVII w. została oddzielona od głównego nurtu śluzą, zaś jej brzegi systematycznie wzmacniano. Na skutek tych zabiegów wyspa West Plaate stała się swojego rodzaju falochronem, który osłaniał wodny szlak do gdańskiego portu. Z początkiem XVIII w. ta "nowa droga wodna" była już ostatecznie ukształtowana. Jednocześnie przez całe XVIII stulecie następowała stopniowa degradacja żeglugowa głównego ujścia Wisły do Bałtyku, które położone było na wschód od Westerplatte. Nie dość, że stawało się ono coraz bardziej płytkie i było dostępne jedynie dla jednostek pływających o niewielkim zanurzeniu, to część tego szlaku zamieniła się w mokradła, które dodatkowo zasypywano piaskiem pozyskiwanym z pogłębiania kolejnego (zachodniego) szlaku wodnego. Na początku roku 1840 Wisła przerwała wały ochronne w rejonie wsi Górki pod Gdańskiem i znalazła sobie nową drogę do morza. Tym samym stare ujście utraciło dotychczasową funkcję. Mniej więcej pięć lat później rozpoczęto budowę grobli, która połączyła wyspę Westerplatte z terenem dawnej Ost Plaate i przekształciła ją w półwysep.

Czas wojny...

Westerplatte było już w przeszłości areną konfliktów zbrojnych. W 1734 r. w silnie ufortyfikowanym Gdańsku schronił się król Stanisław Leszczyński toczący spór o tron Rzeczypospolitej z Augustem III Sasem. Jego przeciwnik wspierany wojskami rosyjskimi rozpoczął oblężenie miasta. Z pomocą Leszczyńskiemu pospieszył jego zięć, król Francji Ludwik XV. Wyspa Westerplatte stała się wówczas miejscem desantu wojsk francuskich, które usypały tam swoje szańce, jednak wobec znacznej przewagi przeciwnika miasto skapitulowało. Francuzi zostali zmuszeni do odwrotu, zaś sam Leszczyński w chłopskim przebraniu salwował się ucieczką do Prus Książęcych.

Burzliwe losy stały się udziałem Gdańska także w okresie wojen napoleońskich. W mieście stacjonował wówczas silny garnizon francuski, prowadzono także intensywne prace fortyfikacyjne. Jednym z elementów systemu umocnień stało się wówczas Westerplatte, które nie odegrało istotnej roli w konfliktach militarnych z Rosją, ale wraz z Twierdzą Wisłoujście strzegło wejścia do gdańskiego portu.

W okresie rządów pruskich na Westerplatte powstały szańce obronne, które usypano na rozkaz Fryderyka Wielkiego. Ich relikty, wraz z późniejszymi uzupełnieniami, można było oglądać w pobliżu kanału portowego jeszcze sto lat później - pod koniec XIX w. Towarzyszyły im przykryte warstwą ziemi schrony amunicyjne i stanowiska artylerii nabrzeżnej, które powstawały nieomal równolegle z zabudowaniami kurortu.

...i czas pokoju

W połowie XIX w. rozpoczął się proces zasiedlania Westerplatte. Na półwyspie powstały pierwsze domy letniskowe i gospoda zapewniająca gościom noclegi. Dynamiczna przemiana podmiejskiej osady kąpielowo-wypoczynkowej w kurort z prawdziwego zdarzenia nastąpiła w dwóch ostatnich dekadach XIX w. Gdańska spółka akcyjna promująca żeglugę parową wybudowała na półwyspie molo spacerowe o długości 120 m, z przystanią dla statków wycieczkowych. Prócz tego powstały tam łazienki, dom zdrojowy z restauracją, hala plażowa, hotel, kąpielowe zakłady lecznicze, korty tenisowe i kręgielnia.

W krótkim czasie Westerplatte stało się kurortem, który rocznie odwiedzało ponad 140 tys. osób - w tym goście z Królestwa Polskiego. Dzięki szerokiemu spektrum zabiegów leczniczych, które miały pomagać w leczeniu chorób nerek, anemii, paraliżu, chorób kobiecych, reumatyzmu i innych przypadłości, miejsce to mogło liczyć na zainteresowanie kuracjuszy praktycznie przez cały rok. La Belle Époque zakończyła się wraz z nadejściem I wojny światowej, która zahamowała napływ kuracjuszy, degradując uzdrowisko do roli weekendowego miejsca wypadów za miasto dla gdańszczan. Wkrótce i ono przestało być dla nich dostępne. Westerplatte, z urokliwymi ażurowymi konstrukcjami drewniano-ceglanych budynków kurortu, cienistymi alejami lipowymi i brzozowymi, którymi przechadzały się damy w gorsetach i rozłożystych kapeluszach oraz wąsaci dżentelmeni w surdutach i melonikach, bezpowrotnie odeszło w przeszłość.

Wojskowa Składnica Tranzytowa

Odrodzenie państwa polskiego po I wojnie światowej wytworzyło nową sytuację geopolityczną w regionie nadbałtyckim. Część ludności kaszubskiej miała nadzieję na przyłączenie Gdańska do Rzeczypospolitej, gotując się nawet do powstania zbrojnego, jednak na skutek uspokajających sygnałów, które płynęły z Poznania i Warszawy, postanowiono czekać na rozstrzygnięcie międzynarodowej konferencji pokojowej w Wersalu. W wyniku decyzji traktatu pokojowego z dnia 15 listopada 1920 r. utworzono Wolne Miasto Gdańsk, z przewagą ludności niemieckojęzycznej. Suwerenność tego państwa-miasta była ograniczona na rzecz Ligi Narodów oraz Polski, jednak współpraca jego władz z przedstawicielami Rzeczypospolitej od początku układała się źle i zmierzała do zanegowania status quo.

Jednym z uprawnień, które przysługiwały Polsce na mocy traktatu wersalskiego i dodatkowych uregulowań prawnych, był dostęp do portu gdańskiego. Napięcia pomiędzy władzami Gdańska a Polską dały o sobie znać już w roku 1919, ale z pełną mocą ujawniły się w okresie wojny polsko-bolszewickiej. Latem 1920 r. gdańscy robotnicy portowi, pozostający pod wpływem ideologii komunistycznej, odmówili rozładunku transportów z bronią dla Rzeczypospolitej. Zastąpili ich żołnierze angielscy, co spowodowało wzrost antypolskich nastrojów, w obawie przed ewentualną zemstą Armii Czerwonej na sojusznikach Polski. Po udanej kontrofensywie antybolszewickiej żołnierzy Piłsudskiego nastroje uległy stonowaniu i we wrześniu wznowiono rozładunek transportów z bronią.

Rząd Polski zdawał sobie sprawę, że możliwość korzystania z portu gdańskiego nie może być uzależniona od nastrojów społecznych w Wolnym Mieście. Już w czerwcu 1921 r. Liga Narodów uznała prawo Polski do posiadania enklawy w porcie gdańskim, natomiast w roku 1924 przyznała jej półwysep Westerplatte z przeznaczeniem na miejsce przeładunku, magazynowania i ekspedycji materiałów wojskowych. Prawie przez cały rok 1925 trwały intensywne prace budowlane związane z tworzeniem infrastruktury Wojskowej Składnicy Tranzytowej (WST), połączone z likwidacją pozostałości kurortu oraz przesiedleniem miejscowej ludności. 31 października 1925 r. Polska otrzymała półwysep Westerplatte w wieczystą dzierżawę. Pierwszy polski oddział wartowniczy pojawił się tam w styczniu roku następnego. Jednym z ograniczeń wynikających z formuły "wieczystej dzierżawy" był zakaz wznoszenia fortyfikacji na trenie WST. Zgodnie z restrykcjami nałożonymi przez Ligę Narodów, w polskiej enklawie nie mogło przebywać łącznie jednorazowo więcej niż 88 żołnierzy.

Trudne sąsiedztwo

Przekazanie Westerplatte Polsce doprowadziło do zaognienia relacji z władzami Wolnego Miasta, które dodatkowo podsycały antypolskie nastroje. Wzmogły się one po roku 1929, kiedy to pożar jednego z polskich magazynów został ukazany przez niemiecką propagandę jako nieomal apokaliptyczne zagrożenie dla miasta. Spowodowało to akty przemocy wobec polskich żołnierzy na ulicach Gdańska, którym zalecano, aby poruszali się po mieście w ubraniach cywilnych, unikając w ten sposób napaści. Antypolskie nastroje w Gdańsku wzmogły się po roku 1930, kiedy NSDAP stała się drugą siłą polityczną w tamtejszym parlamencie (Volkstagu), zaś jej przywództwo objął przybyły z głębi Niemiec Albert Forster. Od tej pory place i ulice miasta stały się widownią manifestacji siły - wieców z antypolskimi hasłami, przemarszów umundurowanych bojówek oraz antypolskich i antyżydowskich aktów przemocy. Wszelkie protesty składane na ręce władz gdańskiego Senatu przez stronę polską były ignorowane.

Sytuacja uległa względnej poprawie po podpisaniu paktu o nieagresji między Polską a Niemcami (1934 r.). W roku 1935 naziści uzyskali prawie 60% głosów w wyborach do Volkstagu i zyskali pełnię władzy w Wolnym Mieście, co rozzuchwaliło działaczy partyjnych na tyle, że obiektem ich wrogich wystąpień stały się nie tylko mniejszości narodowe, ale i Komisarz Ligi Narodów.

Władze Rzeczypospolitej zdawały sobie sprawę z sytuacji w Gdańsku. W roku 1933, na skutek realnej groźby zamachu na WST, Józef Piłsudski podjął decyzję o wzmocnieniu jej załogi ponad stan określony uregulowaniami międzynarodowymi. Na skutek interwencji Rady Ligi Narodów, której podporządkowały się władze Gdańska, zagrożenie zamachem zlikwidowano, dlatego dodatkowy 120-osobowy oddział żołnierzy został z Westerplatte wycofany. Jednocześnie latem tego samego roku w Składnicy rozpoczęto tajne prace budowlane zakończone w roku 1936. W ich rezultacie powstały nowe koszary wraz z wartowniami, które stworzyły pierścień obrony dający załodze możliwość obrony przed atakiem. Warto zaznaczyć, że ruiny nowych koszar, znane turystom ze współczesnego Westerplatte, zawdzięczają swój fatalny stan zniszczeniom dokonanym głównie po roku 1945.

Po okresie uspokojenia stosunków polsko-gdańskich sytuacja polityczna uległa ponownemu zaostrzeniu na początku roku 1938. Na skutek powtarzających się ataków na polskie instytucje na terenie Wolnego Miasta Komisarz Generalny RP zlecił wymianę zamków i wstawienie krat w oknach, które miały zabezpieczyć te placówki przed prowokacjami lub grabieżą. Nastroje antypolskie wśród ludności Gdańska wzmagały się w związku z powtarzającymi się coraz częściej żądaniami włączenia miasta do Rzeszy. Nadzieję na taki rozwój wydarzeń podsyciła aneksja Kłajpedy dokonana przez III Rzeszę kosztem Litwy w marcu 1939 r.

Pancerna kurtuazja

Na wiosnę 1939 r. prasa gdańska "przypomniała" sobie i czytelnikom o zaletach plaży na Westerplatte zajętej przez Polaków. Seria artykułów na ten sam temat spowodowała, że w Składnicy zarządzono stan alarmowy z nadzwyczajnymi środkami ostrożności. Miały one ustrzec polskich żołnierzy przed puczem, którego obawiano się ze strony miejscowej ludności. Załoga Westerplatte nie próżnowała. Gotując się do odparcia ataku, żołnierze dozbrajali stanowiska, sprawdzali linie telefoniczne, rozstawiali zasieki i potykacze oraz usuwali nadmiar zadrzewienia na liniach ostrzału karabinów maszynowych. W lipcu Komisarz Generalny RP Marian Chodacki zarządził, żeby wszystkie rodziny urzędników polskich opuściły miasto, udając się w głąb kraju.

25 sierpnia 1939 r. do portu gdańskiego wpłynął z kurtuazyjną wizytą okręt szkoleniowy Kriegsmarine "Schleswig-Holstein", który zacumowano w kanale portowym naprzeciwko Westerplatte. Wizyty niemieckich okrętów wojskowych w Gdańsku należały do swoistego rytuału powtarzającego się od roku 1927, będącego jednocześnie demonstracją siły i próbą zakwestionowania polskich praw do gdańskiego portu. Ludność miasta za każdym razem witała przybywające jednostki z wielką euforią. Prawdziwy cel wizyty okrętu, pod którego pokładem znajdowała się 225-osobowa kompania szturmowa biorąca wcześniej udział w zajęciu Kłajpedy, nie został ujawniony. Jednak przedstawiciele władz polskich poważnie zaniepokoili się wizytą przedłużoną pod pozorem tankowania paliwa. Także załoga WST zdawała sobie sprawę, że konflikt dosłownie wisi w powietrzu.

"A więc wojna!"

Atak nastąpił w piątek 1 września 1939 r. przed wschodem słońca, o godzinie 4.48. Minutę wcześniej komandor Gustav Kleikamp wydał rozkaz otwarcia ognia dział artylerii w kierunku WST na Westerplatte. "Od tego momentu skończyło się nasze gotowanie. Zaczęła się wojna" - wspominał lakonicznie chwilę ataku kapral Jan Tusk, kucharz z Westerplatte. Pomimo elementu zaskoczenia, polska załoga dowodzona przez mjr. Henryka Sucharskiego zdołała skutecznie odeprzeć kilka ataków lądowych wspieranych ogniem dział Schleswiga-Holsteina i ciężkiej broni maszynowej ulokowanej po przeciwnej stronie kanału - w Nowym Porcie. Bilans pierwszego dnia walk przedstawiał się korzystnie dla obrońców Składnicy. Polacy stracili co prawda czterech żołnierzy, a czterech kolejnych zostało rannych, musieli także opuścić placówki "Wał" i "Prom", utracili też jedyną armatę (kaliber 75 mm), jednak straty Niemców były o wiele większe. Poza tym, mimo silnego wsparcia artyleryjskiego nie byli oni w stanie przełamać polskiej linii obrony i zostali zmuszeni do wycofania się na pozycje wyjściowe. Przy dużym zmęczeniu walką, załoga Westerplatte zakończyła ten dzień jednak w dość dobrych nastrojach, oczekując rychłej - jak się zdawało - odsieczy.

Najgorsze nadeszło dzień później. Załoga WST nie dostrzegła, że przed godziną 15.00 Niemcy ewakuowali część ludności cywilnej z Nowego Portu. Około godz. 18.00 z lotniska pod Słupskiem nadleciało nad Westerplatte kilkadziesiąt bombowców nurkujących Junkers Ju-87B, uzbrojonych w potężne bomby (500, 250 i 50 kg), a także w pokładową broń maszynową. Po chwili samoloty, jeden po drugim, zeszły do lotu nurkowego, rozpoczynając atak z wysokości około 4 tys. metrów. Jako pierwsze zostały zaatakowane nowe koszary, początkowo nieskutecznie. Kolejne dwa trafienia były już celne. Jednak pomimo przebicia dwóch betonowych stropów, trzeci strop, który dawał schronienie załodze, wytrzymał obie detonacje.

Nalot trwający około pół godziny uśmiercił 10 obrońców Składnicy, zaś 6 odniosło poważne rany. Wartownia nr 5, trafiona półtonową bombą, przestała istnieć. Z jej załogi ocalało tylko dwóch poważnie rannych żołnierzy. Ponadto zniszczone lub poważnie uszkodzone zostały cztery schrony amunicyjne, kasyno podoficerskie, sieć wodociągów i kuchnia. Spowodowało to znaczne pogorszenie warunków sanitarnych załogi. W przewidywaniu kolejnego natarcia dowódca Westerplatte mjr Henryk Sucharski nakazał spalenie szyfrów i najważniejszej dokumentacji. Podczas zaimprowizowanej narady zaproponował towarzyszącym mu oficerom, aby poddać Składnicę, ale pomysł ten spotkał się ze sprzeciwem jego zastępcy kpt. Franciszka Dąbrowskiego. Opór kontynuowano. Niemcy nie wykorzystali piorunującego efektu psychologicznego, jaki wywarł na polskich żołnierzach nalot, i nie ponowili tego dnia szturmu.

W kolejnych dniach obrony załoga trwała na posterunku, pozostając pod ogniem przeciwnika. W tym czasie Niemcy wzmacniali swoje siły i próbowali nowych sposobów ataku, m. in. ostrzeliwując Składnicę z okrętów stojących na wodach Zatoki Gdańskiej. Atakujący trzykrotnie - za każdym razem bezskutecznie - ponawiali próbę podpalenia lasu na Westerplatte (po raz ostatni 7 września), który utrudniał im obserwację i celowanie oraz maskował polskie pozycje. Ostatnia próba frontalnego ataku, która rozpoczęła się 7 września ok. 4.30 nad ranem kanonadą ze Schleswiga-Holsteina, także była nieudana. Wprawdzie działa okrętu uszkodziły wartownię nr 2, wyłączając ją z dalszej walki, ale oddziały piesze atakujące placówkę zostały powstrzymane ostrzałem obrońców i wycofały się po zaledwie dwóch i pół godzinach. Dlaczego więc dowódca Westerplatte podjął tego dnia decyzję o poddaniu placówki? Czy stchórzył, jak chcą niektórzy?

Biała flaga nad Westerplatte

Bilans siedmiu dni walk po stronie polskiej przedstawiał się następująco: z systemu umocnień na skutek całkowitego zniszczenia lub ciężkich uszkodzeń zostały wyłączone cztery wartownie. Liczba rannych wciąż rosła, zaś lekarz Składnicy kpt. Mieczysław Słaby, znany ze swojej ofiarności i poświęcenia, nie miał ich czym leczyć. Brakowało nie tylko lekarstw czy narzędzi chirurgicznych, ale przede wszystkim wody. U ciężej rannych, których w tych warunkach nie sposób było operować, groziło ryzyko ciężkich powikłań z gangreną na czele. W tej sytuacji świadomy odpowiedzialności za życie powierzonych mu ludzi mjr Henryk Sucharski podjął decyzję o kapitulacji. W oknie koszar zawisła biała flaga.

Po raz ostatni część podwładnych mjr. Sucharskiego zebrała się przed budynkiem koszar na zbiórkę, podczas której usłyszeli znamienne słowa: "Jeszcze się kiedyś Polsce przydamy...". Żołnierzy zdolnych do marszu odprowadzono pod eskortą w okolice Mewiego Szańca, położonego u nasady półwyspu Westerplatte, gdzie urządzono naprędce zaimprowizowany obóz jeniecki. Tam poddano ich rewizji osobistej i zewidencjonowano. Dowództwo niemieckie zażądało od Polaków osobistego przekazania koszar i pozostałych obiektów WST w obawie, że zostały one przez nich zaminowane. Następnie oficerowie polscy zostali przewiezieni do hotelu Centralnego w Gdańsku (spędzili tam zaledwie jedną dobę, dołączając następnie do pozostałych jeńców), zaś podoficerów i szeregowców do więzienia w fortach Biskupiej Górki.

Pracownik polskiego Urzędu Pocztowego nr 2 na Dworcu Głównym w Gdańsku Alojzy Swiniarski został aresztowany w miejscu pracy 1 września 1939 r. nad ranem i uwięziony w Victoria-Schule, a następnie w kazamatach Biskupiej Górki. Już po wojnie wspominał: "Pewnego dnia zwrócił naszą uwagę wzmożony ruch wśród wartowników. Okazało się, że przyprowadzono do nas spory oddział wziętych do niewoli polskich żołnierzy. Byli to obrońcy Westerplatte, których umieszczono w sąsiednim pomieszczeniu. Podczas spotkań obdarowywali nas [tj. pocztowców] hojnie papierosami i traktowali jak swoich kolegów". Swiniarski wspominał ponadto, że westerplatczycy byli przez Niemców traktowani łagodniej niż inni więźniowie, a zwłaszcza pocztowcy z placu Heweliusza, których uważano za partyzantów, czyli bandytów. Po niespełna 2 tygodniach (10 i 12 września) żołnierze z Westerplatte zostali rozmieszczeni w oflagach i stalagach na terenie Rzeszy. Większość dotrwała w niewoli do końca wojny. Nielicznym, jak wspomnianemu już kapralowi Janowi Tuskowi, udało się zbiec w rodzinne strony i tam w ukryciu doczekać wolności.

Niegodni odwiedzin Hitlera

19 września 1939 r. do Gdańska, już wcielonego do Rzeszy, przybył z gospodarską wizytą kanclerz i wódz Adolf Hitler. Starannie wyreżyserowany moment triumfalnego wjazdu przez Złotą Bramę na Trakt Królewski uwieczniły kamery wytwórni filmowej UFA. Tej samej, która filmowała na żywo atak na pocztę polską przy placu Heweliusza. Führer wizytował także teren WST na Westerplatte, chcąc się osobiście przekonać, jak wygląda "twierdza", która przez siedem dni opierała się ostrzałowi Schleswiga, ciężkich haubic i moździerzy, przetrwała liczne ataki piechoty i zmasowany atak bombowców nurkujących. Na fotografiach sporządzonych z tej okazji przez gdański zakład fotograficzny "Foto-Sönnke" widać świtę dostojników towarzyszących Hitlerowi, wśród których znajdował się m. in. komandor Gustav Kleikamp i gauleiter Albert Forster. Po dokonaniu wizytacji "wódz" wyrobił sobie własny pogląd na męstwo niemieckich żołnierzy i uznał, że załoga Schleswiga-Holsteina, wyprężona na pokładzie w galowych mundurach, nie zasłużyła na jego wizytę na okręcie. Skończyło się na zdawkowych pozdrowieniach z portowego nabrzeża.

W czasie obrony WST na Westerplatte Polacy utracili 15 żołnierzy, zaś 26 zostało rannych. Po stronie niemieckiej poległo 50 żołnierzy, rany odniosło 121. Wprawdzie dane te mają charakter częściowo orientacyjny (Niemcom nie zależało na eksponowaniu strat własnych), ale proporcje mówią same za siebie. Marsowa mina Hitlera, uwieczniona przez pana Sönnke, nie wzięła się znikąd.

Kłopoty z Westerplatte

Po zakończeniu wojny byli członkowie załogi WST na Westerplatte zawiązali Związek Obrońców Westerplatte (ZOW). Zebranie "organizacyjne" odbyło się 26 maja 1946 r. w Nowym Porcie w mieszkaniu Dąbrowskiego, byłego zastępcy Sucharskiego (który wkrótce zmarł na emigracji). Osobistą zasługą Dąbrowskiego i jego kolegów weteranów było odsłonięcie w lipcu tegoż roku cmentarzyka w miejscu zniszczonej Wartowni nr 5 wraz z betonowym krzyżem, który wykonali marynarze pełniący zasadniczą służbę wojskową w Nowym Porcie. Jednak okres stalinowski nie sprzyjał pamięci o Westerplatte, którego obrońcy, w myśl nowej ideologii, bronili "burżuazyjnej" Polski. W roku 1949 ZOW został odgórnie wcielony do Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Spowodowało długoletnią dezintegrację środowiska westerplatczyków, którzy należąc do lokalnych kół ZBOWiD-u utracili ze sobą kontakt. Najbardziej wymownym symbolem ówczesnej polityki władz wobec bohaterów "polskich Termopil" pozostaje śmierć lekarza z Westerplatte kpt. (w 1939 r. majora) Mieczysława Słabego, którego w 1948 r. zamęczył krakowski UB.

W okresie październikowej odwilży polityka władz uległa pewnej przemianie. Westerplatte zaczęło być eksploatowane jako propagandowy symbol, jednocześnie obrońcy tego miejsca nie mogli się doprosić godnego traktowania (pisałem o tym szerzej w "TP" z 7 kwietnia br.), choć wolno im już było się spotykać we własnym gronie. W 1962 r. z cmentarzyka na Westerplatte usunięto krzyż, nawiązujący w swej symbolice do zupełnie innej ideologii niż komunistyczna i na jego miejscu ustawiono sowiecki czołg T-34. Zniszczenia związane z detonacją materiałów wybuchowych w budynku nowych koszar, pogłębianie kanału portowego, a przede wszystkim budowa Pomnika Obrońców Wybrzeża (1966), odmieniły w znaczący sposób topografię pola bitwy z 1939 r.

Symbol nieśmiertelny

Mimo tych prób zawłaszczania pamięci, mit Westerplatte oparł się próbie czasu. Wymownym znakiem czasów stało się sprowadzenia do Polski w roku 1971 prochów mjr. Henryka Sucharskiego, które 1 września tegoż roku spoczęły na Westerplatte obok swoich żołnierzy. Tłumy gdańszczan, a pewnie nie tylko gdańszczan, które zapełniły Długi Targ, co utrwalił obiektyw Stefana Figlarowicza (także te zdjęcia prezentujemy na wystawie), dadzą się porównać jedynie do mas ludzkich, jakie zapełniły Trójmiasto niecały rok wcześniej, podczas buntu przeciwko komunistycznej opresji. Dziesięć lat później, wraz z pokojową rewolucją Solidarności na cmentarz Westerplatte powrócił krzyż. Po roku 1989 z tego samego miejsca usunięto sowiecki czołg.

Wydarzenie historyczne, jakim była obrona polskiego stanu posiadania u wrót Bałtyku, przeniosła w wymiar aksjologiczny wizyta papieża Jana Pawła II, który w 1987 r. zwrócił się do młodzieży tymi słowy: "Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych".

Może na koniec warto postawić pytanie - dlaczego właśnie Westerplatte stało się nieśmiertelnym symbolem, który w znacznej mierze konstytuuje naszą pamięć o wojnie, a nawet - nie bójmy się patosu, w końcu okazja niecodzienna - naszą narodową tożsamość? Jeśli odmierzymy z zegarkiem w ręku godzinę ataku na WST i termin poddania składnicy, to może się okazać, że były miejsca, w których największa z wojen zaczęła się o kilka minut wcześniej, zaś obrona przed Niemcami trwała dłużej niż do 7 września... Myślę, że odpowiedź kryje się w słowach o. Innocentego M. Bocheńskiego, który w przewidywaniu rychłego konfliktu pisał na łamach "Prosto z Mostu" (16.04.1939 r.): "Wojna, nawet przegrana, nie jest zupełnie przegrana, jeśli była prowadzona po bohatersku, z zacięciem, w rozumieniu wielkości chwili, w podporządkowaniu się Ojczyźnie, jeśli tysiące ludzi wolało zginąć, niż zhańbić się poddaniem. Naród, który było na to stać, może być pewny, że nigdy nie zginie". Westerplatte pokazało więc Polakom, którzy na początku września 1939 r. dopiero stanęli u progu największego upodlenia, że zdolni jesteśmy do największych poświęceń, jeśli powaga chwili tego wymaga. 70 lat później przypomina nam także, że jeszcze możemy się Polsce przydać.

Relacja A. Swinarskiego pochodzi ze zbioru "Gdańsk 1939", oprac. B. Zwarra (Gdańsk 2002, wyd. 2). Cytat z Jana Tuska wg: S. Górnikiewicz "Lwy z Westerplatte" (Gdańsk 1988, wyd. 2). Dziękuję Kolegom M. Westphalowi i B. Garbie z Muzeum II Wojny Światowej, którzy opracowali scenariusz wystawy na Westeplatte, za konsultację merytoryczną tekstu.

TOMASZ ŻUROCH-PIECHOWSKI jest historykiem, autorem wierszy i opowiadań. Publikował m.in. w "Roczniku Polskiego Towarzystwa Heraldycznego", "Przeglądzie Powszechnym", "Toposie", "Pomeranii". W "Tygodniku Powszechnym" opublikował m.in. biograficzny artykuł o kacie Powstania Warszawskiego Erichu von dem Bach-Zelewskim. Pracuje w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]