John Coltrane: "The Bethlehem Years"

Owszem, należę do osób, którym dla zainteresowania się płytą wystarczy informacja, że w czasie jej nagrywania korytarzem obok studia przeszedł John Coltrane. Zgoda, najwięcej profitów ze słuchania Trane'a w bigbandowym składzie mieć będą ci, którzy zdają sobie sprawę z awangardowych absolutów ustanawianych przez tego saksofonistę w połowie lat 60. Twierdzę przecież, że "The Bethlehem Years, zawierający rejestracje z 1957 r., przynieść może wystarczająco wiele przyjemności każdej wrażliwej parze uszu.
Czyta się kilka minut
 /
/

Powszechnie przyjętym ustaleniem historii muzyki jest uznanie roku 1957 za przełomowy dla Coltrane'a. Wtedy zerwał z narkotykami, współpracował z Theloniousem Monkiem i mnóstwo nagrywał - jako lider (m.in. cudowny album "Blue Train") i w roli muzyka sesyjnego. Dzisiejsza ranga sprawia, że także wznowienia nagrań z tej drugiej grupy są wydawane nade wszystko z uwagi na Coltrane'a i sygnowane jego nazwiskiem.

Pierwszy dysk zawiera ścieżki opublikowane pierwotnie na kompilacji "Winner's Circle". Były to nagrania grup nagradzanych przez ówczesną krytykę, a Trane gra tu w zespole dziewięcio- i ośmioosobowym. Pozostałe sesje (skład piętnastoosobowy i kwintet) ukazały się niegdyś na płycie "Art Blakey Big Band". Na drugim kompakcie posłuchać można alternatywnych wersji nagrań dokonanych pod firmą Blakeya.

Coltrane w big-bandzie brzmi doprawdy niesamowicie. Nie tylko dlatego, że takie nagrania są w jego dyskografii czymś wyjątkowym. Świetnie zaaranżowane, zagrane ze szwungiem ścieżki zyskują dzięki tenorowi Trane'a coś bardzo szczególnego. Jego saksofon brzmi niemal kontrastowo: jest wprawdzie instrumentem jak najbardziej i jak najpiękniej zgodnym z orkiestrą, ale przecież są to w końcu solówki Coltrane'a! Ta płyta zdaje się po latach domykać jeden z rozdziałów historii jazzu. Bigbandowe dialogi toczą tu muzycy, którzy przy innych okazjach będą współtworzyć jazz nowoczesny. Stąd intensywność tych nagrań: ich uczestnicy zdawali sobie sprawę, że wiele nowego już się wydarzyło i że zdarzy się jeszcze więcej. Ale zapewne dobrze też odczuwali, jak piękna muzyka właśnie przemija.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2006