Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Hotel katastrofa

Hotel katastrofa

05.12.2016
Czyta się kilka minut
Pełnoprawny debiut Taco Hemingwaya to największe rozczarowanie w polskiej muzyce popularnej kończącego się roku.
Filip Szcześniak na koncercie „Męskie Granie”, Wrocław, 6 sierpnia 2016 r. Fot. Krzysztof Kaniewski / REPORTER
W

W ostatnich latach zachodnia popkultura została zdominowana przez hip-hop. Także w Polsce, gdzie raperzy wspinają się na czołowe miejsca płytowych list sprzedaży. Zresztą te niewiele już znaczą. Czym jest kilkanaście tysięcy egzemplarzy przy setkach tysięcy, a nawet milionach odsłon nabijanych w internecie. Przy wyprzedanych salach. Przy lukratywnych kontraktach sponsorskich. Wreszcie przy firmach odzieżowych, które to środowisko uczyniło maszynkami do zarabiania pieniędzy. A jednak, kiedy w Stanach Zjednoczonych hip-hop przeżywa swój renesans – zarówno artystyczny, jak i na poziomie społeczno-politycznej publicystyki – w Polsce trwa w apatii i samozadowoleniu.

Być może to sprawa pokoleniowa – polski hip-hop jest dziś domeną czterdziesto- i trzydziestolatków, reprezentujących wielkomiejską klasę średnią. Nawet jeśli wielu raperów zbudowało swoje kariery na opowiadaniu o...

9505

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Pana osobiste rozczarowanie płytą wcale nie oznacza, że takie same odczucia będzie miała większość jej słuchaczy. Na jakiej podstawie wieszczy Pan więc katastrofę? Może wypływa to z maniery "ja wiem lepiej"? Na szczęście recenzje w dzisiejszych czasach nie mają już żadnej siły rażenia a dobry poziom liryczny i muzyczny płyty broni się sam, bez sponsorów. Uczciwiej z Pana strony byłoby napisać "płyta do mnie nie trafia", niż wieszczyć katastrofę, której nie będzie, bo płyta Marmur czaruje i wciąga do wielokrotnego słuchania, za każdym razem odsłaniając kolejne smaczki.

Nie mam czasu się rozpływać w poście ale jest dokładnie odwrotnie niż szanowny recenzent. pisze. Zero sztampy. Przeprane historyjki od Mesa, Knapa, Kękę to jest właśnie sztampa którą stawia Pan w opozycji do zawartości Marmuru. No ale jeżeli woli Pan posłuchać jak Knap zachlał... kto bogatemu zabroni? Natomiast jeżeli nie potrafi się Pan odnieść do pierwszych lepszych prostokątów to znaczy że albo Pan nie rozumie tego kawałka albo nie bywał Pan na imprezach gdzie prostokątów nie było i się tańczyło. Przecież to jest bezbłędne, groteskowe obnażenie przykrej - ale jednak - rzeczywistości. I takich subtelnie przemyconych motywów jest tu mnóstwo. Nie mówić o warstwie muzycznej, która czerpie z tego co najlepsze w brzmieniach tego i pokrewnych gatunków i jest zrobiona w sposób bardzo profesjonalny, miękki, ciepły, melodyjny, bogaty - to już jeden z grzechów głównych. Bo muzyka to druga połówka wartości dodanej tej płyty. Chyba że to jako tako felieton o tekstach Taco. Marmur? Polecam mocno.

Czy można nazwać debiutancką, trzecią płytę artysty ?

Rozmawiałem z moim Synem o nowej płycie Taco i jestem zaskoczony powierzchownością interpretacji przedstawionej w recenzji. Doszliśmy do wniosku, że Hotel Marmur nazywa się tak z jakiegoś powodu i może być to np. nawiązanie do popularnego materiału, z którego robi się płyty nagrobne. W tym świetle postać Portiera, czyli kogoś, kto wpuszcza do hotelu, nabiera nieco bardziej wyrafinowanego charakteru, że tak powiem. Może z recenzowanym Artystą jest tak, jak z Szekspirem: kiedy słuchasz Taco, to nie ty testujesz Taco, tylko Taco testuje ciebie?

Też tak to czytam. Proszę pozdrowić Syna ;-)

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]