Protesty przeciwko odniesionemu pod koniec października zwycięstwu rządzącej od 12 lat partii Gruzińskie Marzenie (wygrała wybory, ale podważane są rozmiary wygranej – zarzuca się jej, że zawyżyła swoją wygraną do ponad połowy głosy, co pozwoliło jej utrzymać władzę) powoli wygasały, a zrezygnowani Gruzini godzili się, że czekają ich kolejne cztery lata rządów niekoronowanego króla, oligarchy Bidziny Iwaniszwilego, gdy wyznaczony przez niego na premiera Irakli Kobachidze ogłosił, że Gruzja zawiesza na cztery lata wszelkie rozmowy o integracji z Unią Europejską i przez cztery lata nie przyjmie od niej złamanego grosza.
Gruzja po wyborach parlamentarnych
Słowa Kobachidzego było odpowiedzią na decyzję Parlamentu Europejskiego, który w zeszły czwartek ogłosił, że nie uznaje wyników gruzińskich wyborów i domaga się ich powtórki. Słowa Kobachidzego nie miały większego znaczenia, bo jeszcze przez październikowymi wyborami Unia Europejska zawiesiła rozmowy integracyjne z Tbilisi.
Gruziński premier postanowił jednak unieść się honorem, by pokazać rodakom, że to Gruzja obraża się na Europę, a nie Europa wyprasza ją jak gościa, który nie potrafi się właściwie zachować. Swoją deklaracją Kobachidze nie zjednał sobie zwolenników, za to ożywił wygasające protesty opozycji.
Tysiące protestujących na ulicach Tbilisi
Od czwartku, co wieczór przed parlamentem przy alei Rustawelego zbierają się wielotysięczne wiece zwolenników integracji z Zachodem, które po północy rozpędzane są brutalnie przez gruzińską policję, a demonstracje przeradzają się w uliczne zamieszki. Ponad sto osób wylądowało w szpitalach, ponad dwieście zostało aresztowanych.
Sytuacja zaostrza się z każdym dniem, a oba obozy zmierzają do konfrontacji. Uliczni demonstranci i opozycja domagają się unieważnienia październikowych wyborów i przeprowadzenia nowych, tym razem pod międzynarodowym nadzorem. Rządzący Marzyciele – za zawieszenie rozmów z Unią Europejską pochwalił ich sam Władimir Putin – nie chcą o tym słyszeć i oskarżają opozycję, że jest popychadłem „światowej partii wojny” z Zachodu, która chce wplątać Gruzję w ukraińską wojnę i otworzyć na Kaukazie drugi front przeciwko Rosji.
Sytuacja polityczna w Gruzji
Gruzji grozi też kryzys konstytucyjny i dwuwładza. Prezydent Salome Zurabiszwili nie uznaje październikowych wyborów i zapowiada, że nie ustąpi ze stanowiska, choć jej kadencja upływa z końcem grudnia. Jej następca ma wybrać parlament, którego pani Salome nie uznaje i zapowiada, że będzie sprawować urząd, dopóki nowego prezydenta nie wybierze prawowity parlament. Marzyciele, którzy w nowym, 150-osobowym parlamencie mają 89 posłów i jako jedyni uczestniczą w jego obradach, za niespełna dwa tygodnie zamierzają wybrać nowego prezydenta – byłego piłkarza Micheila Kawelaszwilego.
„Pani Salome zostały jeszcze tylko trzy piątki prezydentury, więc rozumiem jej stan emocjonalny” – szydzi premier Kobachidze.
Tłumaczy też Gruzinom, że nie ma co przejmować się tym, iż poza Unią Europejską z Gruzją w zeszłym tygodniu zerwali też Amerykanie. Kobachidze uspokaja, że jak tylko w Waszyngtonie nastanie Donald Trump, wszystko się zmieni i wszystko zostanie z nim dogadane.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















