Reklama

Ładowanie...

Językowy mikser

Językowy mikser

15.05.2012
Czyta się kilka minut
Bąk niczym językowa torpeda wpadł do polskiej poezji.
J

Jego książka odznacza się niezwykłym wprost szwungiem językowym. Jest też chyba pisana w najmodniejszy ostatnio sposób: wiersz przypomina mikser, w którym miesza się frazy, bon moty, fragmenty reklam, szyldy, języki, które się po prostu słyszy „na mieście”. Bąk mógłby równie dobrze ze swoich wierszy uczynić akcję slamową, bo liczy się w nich błyskotliwe zgranie kilku myśli-formuł, dowcip, pomysłowość językowa nastawiona na koncept.

Są one wyraźnie „mówione”, zdanie przeskakuje od puenty do puenty, od żartu do żartu, od paradoksu do paradoksu. Charakterystyczny jest też podmiot: energetycznie rozgadany, krytyczny i prześmiewczy. Wyróżnia go nie tylko retoryczna sprawność, zasobna głowa w niczym nie ustępuje tu zasobnemu językowi.

Rozmach problemowy wierszy z tomu „Kanada” jest także dosyć szeroki. Bąk tworzy więc coś, co nazwałabym globalną poezją.

Choć daje nam kilka „polonistycznych” linków do Marcina Świetlickiego, Zbigniewa Herberta czy Miłosza Biedrzyckiego, to pojemność i zakrój odwołań religijnych, sportowych, politycznych, obyczajowych zdecydowanie wykracza poza kulturowe sprawy lokalne.

Wykracza, ale ich nie pomija. Globalną sztukę, której przykładem mogłaby być „Kanada”, charakteryzowałyby różność idei, posthistoryczna świadomość, intensywne zaangażowanie na poziomie wyobraźni w aktualne sprawy świata. Wystarczająco często jest ono w „Kanadzie” realizowane ponad granicami tożsamości – narodowej, religijnej czy nawet językowej – by doświadczenie podmiotu tych wierszy udało się związać przede wszystkim z przepływem informacji, wszechobecną medialnością, energetycznymi spięciami, jakie wytwarzają się między ludźmi. Ich kontakty cechują w wielu wierszach nieoznaczoność i nieokreśloność. Stanowią one obronę podmiotu przed równie niezidentyfikowanym „babilonem”, a strategia ta przypomina zabawę w ciuciubabkę.

Na marginesie tego zbioru dodałabym, że w ostatnich latach wraca myślenie o poecie/artyście jako kimś, kto „mistrzowsko” posługuje się językiem, manifestując swoją zdolność, błyskotliwość, ostrość dowcipu.

Takie myślenie nie jest wcale oczywiste – ze względu na językową nadświadomość poeci często manifestowali raczej niemożność pisania, „psuli” język agramatycznością, celową infantylizacją. Znali jego mechanizmy tak dobrze, że uniemożliwiało im to pisanie.

Debiut Tomasza Bąka, choć nie tylko on, każe myśleć, że poeta znowu manifestuje swoją władzę nad językiem, chce panować nad zasadniczymi głosami w wierszu, a nie dawać im się prowadzić.  

Tomasz Bąk, „Kanada”, Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, Poznań 2011

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]