Językowy mikser

Bąk niczym językowa torpeda wpadł do polskiej poezji.
Czyta się kilka minut

Jego książka odznacza się niezwykłym wprost szwungiem językowym. Jest też chyba pisana w najmodniejszy ostatnio sposób: wiersz przypomina mikser, w którym miesza się frazy, bon moty, fragmenty reklam, szyldy, języki, które się po prostu słyszy „na mieście”. Bąk mógłby równie dobrze ze swoich wierszy uczynić akcję slamową, bo liczy się w nich błyskotliwe zgranie kilku myśli-formuł, dowcip, pomysłowość językowa nastawiona na koncept.

Są one wyraźnie „mówione”, zdanie przeskakuje od puenty do puenty, od żartu do żartu, od paradoksu do paradoksu. Charakterystyczny jest też podmiot: energetycznie rozgadany, krytyczny i prześmiewczy. Wyróżnia go nie tylko retoryczna sprawność, zasobna głowa w niczym nie ustępuje tu zasobnemu językowi.

Rozmach problemowy wierszy z tomu „Kanada” jest także dosyć szeroki. Bąk tworzy więc coś, co nazwałabym globalną poezją.

Choć daje nam kilka „polonistycznych” linków do Marcina Świetlickiego, Zbigniewa Herberta czy Miłosza Biedrzyckiego, to pojemność i zakrój odwołań religijnych, sportowych, politycznych, obyczajowych zdecydowanie wykracza poza kulturowe sprawy lokalne.

Wykracza, ale ich nie pomija. Globalną sztukę, której przykładem mogłaby być „Kanada”, charakteryzowałyby różność idei, posthistoryczna świadomość, intensywne zaangażowanie na poziomie wyobraźni w aktualne sprawy świata. Wystarczająco często jest ono w „Kanadzie” realizowane ponad granicami tożsamości – narodowej, religijnej czy nawet językowej – by doświadczenie podmiotu tych wierszy udało się związać przede wszystkim z przepływem informacji, wszechobecną medialnością, energetycznymi spięciami, jakie wytwarzają się między ludźmi. Ich kontakty cechują w wielu wierszach nieoznaczoność i nieokreśloność. Stanowią one obronę podmiotu przed równie niezidentyfikowanym „babilonem”, a strategia ta przypomina zabawę w ciuciubabkę.

Na marginesie tego zbioru dodałabym, że w ostatnich latach wraca myślenie o poecie/artyście jako kimś, kto „mistrzowsko” posługuje się językiem, manifestując swoją zdolność, błyskotliwość, ostrość dowcipu.

Takie myślenie nie jest wcale oczywiste – ze względu na językową nadświadomość poeci często manifestowali raczej niemożność pisania, „psuli” język agramatycznością, celową infantylizacją. Znali jego mechanizmy tak dobrze, że uniemożliwiało im to pisanie.

Debiut Tomasza Bąka, choć nie tylko on, każe myśleć, że poeta znowu manifestuje swoją władzę nad językiem, chce panować nad zasadniczymi głosami w wierszu, a nie dawać im się prowadzić.  


Tomasz Bąk, „Kanada”, Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, Poznań 2011

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2012

Artykuł pochodzi z dodatku Silesius 2012