Leonora Carrington urodziła się 6 kwietnia 1917 r. w hrabstwie Lancashire w północno-zachodniej Anglii, w katolickiej rodzinie o klasowych aspiracjach. Jej ojciec był bogatym przedsiębiorcą z branży tekstylnej, a pochodząca z Irlandii matka zajmowała się domem, Leonorą i trójką jej braci. Rodzina żyła w luksusie, w wiktoriańskiej posiadłości Hazelwood Hall.
Rodzicom Leonory zależało na zapewnieniu córce elitarnej edukacji. Od dziecka uczona przez guwernantki, jako nastolatka uczęszczała do prestiżowych szkół z internatem prowadzonych przez zakonnice. Rygor katolickich placówek nie działał na nią dobrze, podobnie jak ograniczenia związane z byciem dziewczynką. Mała Leonora buntowała się, zazdroszcząc braciom wolności. Z obydwu szkół z internatem została wydalona, gdyż, jak twierdziły zakonnice, była niezdolna do przystosowania się do zasad.
Państwo Carringtonowie bardzo starali się ugruntować swoją pozycję w arystokratycznych kręgach Lancashire, a Leonora miała pomóc im w realizacji tych ambicji. W 1935 r., gdy miała 17 lat, przyszła pisarka wzięła udział w balu debiutantek w pałacu Buckingham. Dla jej rodziców stanowiło to nie lada wyróżnienie – debiuty młodych panien z zasady zarezerwowane były dla rodów o arystokratycznym pochodzeniu i wielopokoleniowej tradycji; co roku tylko kilka nowobogackich rodzin otrzymywało takie zaproszenia. Rodzice nie zamierzali zmarnować szansy na umocnienie towarzyskiego statusu i rozwiązanie problemu krnąbrnej córki przez wydanie jej bogato za mąż. Leonora, z braku innego wyjścia, chodziła z matką na przymiarki sukien i lekcje dygania.
Debiut w Londynie
Rygor i sztuczność klasowych przymusów miały później znaleźć odzwierciedlenie w twórczości Carrington. W opowiadaniu „Debiutantka” (1938) narratorka rozmawia z zaprzyjaźnioną hieną o tym, że nie chce iść na debiutancki bal, na który posyła ją matka. Hiena nigdy nie była na żadnym balu, proponuje więc, że zastąpi na nim dziewczynę. Wspólnie mordują pokojówkę, a jej twarz przyszywają do pyska zwierzęcia, które, zakamuflowane w ten sposób, udaje się na imprezę, podczas gdy bohaterka zostaje w pokoju i spokojnie czyta książkę. Hienę demaskuje ostatecznie brak manier i zapach. Ku oburzeniu gości zdziera ludzką twarz, wyskakuje przez okno i ucieka. Do poczucia uwięzienia, związanego z domem rodzinnym, nawiązuje też obraz „Zielona herbata” (1942) przedstawiający wypielęgnowany angielski ogród – na pierwszym planie widać unieruchomioną, zmumifikowaną postać, a obok uwiązane do drzewa konie.
Leonora bardzo chciała zostać artystką. Rodzice, postrzegający malarstwo jako nieszkodliwe hobby, posłali córkę do Londynu, gdzie miała uczyć się malować pod okiem francuskiego nauczyciela. Przez pierwsze kilka miesięcy Carrington intensywnie studiowała podstawy, techniki i metodologię pracy artystycznej, chętnie odwiedzała galerie i muzea, zobaczyła też międzynarodową wystawę surrealizmu. To właśnie wtedy dowiedziała się, że istnieje nurt sztuki wyrosły z rozczarowania burżuazyjnymi wartościami, które doprowadziły do wybuchu I wojny światowej, promujący ideę introspekcji, eksploracji snów i podświadomości.
Wystawa surrealistów sprowadziła do Londynu Maxa Ernsta, 46-letniego wówczas niemieckiego malarza. Max i Leonora poznali się na kolacji u wspólnych znajomych. Jak oboje wielokrotnie wspominali, obopólna fascynacja nastąpiła natychmiast, szybko zostali też kochankami (ku oburzeniu rodziców dziewczyny, informowanych o całej sytuacji przez znajomych ojca).
Para spędziła razem idylliczne lato w Kornwalii, wraz z grupą pochodzących z artystycznej bohemy przyjaciół malarza. Gdy dla Maxa nadszedł moment powrotu do Paryża, decyzja, by z nim zamieszkać, przyszła Leonorze naturalnie. Na krótko wróciła do Lancashire, żeby poinformować rodziców o swoich planach, mierząc się tym samym z rozpaczą matki i wzburzeniem ojca, którego, wyjechawszy z domu w atmosferze skandalu, miała już nigdy nie zobaczyć.
Z Paryża do Madrytu
Przedwojenny Paryż był światową stolicą sztuki, inkubatorem nowych nurtów i idei, mekką artystów, pisarzy, poetów, aktywistów i myślicieli. Max Ernst znajdował się w awangardzie tego środowiska. Zaledwie dwudziestoletnia wówczas Leonora wylądowała w środku artystycznego tygla. Towarzysząc Maxowi chłonęła idee, uczestniczyła w dyskusjach. Była też, z wzajemnością, bardzo zakochana. Nie zważając na dzielącą ich różnicę wieku, Max i Leonora wiedli we Francji – w Paryżu, a później na wsi – sielankowe życie, wypełnione intensywną pracą twórczą, rozmowami o sztuce, malowaniem swoich portretów i spotkaniami z innymi artystami.
Na tym idealnym obrazku powoli kładły się jednak cienie. Młoda malarka coraz wyraźniej dostrzegała rolę, jaką w tym środowisku pełniły kobiety, zwłaszcza młode i piękne jak ona. Dla wielkich artystów, mężczyzn w średnim wieku, miały być muzami i źródłem inspiracji. Nie było im dane partycypować w świecie sztuki na równych zasadach. Choć Max wspierał jej artystyczne aspiracje, zaczęła przeczuwać, że przy nim zawsze będzie niesamodzielna, zostanie zaledwie epizodem jego barwnej biografii.
Tymczasem gęstniało zagrożenie ze strony hitlerowskich Niemiec. Ernst, jako niemiecki obywatel, obawiał się prześladowań, zarówno ze strony francuskiego rządu, jak i goebbelsowskiej propagandy, która okrzyknęła go degeneratem, podobnie jak resztę środowiska surrealistów. Wybuch wojny rozdzielił parę. Max został aresztowany przez francuską policję, a Leonora, po nieudanych próbach wyciągnięcia go z więzienia, musiała uciekać do Hiszpanii.
Dotarłszy do Madrytu po długiej podróży, przygnieciona ciągłym poczuciem zagrożenia, samotnością i niepewnością jutra, przeszła ciężki epizod załamania nerwowego, który przerodził się w psychozę. W sierpniu 1940 r. trafiła do szpitala psychiatrycznego w Santander, gdzie poddawano ją brutalnej terapii elektrowstrząsami oraz zmuszano do zażywania Cardiazolu – leku, który został później wycofany z użytku ze względu na wywoływanie silnego lęku. Mimo krótkiego pobytu w placówce zawsze już miała wspominać to doświadczenie jako najbardziej traumatyczne w jej życiu. Opisała je później w opowiadaniu „Na dole” (1943), które, obok „Szklanego klosza” Sylvii Plath, jest jednym z najbardziej przejmujących literackich opisów osuwania się w szaleństwo.
Ucieczka do Nowego Jorku
Ojciec Leonory, wykorzystując swoje wpływy, próbował kierować dalszymi losami córki. Artystka została przewieziona do Lizbony, stamtąd zaś miała popłynąć do RPA i trafić do kolejnej placówki psychiatrycznej. Zdołała jednak uciec z pomocą spotkanego przypadkiem znajomego z czasów paryskich. Renato Leduc, poeta i przyjaciel Pabla Picassa, zaproponował Leonorze ustawione małżeństwo w meksykańskiej ambasadzie, umożliwiające odcięcie się od ojca i legalny pobyt w USA. Leonora z wdzięcznością skorzystała z tej pomocy i 11 lipca 1941 r. na pokładzie statku pasażerskiego opuściła Europę, a po dwóch tygodniach wraz z mężem trafiła do Nowego Jorku. Na zawsze pozostała odcięta od rodzinnego bogactwa, ale z dumą płaciła cenę za życie na własnych zasadach.
To wtedy definitywnie zakończył się jej związek z Ernstem, na którego trafiła jeszcze w Lizbonie, będącej wówczas punktem przesiadkowym dla milionów Europejczyków uciekających przed nazistami. Ernst wydostał się z więzienia i tak jak ona uciekł do Nowego Jorku. Leonora czuła jednak, że musi zostawić przeszłość za sobą i zacząć samodzielnie budować swoje życie. Jej prace znalazły się na nowojorskiej wystawie poświęconej surrealizmowi, zaczęła również malować na zlecenie.
Gdy Renato postanowił wrócić do rodzinnego Meksyku, Leonora nie miała żadnego racjonalnego powodu, żeby mu towarzyszyć – nowojorska scena artystyczna stała przed nią otworem, a ich małżeństwo było całkowicie fikcyjne. Może kierowała nią ciekawość, intuicja, albo potrzeba podążenia nieoczywistą ścieżką? Cokolwiek to było, w 1942 r. wyjechała jednak z Nowego Jorku. Ernsta miała już nigdy nie zobaczyć, ale w walizce wiozła pożegnalny prezent – namalowaną przez niego „Leonorę w świetle poranka”.
Dom w Mexico City
Carrington łatwo odnalazła się w Mexico City lat 40. – mieście innym niż wszystkie, które dotąd znała. Wkrótce rozwiodła się z Renato, wchodząc jednocześnie w środowisko artystów, którzy, podobnie jak ona, uciekli z ogarniętej wojną Europy. W ten sposób, krótko po przyjeździe, poznała swojego przyszłego męża. Emérico Weisz, nazywany „Chiki”, był Węgrem żydowskiego pochodzenia i utalentowanym fotografem. Podobnie jak Leonora, w wyniku złożonych kolei losu trafił w latach 30. do Paryża, z którego wkrótce musiał uciekać. Ich związek był pełen ciepła i przyjaźni, stabilny i oparty na równości. W roku 1946 wzięli ślub, wkrótce pojawiły się też dzieci: Gabriel i Pablo.
Najważniejszą znajomością zawartą w środowisku artystów na wygnaniu była hiszpańska surrealistka Remedios Varo, która wywarła duży wpływ na Leonorę. Kobiety zaprzyjaźniły się, przez pewien czas nawet mieszkały razem w domu Remedios, wypełnionym kotami, kryształami i talizmanami. Pozostawały w bardzo bliskiej, siostrzanej relacji przez 20 lat, aż do śmierci Hiszpanki. Tworzyły obrazy w oparciu o wspólne tematy, gotowały, dyskutowały o ezoteryce, mitologii, Jungu. Przyjaciele zwykli nazywać je dwiema czarownicami.
W okresie tej przyjaźni i pod jej wpływem Leonora stworzyła własną talię tarota. W jej pracach z tego czasu wiele jest ukrytej ezoterycznej symboliki. Obraz zatytułowany „Syssigy” z 1957 r. może nawiązywać do astronomicznego terminu określającego opozycję planet – syzygium. Przedstawia siedzącą na krześle kobietę, z trzema postaciami w ciemnych okularach za jej plecami, i stojącego przed nią brodatego mężczyznę, oferującego tajemnicze przedmioty. Para zdaje się przypominać postacie z tarota – Kapłankę i Magika. Mniej znana praca, „Seans”, przedstawia z kolei kuchenny stół Leonory. Siedzące przy nim ludzkie i zwierzęce postacie odbywają spirytystyczny rytuał.
Powrót do Stanów
Malarstwo Carrington było w Meksyku cenione, już po kilku latach pobytu artystka zorganizowała tam świetnie przyjętą wystawę. Leonorę polubiła nawet Frida Kahlo, która – silnie związana z meksykańską kulturą – uważała zwykle artystów przybyłych z Europy za pretensjonalnych i przeintelektualizowanych, unikając kontaktu z nimi.
Leonora nie wykorzystywała elementów lokalnej tradycji w swojej twórczości, zdawała się celowo unikać zawłaszczeń kulturowych. Wyjątkiem jest mural „El Mundo Magico de los Mayas” z 1960 r., stworzony na zlecenie Narodowego Muzeum Antropologii w Chapultepec Park, w którym zobrazowała wierzenia i rytuały Chiapas, potomków Majów.
Kiedy meksykański rząd brutalnie stłumił protesty studenckie roku 1968, zaangażowała się w ruch antyrządowy i z obawy przed prześladowaniami wyjechała do USA. W tym okresie jej synowie byli już na studiach, a ona i Chiki żyli osobno – przez kolejne lata artystka mieszkała w Nowym Orleanie, później w Nowym Jorku i Chicago. W czasie okazjonalnych wizyt w Meksyku udzielała się w Ruchu Wyzwolenia Kobiet – feministycznej organizacji sprzeciwiającej się mizoginistycznej latynoskiej narracji o roli kobiet w społeczeństwie. W latach 80. wróciła na stałe i przeżyła w Meksyku jeszcze długie lata, do śmierci w 2011 r.

Zmagania z historią
W jej twórczości jest wiele powtarzających się biograficznych wątków, prób rozprawienia się z czasem dorastania w Anglii. Jednym z takich motywów są zwierzęta, między innymi ptaki, konie i hieny, które nasuwają skojarzenia z potrzebą ruchu i wolności. W dzieciństwie Carrington miała konie, toteż w jej malarstwie zwierzęta zdają się symbolizować nią samą. Autoportret z 1938 r. przedstawia Leonorę siedzącą na krześle w zdobionym wnętrzu, podczas gdy konie – ten na biegunach, wiszący na ścianie, i ten za oknem – skaczą. Przed nią z kolei siedzi hiena, symbolizująca dziką część jej tożsamości.
Do doświadczeń z młodości zdaje się też nawiązywać obraz „Ptasia kąpiel” z 1974 r. Dwie starsze kobiety ubrane na czarno trzymają czerwoną kaczkę w balii z wodą, myją ją i przemalowują na biało. Widoczny w tle zarys domu z ptakiem może odnosić się do jednej z posiadłości z dzieciństwa Leonory, Crookhey Hall, zdobionej ptasimi ornamentami. Splata się tu kilka nawiązań do zniewolenia, odebrania sprawczości: kąpiel, symbolizująca katolicki chrzest, kobiety przypominające zakonnice ze szkół z internatem. Unieruchomienie w balii z wodą może też odnosić się do doświadczeń ze szpitala psychiatrycznego.
W 1974 r. Leonora Carrington wydała powieść „Trąbka do słuchania”, której przekład niedawno u nas wznowiono (opublikowano również tom opowiadań). Opowiada ona historię 92-letniej Marion, która otrzymuje od swojej ekscentrycznej przyjaciółki Carmelli (inspirowanej postacią Remedios) tytułową trąbkę. Dzięki niej podsłuchuje, że rodzina ma zamiar umieścić ją w domu spokojnej starości, który zdaje się być połączeniem szkoły z internatem ze szpitalem psychiatrycznym. Na miejscu zaczynają się przygody – Marion i pozostałe starsze panie buntują się wobec dyktatury srogiego, charyzmatycznego doktora Gambita. Kobiety angażują się w sekretną misję poszukiwania zaginionej ewangelii, która ma obalić lata patriarchatu i ocalić świat przed zagładą. Surrealistyczna powieść została już przeniesiona na deski teatru. Spektakl autorstwa Marty Konarzewskiej i Agnieszki Glińskiej miał premierę w 2021 r. w krakowskim Starym Teatrze.
Tymczasem niespełna miesiąc temu podczas Modern Evening Auction w domu aukcyjnym Sotheby’s wylicytowano legendarne dzieło Carrington, rzeźbę „La Grande Dame (The Cat Woman)” z 1951 r. Praca została sprzedana za rekordowe 11,38 mln dolarów. Na zainteresowanie twórczością Carrington wpłynęła nie tylko większa dziś widoczność artystek na międzynarodowych aukcjach i wystawach. Także 59. edycja Biennale w Wenecji nawiązywała do twórczości Carrington. Jak widać, jej czas dopiero nadchodzi.

Leonora Carrington TRĄBKA DO SŁUCHANIA, przeł. Maryna Ochab, ilustracje Pablo Weisz Carrington, posłowie Olga Tokarczuk, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2023

Leonora Carrington, SIÓDMY KOŃ. OPOWIADANIA ZEBRANE, przeł. Michał Kłobukowski i Maryna Ochab, posłowie Agnieszka Taborska, Wydawnictwo Filtry, Warszawa 2022
DODATEK DO „TYGODNIKA POWSZECHNEGO” 51-52/2024
Redakcja: Monika Ochędowska
Proj. graf.: Marek Zalejski
Fotoedycja: Jacek Taran
TP Typografia: Agnieszka Cynarska-Taran
Partnerem wydania jest Ergo Hestia
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















