Każdy w tym kraju, dla kogo czytanie książek i gazet jest naturalne, ma zdanie o Adamie Michniku. I prawie każdy ma do niego o coś, choćby drobne, pretensje. To zrozumiałe, biorąc pod uwagę aktywność publiczną i publicystyczną naczelnego "Gazety Wyborczej". Nie każdy jednak ma ochotę przyłączać się do ostatnich ataków na Michnika. Równie nie warto bezrefleksyjnie powtarzać argumenty przeciwko autorowi "Wyznań nawróconego dysydenta". A tak zrobił Michał Olszewski w tekście "Wieszanie Michnika" ("TP" nr 6/07), przytaczając wypowiedź jednego ze swoich rozmówców: "Moją wiarę w »Gazetę« zniszczyła obrona Kiszczaka". I wszystko dobrze. Pretensje o słynną wypowiedź Michnika są zrozumiałe, mieli je też najważniejsi publicyści "GW", m.in. Ewa Milewicz. Olszewski jednak - choćby z dziennikarskiego obowiązku - powinien skontrować rozmówcę, albo chociaż przypomnieć czytelnikom, że Michnik z obrony gen. Kiszczaka się wycofał. Napisał (w "GW" z 8 maja 2004 r.), że jego zdanie o honorze Kiszczaka było "bez sensu", dodając: "Nie do mnie należy wyrokowanie, kto jest, a kto nie jest człowiekiem honoru".
ANDRZEJ BRZEZIECKI
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














