Jacek Taran: Pamięta Pan ten moment, kiedy stało się jasne, że to Pan będzie odpowiedzialny za pobyt Jana Pawła II na lotnisku?
Jacek Żółciński, pracownik portu lotniczego w Krakowie: Ogromne poczucie odpowiedzialności. Pracowałem przy czterech pielgrzymkach: w 1995, 1997, 1999 i 2002 roku. Pielgrzymką, która odcisnęła we mnie największy ślad, była ta ostatnia. Dla wszystkich było jasne, że to pożegnanie. Wtedy też na lotnisku było najwięcej ludzi, którzy chcieli spotkać papieża. Oprócz wiernych byli członkowie episkopatu, rząd, prezydent.
Przeczuwaliśmy, że papież jest tutaj, w Polsce i w Krakowie, ostatni raz. On sam zresztą w swoich wypowiedziach to sugerował. Na koniec wizyty pilot przeleciał nisko nad centrum Krakowa, tak, żeby papież mógł zobaczyć z samolotu Rynek, Wawel, a potem Wadowice i ukochane Tatry. To był prezent i hołd dla Jana Pawła II.
Jak wyglądał dzień pobytu Papieża na lotnisku?
To jest niezwykle skomplikowana logistyka, przygotowania trwają około roku. Lotnisko jest portem wojskowo-cywilnym i strona wojskowa również była zaangażowana. W organizacji brały udział Polska Agencja Żeglugi Powietrznej, Biuro Ochrony Rządu, Episkopat, Watykan i inne służby. Papież wszystkie swoje pielgrzymki kończył w Krakowie. To zawsze był dzień pełen ogromnego stresu, kulminacja wielu miesięcy pracy.
Na czas odlotu papieża terminal i lotnisko były niedostępne dla innych samolotów. Wymagały tego względy bezpieczeństwa i liczba statków powietrznych, które tutaj się gromadziły, bo przecież przylatywały też delegacje państwowe, prezydent, rząd. Płyta postojowa była podzielona na sektory. Ważna była także rola protokołu dyplomatycznego, który miał swoje wymagania. To wszystko musiało działać bez zarzutu.
Za jaką część tego przedsięwzięcia odpowiadał Pan osobiście?
Opowiadałem za przebieg wizyty w terminalu, w salonie VIP i na płycie. Dyrektor protokołu dyplomatycznego kontaktował się bezpośrednio ze mną, ponieważ wymagało to bardzo szczegółowych ustaleń, np. ustawienia mebli w salonie VIP, foteli, kolejności wchodzenia gości. Cała procedura była ściśle określona, chociaż, jak wiemy, papież często był gościem niepokornym i zdarzało się, że ten protokół łamał, nie trzymał się wytycznych. Czasami chciał się z kimś dodatkowo przywitać czy pożegnać, gdzieś zaglądnąć, na przykład do kaplicy.
Rozmawiał Pan z papieżem w czasie tych wizyt?
To były ledwie jakieś zdawkowe słowa i błogosławieństwo, kiedy papież poświęcał kamień węgielny pod budowę nowego terminalu. Ono utkwiło mi w pamięci, dotyk jego dłoni, spojrzenie. To było coś, czego się nie zapomina. Poczułem, jakby przez moje ciało przeszła energia, która była samym dobrem, świętością. To coś niewytłumaczalnego. Papież był osobą, która emanowała spokojem. To było wyczuwalne przez wszystkich. Wtedy nie wiedzieliśmy, że papież będzie święty, ale można powiedzieć, że tę świętość się już wyczuwało.
Miał Pan też okazję widzieć papieża w towarzystwie polityków...
Tak. Trzeba pamiętać, że Polska była wówczas w okresie przemian polityczno-gospodarczych i papież miał ogromny wpływ na kształt tych zmian. Miał ogromną zdolność łagodzenia obyczajów. Bez względu na to, z której strony sceny politycznej znajdowali się politycy, zawsze odczuwało się przyjazną atmosferę, nie było napięć. To był dla mnie ogromny przywilej być w tym czasie i uczestniczyć w tych historycznych spotkaniach.
Jak te przeżycia wpłynęły na Pana dalsze życie?
To, co najbardziej zapamiętałem i czym zawsze się w życiu kieruje, to wiara w to, że prawda zawsze zwycięża i że warto być dobrym człowiekiem.
Były momenty kryzysowe? Kiedy wydawało się, że coś pójdzie nie tak?
Przedostatnia pielgrzymka, rok 1999. Pogoda przed odlotem nie dopisywała. Najpierw był duży upał, a potem, na dwie godziny przed odlotem, przyszła potężna burza, która zalała czerwony dywan przed podestem. Na szczęście mieliśmy odkurzacz, który mógł zbierać wodę. Wcześniej kompania reprezentacyjna Wojska Polskiego ćwiczyła w upale przemarsz przed podestem po wiele razy. Żołnierze byli wyczerpani gorącem i pamiętam, że dwóch z nich po prostu zemdlało. To trochę wytrąciło nas z równowagi, ale sytuacja została opanowana. Burza przeszła, słońce wyszło, dywany udało się odsączyć i wszystko odbyło się należycie.
A najsłynniejsza historia to chyba ta z prezydentem Kwaśniewskim w papamobile?
Tak, o tym było głośno w mediach w tamtych czasach. Papież zrobił wyjątek i zaprosił głowę państwa do papamobile. Widziałem to na własne oczy, bo papamobile było zaparkowane przed salonem VIP, gdzie trwała rozmowa prezydenta z papieżem.
Protokół przewidywał, że papież wsiądzie do samochodu i podjedzie pod podest. Natomiast rozmowa chyba była bardzo przyjemna i Jan Paweł II odstąpił od ustaleń, zapraszając prezydenta Kwaśniewskiego na wspólną przejażdżkę. Patrząc na to z perspektywy czasu myślę, że to był taki symboliczny gest, którym chciał pokazać, że prezydent Kwaśniewski jest przyjacielem, a on sam nie jest nastawiony wrogo do władzy, która ma korzenie w poprzednim systemie.
Jak wyglądała współpraca ze stroną watykańską? Były z jej strony jakieś specjalne wymagania?
Papież był osobą skromną i ze strony watykańskiej nie było specjalnych zapotrzebowań. W saloniku VIP stała jedynie karafka ze źródlaną wodą, dwie szklanki. To wszystko. Jednak trzeba pamiętać, że to była wizyta głowy państwa, a nie tylko głowy Kościoła. Więc państwo polskie reprezentowane przez rząd, prezydenta, przyjmowało papieża Jana Pawła II z honorami i odbywało się to na podstawie protokołu dyplomatycznego.
Każda wizyta wymagała bardzo dużego zaangażowania sił i środków związanych z bezpieczeństwem papieża. Ze względu jednak na to, że z każdą pielgrzymką papież był coraz słabszy, a osób chcących się z nim spotkać było mnóstwo, zdarzało się, że procedury zmieniano. Pamiętam, że przy ostatniej pielgrzymce w 2002 r. papież miał do dyspozycji melex, w którym mógł się poruszać po całej płycie i w ten sposób z bliska pożegnać się ze wszystkimi.
Pamięta Pan jakieś szczególne słowa z tej ostatniej wizyty?
Nie będę bardzo oryginalny, ale to będą te słowa, które powiedział żegnając się w 2002 r.: „Żal odjeżdżać”. To rzeczywiście było poruszające, zaległa wtedy długa cisza, były łzy. Jan Paweł II był osobą wyjątkową w życiu wielu Polaków, nie tylko moim, ale dla mnie te momenty spotkań z nim były wyjątkowe.
Mam dobre życie i myślę, że papież czuwa nade mną i moją rodziną. Życie jest dla mnie łaskawe i wierzę, że takie będzie do końca. Nie każdy ma możliwość obcowania ze świętym za życia, prawda?

Jacek Żółciński w 1997 r. pełnił funkcję kierownika działu obsługi terminalu. Obecnie pracuje jako Kierownik Działu Obsługi Klienta i Customer Experience w Międzynarodowym Porcie Lotniczym im. Jana Pawła II Kraków-Balice. Jest jednym z najdłużej pracujących na lotnisku pracowników.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















