Kartel milczenia

Brandenburgia to piękny region, z lasami i jeziorami. W porównaniu z resztą byłej NRD, ma pewną cechę szczególną: w żadnym innym wschodnim landzie nie ma tylu lokalnych polityków, którzy byliby kiedyś konfidentami Stasi, tajnej policji NRD.
Czyta się kilka minut
Zamek w Poczdamie, Brandenburgia, Niemcy / fot. EPA/PAP /
Zamek w Poczdamie, Brandenburgia, Niemcy / fot. EPA/PAP /

W żadnym innym landzie w instytucjach publicznych i w lokalnym parlamencie (landtagu) nie ma tylu byłych konfidentów. Na 26 posłów Partii Lewicy do landtagu, co czwarty pracował kiedyś dla Stasi. Co więcej: tutejsza Lewica tworzy dziś z socjaldemokratami lokalny rząd. "NRD zniknęła 20 lat temu, ale rana doskwiera, jak ból fantomowy. A Brandenburgia jest miejscem, gdzie ból ten odczuwany jest najmocniej" - pisał tygodnik "Spiegel". Chadecka opozycja w landtagu nazywa Brandenburgię "Stasilandem". Jak na ironię, także pierwszy premier landu po zjednoczeniu, Manfred Stolpe (SPD), nazwał kiedyś swój region "NRD w miniaturze". Rzecz w tym, że Stolpe był przez ponad 20 lat zarejestrowany przez Stasi jako tajny współpracownik. To pod jego rządami ukształtowała się lokalna specyfika, którą historyk Jochen Staadt nazywa "zamiataniem pod dywan" problemu Stasi [patrz rozmowa poniżej - red.].

Długo zdawało się więc, że problemu nie ma. Ale on wrócił, ze zdwojoną siłą. Katalizatorem stało się powstanie jesienią 2009 r. koalicji, jakiej jeszcze ten land nie widział: SPD z postkomunistyczną Partią Lewicy. Fakt, że postkomuniści mieli współrządzić, okazał się kroplą, która przelała czarę: od ponad roku w Brandenburgii trwa debata, co chwilę ożywiana przez kolejny ujawniony przypadek kolejnego polityka Lewicy, który współpracował ze Stasi. Nie zrealizowało się pragnienie premiera Matthiasa Platzecka (SPD), który rok temu - tuż przed wejściem w sojusz z Lewicą - apelował o "pojednanie" ze spadkobiercami partii komunistycznej SED (jej następczynią jest Lewica). Przeciwnie: zamiast ucichnąć, debata nabrała tempa.

I raczej szybko nie ucichnie, skoro konfidentem Stasi była także lokalna liderka Lewicy, dziś prawa ręka premiera: Kerstin Kaiser, przewodnicząca frakcji Lewicy w landtagu. Mając dwadzieścia parę lat, jako tajny współpracownik "Katrin" pisała donosy na kolegów i koleżanki ze studiów. Gdy jesienią 2009 r. Platzeck i Kaiser zawarli koalicję, na uroczystość zaprzysiężenia nowego rządu polityk CDU Dieter Dombrowski przyszedł w więziennym stroju. W czasach NRD Dombrowski spędził za kratami wiele lat: niewinnie, jako więzień polityczny.

Problem Stasi dotyczy jednak nie tylko polityków, ale też urzędników, np. policji. W Brandenburgii bowiem - inaczej niż w innych wschodnich landach - przeprowadzono tylko powierzchowną lustrację. W efekcie do nowej policji trafiło 220 byłych funkcjonariuszy Stasi; ilu z nich pracuje nadal, to informacja zastrzeżona.

Inaczej niż w Turyngii, Saksonii czy Berlinie Wschodnim, w Brandenburgii lustrację - której celem miało być także odbudowanie zaufania w życiu publicznym - blokował bowiem lokalny "kartel milczenia", na czele z premierem Stolpe.

Czy teraz się to zmieni? Pod naciskiem publicznej debaty, landtag musiał powołać parlamentarną komisję śledczą, która ma wyjaśniać związki obecnych polityków ze Stasi oraz czemu po 1990 r. w Brandenburgii lustracja była tak powierzchowna. Rząd w Poczdamie utworzył też - kilkanaście lat później niż w innych landach - urząd pełnomocnika ds. rozliczeń z NRD. Została nim dawna opozycjonistka Ulrike Poppe. Jednak czy po tylu latach uda się wysuszyć esbeckie bagno w "Stasilandzie", można wątpić.

CZYTAJ TAKŻE: Jochen Staadt, historyk: W skali całej byłej NRD Brandenburgia jest politycznie najbardziej zacofana... >>

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2010