Korupcja polityczna

Sławna maksyma Lorda Actona głosi, że każda władza korumpuje, zaś władza absolutna korumpuje w stopniu absolutnym. Często korupcja polityczna nie jest odróżniana od korupcji zwyczajnej, czyli dość ściśle określonej prawnie, ale trudnej do wykrycia formy złodziejstwa.
Czyta się kilka minut

Korupcja polityczna złodziejstwem nie jest, jednak zło, jakie stanowi i jakie z niej wynika, jest - śmiem twierdzić - większe niż największe nawet złodziejstwo. Na czym polega korupcja polityczna? Odpowiedź brzmi prosto, potem sprawy zaczynają się komplikować. Korupcja polityczna polega na posiadaniu władzy w celu utrzymania się przy władzy. Zaczyna się zatem wtedy, kiedy władza nie ma już innych celów, jak utrzymanie swoich stanowisk i obejmuje naturalnie nie tylko władzę wykonawczą, ale także ustawodawczą. Z tego punktu widzenia podręcznikowym przykładem korupcji politycznej jest postępowanie Federacyjnego Klubu Parlamentarnego z Romanem Jagielińskim na czele. Wyjaśniać, dlaczego tak sądzę, chyba nie muszę.

A zatem każda władza (także władza demokratyczna) ma w swojej naturze tendencję do korupcji politycznej. Wynika to zarówno z mankamentów ludzkiej natury, jak i z felerów ustroju demokratycznego. Mankamenty ludzkiej natury są nam dobrze znane: agresja, chciwość, pycha, lenistwo - siedem grzechów głównych i parę innych. Nie sądzę, by istniały sposoby na zmianę ludzkiej natury, nie mam takich złudzeń, jak wielu socjalistów i niektórzy liberałowie. W związku z tym prawo, strach przed karą oraz przed opinią publiczną, a czasem zwyczajna ludzka przyzwoitość, stanowią jedyne formy powstrzymania bądź też założenia wędzideł ludzkiej naturze. To smutne, ale tak już jest.

Natomiast felery demokracji sprzyjające korupcji politycznej polegają na tym, że w demokracji politycy w coraz większym, obecnie niemal stuprocentowym stopniu są politykami zawodowymi. Utrata wszelkich stanowisk oznacza więc dla nich w gruncie rzeczy przejście na bezrobocie, przed czym naturalnie każdy broni się, jak może. Niegdyś politykami byli ludzie, którzy mieli niezależne dochody lub w niektórych krajach przyznawano politykom dożywotnie uposażenie, jednak w demokracji jest to wykluczone (byli prezydenci stanowią tu chyba jedyny wyjątek). Jak wobec tego można walczyć z korupcją polityczną, czyli z uprawianiem polityki dla uprawiania polityki, a nie uprawianiem polityki dla dobra ogółu, dla dobra obywateli? Jak można sprawić, żeby politycy postępowali uczciwie i zgodnie ze swoimi przekonaniami, a nie odpowiednio do sondaży opinii publicznej i tak, by się tej opinii możliwie przypodobać?

Problem to bardzo trudny i im bardziej demokracja ma charakter masowy i medialny, tym trudniej go rozwiązać. Jednak będzie musiał być rozwiązany, gdyż korupcja polityczna stała się problemem już nie tylko w takich krajach jak Polska, gdzie wspaniale kwitnie, ale i w starych demokracjach. Nikt już politykom nie wierzy, oni wiedzą, że nikt im nie wierzy, jednak obiecują gruszki na wierzbie całkowicie świadomi, że obietnic nie dotrzymają i dotrzymać nie muszą, bo dla nich ważne jest tylko pozostanie u władzy. Otóż, kiedy przestają skutecznie działać takie mechanizmy, jak okresowe wybory i kontrola mass mediów, znaczenia nabiera sposób dotychczas bardzo rzadko stosowany, ale po który w starych demokracjach sięga się coraz częściej, a będzie się sięgało zapewne nagminnie. Chodzi mianowicie o sądowe egzekwowanie odpowiedzialności politycznej za popełnione błędy lub za nieróbstwo polityczne, za wszystko to, co składa się na korupcję polityczną. W Polsce sprawy przed Trybunałem Stanu powinny już teraz być liczne. I nie chodzi mi tu o raport Zbigniewa Ziobry, lecz o wiele innych spraw, takich jak na przykład polityka ministra Łapińskiego, chociaż naturalnie nie tylko jego. Jest to zgodne z panującą na całym świecie tendencją do poddawania osądowi karnemu spraw, które dotychczas poddawano ocenie politycznej lub moralnej. Ale skoro takie osądy nie wystarczają, to trzeba otwierać więzienia i dla polityków.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2004