Reklama

Komitet na Piwnej

Komitet na Piwnej

06.12.2021
Czyta się kilka minut
Przyjeżdżały transporty z Anglii, Francji, Niemiec, Szwecji, Danii. Przy wielkim stole Danusia Szaflarska całymi dniami segregowała ubrania. A szefową Paczkarni była Hania Fedorowicz.
Transport darów z Francji w siedzibie Polskiego Czerwonego Krzyża w Warszawie, styczeń 1982 r. Damazy Kwiatkowski / PAP / Z książki M. Heruday-Kiełczewskiej
G

Gdy powstawał Komitet Prymasowski, byłam internowana. W nocy z 12 na 13 grudnia funkcjonariusze ZOMO zaczęli wygarniać ludzi z mieszkań, mnie aresztowano dwa dni później, bo wcześniej nocowałam u przyjaciół. Moim synkiem musiały zaopiekować się przyjaciółki. Miesiąc spędziłam w więzieniu dla kobiet w Olszynce Grochowskiej, potem przewieziono mnie do Gołdapi. W sumie przesiedziałam trzy miesiące – 17 marca zostałam zwolniona. Dość szybko, bo moje nazwisko znalazło się na liście interwencyjnej Episkopatu. Mój mąż Heniu siedział. Synkiem Pawłem opiekowała się moja mama.

Z opowieści innych wiem, że wkrótce po wprowadzeniu stanu wojennego warszawiacy zaczęli się gromadzić w kościele św. Marcina na Piwnej i w kościele św. Jacka na Freta. Z pierwszym związany był ksiądz Bronisław Dembowski, przyszły biskup włocławski, wtedy kapelan Klubu Inteligencji Katolickiej. W drugim wokół o. Jacka Salija gromadziła się młodzież. Dość szybko akcję pomocy humanitarnej przy Piwnej objął swoim patronatem prymas, kardynał Józef Glemp. Powstał Prymasowski Komitet Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom.

Pomoc dla więźniów politycznych zaczęła napływać błyskawicznie. W więzieniu w Olszynce pojawili się księża. Na Piwnej w pierwszej kolejności chęć pomocy internowanym zgłosili ­literaci i aktorzy. Z transportami darów dla więźniów jeździły Maja Komorowska i ­Hania Trzeciakowska – tłumaczka, sanitariuszka w powstaniu warszawskim.

Strażniczka w Olszynce woła do mnie: „Pani Wujec, napisała pani upoważnienie?”. „Ale jakie?”. „Upoważnienie do ­odbioru kartek żywnościowych!”.

Chodziło o kartki na żywność dla mojego dziecka. Wtedy były olbrzymie braki na rynku. Kartki na cukier, masło, mięso. Bez kartek niewiele można było w sklepach dostać.

„Proszę szybciutko napisać upoważnienie, bo pani Kalina czeka!”.

„Jaka Kalina?” – myślę. Okazało się, że przyjechała Kalina Jędrusik z paczką z Piwnej. Wielka aktorka, wszystkie strażniczki zaraz poczuły przed nią respekt, niemal plackiem przed nią leżały.

Z kolei będąc w Gołdapi widziałam z współosadzonymi samochody z darami. Klawiszki wynosiły paczki, a my śpiewałyśmy wolnościowe piosenki. Widziałam w ich oczach zazdrość. Bo w kraju było przecież dramatycznie złe zaopatrzenie. A tu napływały pachnące mydełka, proszki do prania, szampony. Pierwszy raz widziałam tam te wszystkie pasty do zębów znanych marek. Przecież w kioskach Ruchu był jedynie proszek do zębów. Nieprzyjemnie się nim zęby czyściło. Te wszystkie dary przychodziły z zagranicy. Wielkie tiry, między innymi z Francji, Anglii, Niemiec, Szwecji, Danii.

Gdy zwolniono mnie z Gołdapi, zameldowałam się na Piwnej. W korytarzu dawnej biblioteki klasztoru sióstr franciszkanek służebnic krzyża stał Jacek Fedorowicz. Spojrzał na mnie i mówi: „Oooo, przyszła Wujcowa! Tylko niech ci się nie wydaje, że jesteś na wolności”.

Znalazłam się w pomieszczeniu wypełnionym regałami od podłogi po sufit, zawalonym paczkami. Wolontariusze segregowali żywność, ubrania, leki. Funkcjonowała przy Piwnej też apteka i dyżurowali prawnicy. Sekcją rodzin, która zajmowała się bezpośrednim kontaktem z rodzinami objętymi pomocą, kierował Jacek Sieradzki, dziś redaktor naczelny miesięcznika „Dialog”. Nominalnym szefem całej grupy na Piwnej był Władysław Rodowicz.

Do środka wciągnęła mnie Hania Fedorowicz, szefowa Paczkarni. Tam krzątały się między innymi Roma Szczepkowska i Teresa Ogrodzińska. Danusia Szaflarska, z nieodłącznym uśmiechem, całymi dniami segregowała przy wielkim stole ubrania. W 1988 roku, gdy obawialiśmy się, że nasze dotychczasowe lokale są zagrożone przez najścia SB, zapytałam Danusię, czy moglibyśmy spotkania redakcyjne „Tygodnika Mazowsze” organizować w jej mieszkaniu. Zakładaliśmy, że władza będzie się bała wkraczać do mieszkań znanych ludzi, bo od razu stanie się o tym głośno na świecie. Danusia odpowiedziała bez wahania: „Oczywiście”. ©

LUDWIKA WUJEC – działaczka opozycji w PRL, współpracowała z Prymasowskim Komitetem Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]