Reklama

Ja - to ktoś inny

Ja - to ktoś inny

25.01.2004
Czyta się kilka minut
Najnowszy tom Jerzego Jarniewicza ma w tytule tożsamość, ale słowem, które przez swą powtarzalność w wielu wierszach narzuca się jako kluczowe, nie jest naturalny w tym kontekście czasownik jestem, tylko czasownik inny: mieszkam.
"

"Tu mieszkam" - to połączenie wyrazowe pojawia się w jedenastu wierszach, cztery z nich, w tym utwór tytułowy, rozpoczyna; raz rozbite jest innym wyrazem: “Tu, umówmy się, mieszkam" (“Pokój"). Dodajmy, że w książce pojawia się też czasownik “mieszkać" (i “zamieszkać") bez zaimka “tu", jak również rzeczowniki, które się z czasownikiem tym w oczywisty sposób kojarzą: dom, adres, pokój, lokatorzy, miasto, osiedle, ulica, dzielnica. Pojawia się też sporo nazw własnych - krajów, miast, dzielnicy, ulic, a nawet kina.

Szczególnie wiele tu ulic, wzmianka o Piotrkowskiej podpowiada, że chodzi o Łódź. I istotnie, na dzisiejszych i dawniejszych planach tego miasta znajdziemy ulice z tomu Jarniewicza. Plany pokażą nam, że wiele z nich grupuje się na dość niewielkim obszarze. Karolew z wiersza “Szklana kula" to dzielnica Łodzi. Jest też w Łodzi, choć oczywiście nie tylko tam, kino “Bałtyk".

Utwór, w którym znajduje się wzmianka o Piotrkowskiej, nosi tytuł “Wietrzne miasto Łódź". “Wietrzne miasto" kojarzy się na zasadzie podobieństwa dźwiękowego z “wiecznym miastem". Ale w podobieństwie tym kryje się przeciwieństwo, bo przecież “wietrzne" to także “zmienne" i “ulotne", a więc nieco w swej tożsamości niepewne i podejrzane. “Nigdy nie umiało się kolebać, / a rości sobie pretensje" - czytamy w wierszu. Pretensje do bycia, zgodnie z nazwą, łodzią, kolebiącą się na wodach rzeki, której - jak wiadomo - w tym mieście nie ma, ale i do bycia kolebką, którą w odniesieniu do wielu elementów cywilizacji zachodniej jest Rzym.

Nie przypadkiem przestrzeń, w której osadzone są wiersze Jarniewicza, została tak konkretnie określona. “Tu mieszkam" - te słowa zastępują stwierdzenie “jestem tym czy tamtym". Miejsce określa i kształtuje naszą tożsamość, miejsce, gdzie się stale przebywa, do którego się wraca, gdzie jest się w domu. No tak, ale owo miejsce można przecież zmienić. Co wtedy? “Dokonało się / Już tu nie mieszkam" - to pierwszy dystych “Rewizji osobistej". “Dokonało się" sugeruje śmierć, już choćby dlatego, że według Ewangelii św. Jana są to ostatnie słowa Chrystusa na krzyżu (w innym wierszu Jarniewicz pisze: “Dokonało się. / Można zdjąć i pogrzebać"). Jakaś tożsamość umiera, rodzi się inna.

“Rewizja osobista" mówi o dzieciństwie. Dzieciństwo zmartwychwstaje, stąd pointa: “wojenne ścieżki / prowadzą do domu". Do domu prowadzą ścieżki zabaw w Indian i wojnę, dlatego pojawiają się w wierszu wódz Apaczów (Winnetou, postać stworzona przez niemieckiego pisarza i znana dziecięcej widowni lat 60. z niemieckiego filmu), język niemiecki, a także Hupka i Czaja, niemieckie straszaki peerelowskiej propagandy. Ale człowiek dorosły nie ma już tej samej tożsamości, którą miało dziecko. Dziecko umarło raz na zawsze, zmartwychwstanie możliwe jest tylko w pamięci: “Pamiętam podwórko na Fornalskiej / i okno na parterze". Ulica Fornalskiej nie jest już ulicą Fornalskiej (dziś nazywa się Wileńska), niegdysiejszy dom nie jest już domem, czyli miejscem, gdzie się mieszka.

Dzieciństwo nie zostaje jednak unieważnione, jego znaczenie nie podlega dyskusji:

dzieciństwo

klucz do mieszkania

zawieszony na szyi

jak kamień

odłupany ze skały

na której postawiono dom

("Sznur")

Skoro mieszkać to być określonym, klucz do mieszkania jest kluczem do nowej tożsamości czy raczej do wielu tożsamości, każda jest bowiem płynna i nieokreślona, przelewa się w inne, jest tylko fragmentem, stanem chwilowym. Ale dzieciństwo i szerzej: przeszłość, jest jakimś kluczem do nich wszystkich, bo jest ich wspólnym obszarem. Oczywiście pod warunkiem zachowania wspomnień.

Są tylko fragmenty, nie ma całości - to kolejny ważny motyw tomu. “Wiersz z cytatem z »Przekroju«" ma motto z utworu nie wymienionego zresztą z nazwiska Fernanda Pessoi, które w przekładzie na polski mówi: “Natura to części bez całości". Tekst Jarniewicza zawiera w sobie nie tylko cytat z tygodnika “Przekrój" (wypowiedź Adama Zagajewskiego), lecz także ukryty cytat z autora motta: “ale nie ma całości, do której należą". W wierszu “Jarosław Mikołajewski omawia w »Gazecie« przekład Agnieszki Kuciak" czytamy: “W »Wyborczej« fragment »Piekła«, / na całość nie starczyłoby miejsca, // zresztą nie tylko w »Wyborczej«". Całość, którą była “Boska Komedia", prezentująca pewną summę myśli swoich czasów, dziś okazuje się nieosiągalna. Także tożsamość jako całość, zdaje się mówić poeta, nie istnieje. Rzekome całości tworzy się arbitralnie, tak jak ktoś poddany klasycznemu tekstowi psychologicznemu, “w którym można zobaczyć w przybliżeniu wszystko, / jeśli tylko chciałoby się komukolwiek patrzeć" (“Rorschach"), arbitralnie dostrzega w bezkształtnych plamach rozmaite rzeczy lub żywe istoty.

Takim arbitralnym kształtem fałszywej tożsamości jest imię. Dlatego imię jest brzemieniem, o czym mówi motto tytułowego wiersza tomu, zaczerpnięte ze “Słownika etymologicznego języka polskiego" Brücknera: “Imię utworzone przyrostkiem -men (jak brzemię) od pnia no-". Imię jest słowem, a związki słów z desygnatami, jak wiadomo, są konwencjonalne. Imię próbuje przyszpilić człowieka, nawet obarczyć go jakąś winą, ale samo zdradza swoją nieadekwatność i przypadkowość. W pamięci często zostaje po człowieku tylko imię (nazwisko), nierzadko zniekształcone. Słowa okazują się u Jarniewicza “oknami pozamykanymi" (“Pokój"). Fałszują rzeczywistość, zapełniają czy wręcz zaśmiecają przestrzeń, duszą:

z każdym słowem ubywa lat

coraz mniej rzeczy do dotknięcia

z każdą chwilą przybywa słów

coraz mniej rzeczy do nazwania

na wysokości krtani

słowa się wiążą

w węzeł

powiedzmy "gordyjski"

odpowiedzią

pięć sylab tracheotomii

czarna dziura

w tchawicy

nie żeby mówić

żeby jak się da oddychać

("Skalpel")

Wniosek może być tylko jeden: milczenie. Wiersz “Grudzień (Epilog)" kończy się wersem: “Nie mów, mówię, nie mów". Kolokwialne “nie mów" w znaczeniu “co ty mówisz", “daj spokój" można odczytać inaczej - jako wezwanie do zamilknięcia. I istotnie, milczenie zapada, bo są to ostatnie słowa książki. Ale przecież wezwanie to też zostaje przez podmiot wypowiedziane.

Jednym z głównych tematów tomu jest śmierć jako, domyślamy się, rozproszycielka wszelkiej tożsamości. “Elegię na temat" Jarniewicz prowokacyjnie rozpoczyna cytatem z wiersza Czesława Miłosza “Przeciwko poezji Filipa Larkina" (ze zbioru “To"): “Nie jest to jednak temat odpowiedni / Ani dla ody, ani dla elegii". Tym nieodpowiednim tematem jest śmierć i właśnie ten temat Jarniewicz wbrew Miłoszowi podejmuje.

Nie tylko zresztą tutaj. W “Evviva (wiersz trzeci)" utwór poetycki zostaje porównany do krematorium, a sztuka okazuje się “sztuką spopielania". Zwróćmy uwagę na przewrotność tytułu: evviva - “niech żyje"; evviva l‘arte. Z części żyjącego ciała, części aparatu mowy pozostaje “biały piasek". Słowa poukładane, artystycznie zorganizowane, znajdują się blisko śmierci, są w jej władaniu. To słowa wypowiedziane niechlujnie, bez większego namysłu i troski o elegancki krój zdania czy frazy, o rytm, o eufonię, o precyzję obrazu, są żywą mową, którą proces twórczy uśmierca.

Książka Jarniewicza nie nosi tytułu “Dowód na tożsamość" (albo “Dowód na brak tożsamości"). Nie nosi też tytułu “Dowód tożsamości", który wskazywałby na wiersze jako na swoisty dokument zaświadczający istnienie poety. Tytuł brzmi “Dowód z tożsamości" i odwołuje się oczywiście do rozmaitych dowodów na istnienie Boga (np. dowód z pierwszej przyczyny). Można by ten Jarniewiczowski dowód przeprowadzić tak: skoro nie ma określonej tożsamości, a tylko tożsamości niespójne, skoro nie ma całości, na którą złożyłyby się fragmenty, to wszystko w świecie jest przypadkowe i bezplanowe, co dowodzi braku istoty wyższej. Byłby to dowód na nieistnienie Boga. Ale można inaczej: skoro nie ma na tej ziemi tożsamości w pełnym tego słowa znaczeniu, to taka tożsamość musi się pojawić w doskonalszym świecie wyższym.

Nie dotknąłem wszystkich wątków najnowszego tomu Jarniewicza. Słowa i ich zestawienia wręcz kipią tu od znaczeń, naładowane są nimi w stopniu znacznie przekraczającym pojemność zwykłych komunikatów językowych. Sprowadzanie tego bogactwa sensów do jednej interpretacji przypomina próbę prostego opisu skomplikowanej, złożonej i zmiennej osobowości, określenia tożsamości człowieka za pomocą unieruchamiających ją i spłaszczających kategorii. Tożsamość wiersza i tożsamość całej książki także niechętnie poddaje się jednoznacznym opisom i także pulsuje zmiennością.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]