Grzegorz Ryś wraca do Krakowa. Na watykańską decyzję w tej sprawie trzeba było trochę poczekać. Dlaczego tak długo? Nie wiemy i długo jeszcze nie będziemy wiedzieli. W końcu jednak zapadła i lepiej się z tego cieszyć, niż dociekać przyczyn.
Kardynał (wyjechał z Krakowa jako biskup, nie jako kardynał) Ryś obejmuje diecezję mającą za sobą lata rządów hierarchy, który wpisał się w jej historię dość osobliwie, w inny sposób niż ostatni pasterze przed nim. I tym jednak nie chciałbym się tu zajmować.
Sam Ryś pracował w tym czasie w miejscu, które – ze względu na statystyki wierzących i praktykujących – uważa się w Kościele za jedne z najtrudniejszych w Polsce. On jednak zdawał się tym nie przejmować: wystarczy przeczytać relacje z jego łódzkich aktywności. Widać w nich było plan, widać było, że chciał być dla wszystkich, ale nie zamierzał być nachalny, że otwierał różne strefy zaangażowania.
Istotne dla jego strategii było to, że nie chciał proponować swoim wiernym inicjatyw oryginalnych: wszystko było zakorzenione w praktykach znanych, lecz realizowane ze świeżością, nadającą tym działaniom nową siłę. Był w tym iście młodzieńczy.
Ale trzeba koniecznie dodać jeszcze jedno: jako pasterz diecezji pisał. Kolejne książki kardynała były świadectwem jego przemyśleń. I to nic, że wiele z nich zawierało teksty kazań. Kazania są przemyślane, są nieustającym dialogiem kardynała ze światem, i to nie tylko w jego warstwie zewnętrznej.
Czytając, zastanawiałem się nieraz, jakim cudem miał głowę do zagadnień dalekich – jak się może wydawać – od codziennych zmartwień biskupa. Ale może pokazywał w ten sposób, że to nie są sprawy odległe? Myślę, że biskup na czasy współczesne nie może być zwolniony od pracy intelektualnej (oczywiście, nie każdy musi pisać książki...).
Nowy arcybiskup krakowski zastanie miasto zmienione. I nie chodzi o to, że inne sklepy, że nowe budynki, że nasza redakcja musiała się pożegnać z historyczną siedzibą, udzieloną „Tygodnikowi” przez kardynała Sapiehę, i przenieść za Wisłę, gdzie wynajęliśmy nowy lokal. Rzecz jest w tym, że przemiana niepostrzeżenie objęła ludzi. Są inni, niż byli wtedy, kiedy biskup Ryś udawał się do Łodzi (a z Łodzi przybywał do Krakowa nowy ordynariusz). Nie mówię, że są gorsi, niż byli, lub lepsi – są inni. Ale nowy arcybiskup krakowski też jest inny.
Kardynał Ryś... Ktoś napisał, że urząd zmienia człowieka i że jego też zmienił. Pewnie w jakimś stopniu zmienił, ale przecież to nie musiała być zmiana na gorsze. Z pewnością miejsce, do którego został posłany, nie było łatwe, z pewnością nie wszystko mu się udało, nie wszystko przebiegło zgodnie z planem. Wiele jednak wskazuje na to, że przez te próby przeszedł pomyślnie.
Teraz Kraków będzie dla niego nowym wyzwaniem. Sytuacje będą nowe i bynajmniej nie takie same jak w Łodzi. Na szczęście dla Krakowa nowy ordynariusz nie stawia na efekty ani natychmiastowe, ani błyskotliwe.
Czy dla nas w „Tygodniku” rozpoczyna się czas trudniejszy? Oczekiwania metropolity od pisma takiego, jak nasze, mogą się okazać niemożliwe do spełnienia. Nawet w czasach Karola Wojtyły spieraliśmy się z biskupem. Inna sprawa, że ewentualność sporów nas nie przeraża, a nawet cieszy; lepsza dyskusja niż lodowate milczenie.
Z radością witamy powrót do Krakowa kardynała Rysia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















