Kalendarium z przełomem

Obojętne na wszystko, co wspólne, odwrócone tyłem do sfery publicznej, zamknięte przez niewidzialną rękę w świecie ciasnej prywatności i partykularnych dążeń" - tak o moim pokoleniu pisze Jan Sowa. Jest to diagnoza niezwykle ponura, a jej totalny charakter nie pozostawia nadziei. Na pozór zrozumiałe uogólnienie prowadzi więc do krzywdzącego uproszczenia i pominięcia: pominięcia "szarej strefy" ludzi o mocnym kręgosłupie moralnym, silnym społecznym zaangażowaniu i wielkich ambicjach, o której istnieniu mogę zapewnić.
Czyta się kilka minut

Urodziłam się w roku 1989. Historycznie to wielka data przełomu. Dla mnie przez długi czas jedynie wielka data własnych urodzin. Los chciał, że od początku oddychałam powietrzem wolności. Zmiana ustrojowo-polityczna, jaka się wówczas dokonała, była jedynie zwykłym wydarzeniem historycznym, w którym nie dane mi było uczestniczyć. Emocjonalny stosunek mogłam wyrobić sobie tylko dzięki lekturze, a w najlepszym przypadku dzięki słuchaniu rodzinnych wspomnień. Ciągle to jednak tylko relacja, opowieść. Przeszłość, której bezwzględności nigdy nie odczułam.

***

Wolność jest więc dla mnie, i dla mojego pokolenia, stanem naturalnym, wcześniej już przez kogoś wypracowanym. Swoboda we wszystkich niemal obszarach życia stanowi jednak wyzwanie, któremu nie każdy jest w stanie sprostać. W wolności łatwo się pogubić - i piszę to w obronie tych, których Jan Sowa nazywa "pokoleniem bezideowym". To prawda, żadna wielka wspólnotowa idea nie organizuje teraz naszego życia, nie domaga się heroicznej obrony. Nie musimy rozpaczliwie "popychać" naprzód rzeczywistości i kierować jej ku lepszej przyszłości. Nasza "ideowość" ma zupełnie inny wymiar, może właśnie bardziej prywatny, osobisty.

Przed  rokiem ’89 alternatywa była, wydaje się, stosunkowo prosta: "za" albo "przeciw" (prosta w sensie wyraźnie określonych opcji, a nie w sensie moralnym). Przynależność do partii bądź opozycji wyposażała w konkretną paletę celów, idei, dążeń. Dokonanie wyboru osadzało człowieka w ściśle określonej rzeczywistości.

Teraz nie istnieje prosta dychotomia, która by mogła tak jednoznacznie podzielić społeczeństwo. Możliwości jest mnóstwo, a co najistotniejsze: opowiedzenie się "za", "przeciw" lub nawet uniknięcie wyboru nie ma takiego ciężaru gatunkowego jak w PRL-u. Mogę być eurosceptykiem lub euroentuzjastą. Katolikiem lub ateistą. Zwolennikiem wegetarianizmu lub tłustej polskiej kuchni.

Wybory, których dokonujemy, zazwyczaj nie są ani spektakularne, ani nie mają dziejowego znaczenia. Nie jest to, broń Boże, westchnienie za czasami niewoli, a jedynie próba określenia sytuacji, w której znalazło się pokolenie młodych. I tu dochodzimy do punktu, kiedy każdy z nas musi sam usytuować się gdzieś w otaczającej nas przestrzeni, określając cele, podejmując decyzje, odpowiedzialnie się angażując. I my to naprawdę robimy! Studiujemy po dwa, a nawet trzy fakultety, bierzemy udział w wolontariatach, zdobywamy praktyki zawodowe w kraju i za granicą, pracujemy. Czy chociażby to nie jest ideą?! W sensie jednostkowym na pewno.

Oskarżanie o obojętność, bierność, bezideowość całego pokolenia jest bolesnym nadużyciem. Poza tym nie zapominajmy, że ci ludzie mają co najwyżej po 21 lat, są na etapie poszukiwania, sprawdzania, wybierania. Czasem błądzą. Jasne. Nie chcę idealizować. Widzę ludzi, o których pisze Jan Sowa. Ale myślę, że są oni marginesem, a nie dominantą. W każdym pokoleniu są ideowi i bezideowi. Granica przebiega wertykalnie, a nie horyzontalnie.

***

Jakie były ważne wydarzenia historyczne w życiu 20-latka? Wejście Polski do UE. Możliwość przystąpienia do urny wyborczej (odpowiedni miesiąc urodzenia upoważniał nawet do dwukrotnego głosowania). Śmierć Papieża Polaka. Wybór Polaka na przewodniczącego Parlamentu Europejskiego. Wcześniej może jeszcze niesienie pocztu sztandarowego podczas ważniejszych szkolnych uroczystości. To tylko niektóre sytuacje, które wymagały przynajmniej minimalnego zaangażowania. I pewnie tu mogłabym zawiesić głos, poszukując mało wyrazistych słów dla opisania tych doświadczeń... gdyby nie 10 kwietnia 2010 r.

To wydarzenie, szokujące, intelektualnie i emocjonalnie obezwładniające - rozbudziło w wielu z nas potrzebę wspólnotowego przeżywania. Wcześniej taka potrzeba zaistniała niewątpliwie po śmierci Jana Pawła II. Miało to jednak znaczenie religijne, duchowe, czasem bardzo osobiste. Katastrofa w Smoleńsku to wydarzenie o zupełnie innym charakterze.

Daliśmy się ponieść patriotycznemu uniesieniu. Nie mówię tego z ironią. Rzekomo zobojętnieni na sygnały płynące ze wszystkich stron świata, rzekomo do szpiku znieczuleni, potrafiliśmy przyjąć i okazać uczucia. Po raz pierwszy mogliśmy poczuć, czym jest solidarność narodu, jakie piorunujące wrażenie robią wywieszone w oknach flagi z kirem, jak wzruszająco brzmi hymn w chwilach niepewności, smutku, strachu, chwilowego zagubienia. Jest to doświadczenie, które częściowo może dać wyobrażenie o tym, co znaczyły kiedyś słowa: "naród", "solidarność", "ojczyzna". I patrząc z tej perspektywy, myślę, że młode pokolenie może zbliżyć się powoli do odkrywania innej jakości tych pojęć. Ich aktualności i niewyczerpalnej wartości. Przefiltrowane przez zbiorową świadomość, dla młodych są czymś nowym, jeszcze nieprzepracowanym, dla starszych czymś odnowionym, przynajmniej raz już przeżytym.

Pamięć o 10 kwietnia zachowa się dla następnych pokoleń. Lecz czy i my będziemy rozumieć, szanować i akceptować zupełnie inny stosunek do tego wydarzenia tych urodzonych za 10, 20 czy nawet 30 lat?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2010