Krawędź samolotu

I tak właśnie zakończyłeś swoje życie" - to pierwsze słowa skierowane do mnie przez głównego instruktora spadochronowego.
Czyta się kilka minut

Chwilę przedtem wykonałem symulację otwarcia spadochronu. Awaryjnego. Nie do końca udaną. Tak właśnie zakończyłem swe życie (na szczęście w hangarze treningowym, a nie półtora kilometra wyżej). Trzeba przyznać, że instruktor mówił mało, ale smacznie. Głównie monosylabami, zdania podrzędnie złożone trafiły się może trzy. Bardziej rozmowny był stażysta przygotowujący mnie w pierwszej części kursu. Że na czterech tysiącach metrów wyskakujemy. Że prawie minuta swobodnego spadania z prędkością dwieście kilometrów na godzinę. Że trzymać pozycję, że reagować na znaki instruktora, kontrolować wysokościomierz, że na dwóch tysiącach metrów otworzyć spadochron, że sprawdzić, czy wszystko w porządku, że sterować do lotniska, że łagodnie wylądować. No i profilaktyczne zapoznanie z sytuacjami awaryjnymi, możliwości których mnóstwo, a decyzję podjąć trzeba szybko. Jeśli to, to to, jeśli tamto, to tamto. Jeśli zła decyzja, lub decyzji brak - patrz złote słowa głównego instruktora. Ale ja dopiero na początku kursu, więc pod maksymalną ochroną.

Błogosławiony opór powietrza. Wznosi się powoli samolot wypełniony skoczkami. Wśród nich po raz pierwszy ja. Hałas, tłok i mój strach. No więc uciekam przed Minosem jako para-Ikar. Cichociemnie szybuję po asocjacjach historycznych na projekcie spadochronu Leonarda. Przypominam sobie innych pionierów: chińskiego cesarza Szun, zawieszonego na dwóch wielkich kapeluszach jakieś cztery tysiące lat temu, siedemnastowiecznego Turka Hezarfena Celebiego, który w 1950 roku wylądował na znaczku pocztowym, oraz strzelca Sierowa z riazańskiej guberni, o którym zachowała się wzmianka, że w 1669 roku "chciał latać, ale wzniósł się tylko na 7 arszynów, przekręcił się i upadł nieboleśnie na plecy". Konkretny zapis. Podobno ojciec króla Leara wykonał skok z wysokiej wieży nad Tamizą. Kroniki głoszą, że skok ów się udał. Trzeba wierzyć kronikom.

Krawędź samolotu. Cztery kilometry niżej ziemia. Straszliwa dziwność istnienia. Czeluść. Skok.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2011