Grochola, Sobczak i Negrońska: autorki pokoleniowych bestsellerów

Katarzyna Grochola, Oliwia Sobczak i Aleksandra Negrońska – trzy autorki bestsellerów, trzy pokolenia. Piszą dla kobiet i o kobietach, ale ich bohaterki wydają się pochodzić z innych planet. Czy umiałyby się ze sobą porozumieć?
Czyta się kilka minut
Kolejki na Targach Książki i Mediów Vivelo. Warszawa, 18 maja 2024 r. // Fot. Filip Naumienko / REPORTER
Kolejki na Targach Książki i Mediów Vivelo. Warszawa, 18 maja 2024 r. // Fot. Filip Naumienko / REPORTER

Tuż przed czterdziestymi urodzinami, wkraczając niespiesznie w smugę cienia, zadałam sobie niebezpieczne pytanie, czy moja wersja sprzed dwudziestu lat byłaby zadowolona z mojej wersji bieżącej. Odpowiedź jest oczywista. Nie byłaby. Raczej słabo rozpoznałaby swoje marzenia w mojej codzienności. Także moje aktualizacje, które nastąpią za dekadę i dwie, pewnie będą zawodem dla mnie dzisiejszej. Ale wiem, co będzie łączyć mnie sprzed lat, obecną mnie i tę za x lat. Chodzi o szukanie ukojenia w literackich portretach kobiet: poszukujących, spełnionych i zawiedzionych. Te z najpoczytniejszych tytułów można traktować jako barometr społecznych oczekiwań wobec kobiet i wyobrażeń ich aspiracji.

Dlatego sięgam do książek trzech polskich autorek z czołówki list bestsellerów: Katarzyny Grocholi, Małgorzaty Oliwii Sobczak i Aleksandry Negrońskiej. Reprezentują one trzy pokolenia kobiet, pisarek i dostarczycielek czytelniczej terapii. Ciekawi mnie, jakie są protagonistki ich powieści i jak odbijają się w nich zmiany kulturowe. Interesuje mnie też, czy bohaterki ich książek miałyby sobie coś do powiedzenia. Czy mimo że są skrojone pod określone typy czytelniczek, może między nimi zaistnieć kobiecy dialog międzypokoleniowy?

Katarzyna Grochola. Warszawa, styczeń 2024 r. // Fot. Paweł Wodzyński / East News

Wyluzuj, czytelniczko!

Katarzyna Grochola (ur. 1957) ma na koncie przeszło 4 miliony sprzedanych książek. Debiutowała powieścią o małżeńskiej zdradzie, pt. „Przegryźć dżdżownicę”, w roku 1997, gdy uchwalono konstytucję III RP, do kin wchodził „Titanic”, a ideałem piękna były supermodelki, którym po piętach deptały dwudziestolatki ze Spice Girls. Kultura popularna nie była krajem dla dorosłych kobiet, które zawiodły się na marzeniach, lecz nie chciały zakładać czapki niewidki. 

Opublikowane już na początku wieku „Nigdy w życiu!” i kolejne książki z cyklu „Żaby i anioły” może nie były wydarzeniem literackim, ale socjologicznie miały wagę ciężką. Historia Judyty, zdradzonej żony i matki nastoletniej córki, pokazywała, że istnieje życie po rozwodzie, a zamiast kurczowo trzymać się mężczyzn, lepiej troszczyć się o damskie przyjaźnie.

Pierwsze powieści Grocholi traktowano jako odpowiedź na bestsellerowe książki o Bridget Jones, których autorka Helen Fielding jest niemal rówieśniczką Polki. Ale mówienie o imitacji byłoby niesprawiedliwe. Judyta po babkach odziedziczyła nie tylko kompleksy, ale trzeźwość spojrzenia i gospodarność w dysponowaniu polskimi złotówkami. Ówczesne czytelniczki, a potem widzki filmowej ekranizacji bawiły zwłaszcza sceny z udziałem nieporadnej ekipy fachowców z Podhala wznoszących niezarabiającej kroci dziennikarce Judycie piękny dom na wsi. A że były to czasy sprzed boomu mieszkaniowego i windowania do nieba cen w budowlance, można było w tę bajkę od biedy uwierzyć.

Grochola prezentowała się wiarygodnie w podwójnej roli – dowcipnej pisarki i kobiety, która z niejednego pieca chleb jadła. Bezcennym rezerwuarem pomysłów do prozy okazał się, jak sama przyznawała, epizod pracy w biurze matrymonialnym. Perypetie bohaterów bywały niestworzone, lecz z protagonistkami można było sobie przybić piątkę. Chaotyczne perfekcjonistki, siostry łaty i śmiertelnie poważne trzpiotki budziły sympatię. Pisała w „Osobowości ćmy” o miłosnych układankach w kręgu przyjaciół, o romansach międzynarodowych w „Miłości w cieniu słońca”, przyjmowała perspektywę męskiego bohatera w „Houston, mamy problem”, popełniła książkę autobiograficzną „Zielone drzwi”, a kilka lat temu zaskoczyła kryminałem „Zranić marionetkę”.

Badacze literatury dla kobiet, Katarzyna Wodniak i Andrzej Rostocki, już kilkanaście lat temu zwracali uwagę na to, że choć Grocholę okrzyknięto mianem „psychoterapeutki Polek”, to podobną rolę odegrała dla rodzimego rynku książki, de facto „utrzymując go przy życiu”. Od 2004 r. do dziś plasuje się w czołówce czytelniczego kanonu literatury obyczajowej (wg systematycznych badań Biblioteki Narodowej „Stan czytelnictwa w Polsce”).

Ale potrzeby gatunkowej literatury kobiecej musiały nadążyć za kulturową zmianą. Melodramatyczne sceny w deszczu musiały ustąpić miejsca korporomansom z pejczem i kajdankami w roli afrodyzjaków, erotycznym fantazjom na temat mafii (vide: fenomen „365 dni” Blanki Lipińskiej) oraz historycznym harlequinom, jak „Bridgertonowie” Julii Quinn. Grochola pozostała z wiernymi fankami, pozwalając plotkarskim mediom, by uczyniły z niej swoją ulubienicę. Donoszono o jej kłopotach z mężczyznami, nowej miłości i rodzinnych koligacjach sięgających Jerzego Urbana. Dla wielu stała się matką swojej córki, osobowości medialnej – Doroty Szelągowskiej. Kiedy poważnie zachorowała, też nie obyło się bez asysty mediów.

W tym roku ukazała się powieść, w której Grochola robi woltę. Niech nikogo nie zmyli pogodna okładka i żartobliwy tytuł „Wyluzuj, kobieto!”. To nie jest powieść ku pokrzepieniu serc, lecz ku przestrodze. Wiktorię trudno jest lubić. Zapomniała, że kiedyś była młoda i zdarzały jej się niekontrolowane porywy serca. Na baczności niech się ma poniewierany mąż, a zwłaszcza dorosły syn, który „wymyślił sobie”, że oświadczy się dziewczynie, z którą od paru lat jest związany. Plany ukochanego Piotrusia prowokują bohaterkę do litanii pomstowań rodem z dziewiętnastowiecznych poradników Klementyny Hoffmanowej dla młodych panien.

Zdaniem Wiktorii, skądinąd wszechstronnie wykształconej artystki, przyszła narzeczona jest sprawczynią olbrzymiego nieszczęścia, jakim jest odebranie matce jedynego dziecka. „Dobrze wychowana dziewczyna nie pakuje się od razu do łóżka z chłopakiem! Jakoś siebie szanuje! I fakt, że zamieszkali razem, już o niej świadczy!” – peroruje. Synek musi się wyszumieć i ma prawo do przedślubnego życia seksualnego, ale dziewczyna – co to, to nie! Czytając te słowa, czytelniczka, żyjąca podobnie jak Wiktoria w wieku XXI, przeciera oczy ze zdumienia.

Oczywiście jest to pastisz, ale i gorzka diagnoza, choć chyba niezamierzona. Całą tę emancypację, która miała trafić pod strzechy, te lata upominania się o kobiecą perspektywę w literaturze popularnej można wyrzucić do kosza, skoro protagonistka powieści jednej z najpoczytniejszych pisarek jest bardziej konserwatywna od własnej teściowej. Odczarowanie demonicznej w kulturze figury teściowej poczytać zresztą należy za jeden z najcenniejszych, bo nielicznych zysków z lektury „Wyluzuj, kobieto!” W finale kołtuńskiego dramatu dostajemy scenę polskiego, zakrapianego obiadu rodzinnego, której nie powstydziłby się Marek Koterski, autor „Domu wariatów”. Brakuje tylko apokaliptycznego zakończenia, gdzie tłusty sos, w którym pływa pieczona kaczka, wylewa się z brytfanki i pochłania całe to towarzystwo. Niestety, na taką ekstrawagancję Grochola sobie nie pozwoliła.

Małgorzata Oliwia Sobczak. Warszawa, wrzesień 2024 r. // Fot. Krzysztof Żuczkowski / Forum

Kobiety pistolety

Po podróży wehikułem czasu, w który wsadziła mnie Grochola, z ulgą sięgnęłam po prozę Małgorzaty Oliwii Sobczak (ur. 1982), rozchwytywanej autorki kryminałów pochodzącej z Trójmiasta i każącej seryjnym mordercom zbierać żniwo właśnie w tej części Polski (wyjątkiem jest thriller „Wyrobisko”, pisany z Ewą Przydrygą, rozgrywający się w Kopalni Soli „Wieliczka”).

Sobczak próbowała sił w literaturze dla dzieci („Mali, Boli i Królowa Mrozu”) i obyczajowej („Ona i dom, który tańczy” – w październiku ukaże się wznowienie tej żuławskiej sagi rodzinnej), lecz uznanie przyniosły jej dwa cykle kryminalne. Jeden to trylogia „Granice ryzyka”, gdzie współdziałają dziennikarka śledcza Alicja Grabska i detektyw Oskar Korda. Drugi to flagowa tetralogia Sobczak, „Kolory zła”, z prokuratorem Leopoldem Bilskim i galerią kobiet, które nie występują wyłącznie w roli ofiar i mało rozgarniętych asystentek. To one rozpędzają fabułę, podsuwając błądzącym jak dzieci we mgle mężczyznom dobre tropy. `

Pierwszy tom, „Czerwień”, spopularyzowany ekranizacją Adriana Panka, opowiada o przemianie i dwoistości kobiecych bohaterek. Młoda dziewczyna zmienia się z pociesznej Małpki w ponętną Pumę, jest wolna od klosza, ale złapana w inną klatkę. Matka dziewczyny dopiero kilkanaście lat po zabójstwie córki dorasta do wiedzy o tym, że nawet bycie dobrą (czytaj: typową) matką nie zmieniłoby biegu zdarzeń. Dojrzewanie do prawdy jest tym, co przeraża mężczyzn, dlatego zwracają się przeciw kobietom.

Drugi tom, „Czerń”, mocno uderza w czułą strunę, jaką jest społeczna bezradność, a czasem przyzwolenie na przemoc seksualną wobec dzieci w przykościelnych salach i zakrystiach. Podział na dobrych i złych jest dość jednoznaczny. Oskarżony jest Kościół i jego sponsorzy, ale także matki, które nie chronią dzieci. Niektóre z nich same są pokrzywdzone i walczą o to, żeby odrzucić rolę ofiary, w którą wpycha je konwencja gatunkowa. 

Idée fixe kolejnego tomu, „Bieli”, jest trauma międzygeneracyjna, dziedziczona zarówno przez prokuratorów, jak i gangsterów. Wywiera też determinujący wpływ na bohaterki i ich związki z mężczyznami. Utalentowana asesorka niewiele się różni od gibkiej striptizerki, jeśli świat jest zarządzany przez mężczyzn widzących w kobietach, podobnie jak ich ojcowie, tylko ciała.

Najnowszy i ostatni tom „Kolorów zła”, „Żółć”, to odgrywana w przyspieszonym tempie symfonia o damskiej zemście. Nim rozpocznie się vendetta przeciwko Bartoszowi Konarskiemu, współwłaścicielowi szkoły uwodzenia dla mężczyzn, wydawca zachęca nas do lektury sążnistymi cytatami z dziesięciu bookstagramerek i jednego bookstagramera, którzy wychwalają pod niebiosa powieść Sobczak. Chyba po to, żeby czytelniczka nie miała wątpliwości, że obcuje z literaturą może i gatunkową, ale ekstraordynaryjną. Coś rzeczywiście jest na rzeczy. W „Żółci” autorka proponuje świat, w którym przemoc psychiczna i ekonomiczna wobec kobiet nie tylko prowadzi do ich odwetu, ale ten rewanż spotyka się ze zrozumieniem organów ścigania.

To prawda, że w książkach Sobczak pełno jest sztampy. Trup dzisiejszy zawsze musi być powiązany z trupem sprzed lat, wszyscy bohaterowie kwalifikują się na terapię, zaś najczęstszą pracą, którą wykonują bohaterki, jest praca seksualna. Mimo klisz to dobra proza gatunkowa, psychologiczną złożonością i poziomem języka polskiego zdecydowanie przewyższa dokonania najlepiej zarabiającego rodzimego autora, Remigiusza Mroza.

Sobczak studiowała kulturoznawstwo i pracowała jako dziennikarka, co czuć w jej prozie. Bohaterowie nie zadają idiotycznych pytań, motywacje sprawców są mniej więcej osadzone w kontekście kulturowym, czasoprzestrzeń jest tylko nieznacznie zakrzywiona dla potrzeb intrygi, a fabuła nie ma większych dziur.

Szkoda tylko, że te bohaterki ze skomplikowaną psychiką – pisarki, rzeźbiarki, instratrenerki, dziennikarki – tak się napinają, żeby pokazać nam, jak bardzo godne są podziwu, a nie pożałowania. Ich literacka skóra zmienia się w gładkie tworzywo sztuczne. Targają nimi afekty, o czym zaświadcza liczba epitetów, w które autorka hojnie je wyposaża. Mimo to na końcu w pamięci zostaje jedynie ich cielesna powłoka – oczywiście szalenie atrakcyjna. „Są kobiety pistolety / I kobiety jak rakiety / Chude, długie i wysokie / Z wydepilowanym krokiem” – śpiewała kiedyś Maria Peszek. Gdybym spotkała bohaterki Sobczak w pozaliterackiej rzeczywistości, to chyba przeszłabym na drugą stronę ulicy. Żeby nie poraził mnie bijący od nich blask estetycznie idealnej desperacji.

Aleksandra Negrońska. Poznań, marzec 2024 r. // Fot. Łukasz Gdak / East News

Girls and boys

Kobiety pistolety zaludniają też triumfującą w rankingach sprzedaży literaturę young adult. Wśród młodych autorek, które zaczynały na Wattpadzie, a następnie podbiły listy bestsellerów, wytwarzając w zawrotnym tempie setki stronic kontentu (zwanego kiedyś treścią), moją uwagę zwróciła Pisarka Roku 2023 według Empiku i autorka Książki Roku w kategorii literatura obyczajowa i romans portalu Lubimy Czytać – Aleksandra Negrońska. Swoją drugą serię książek, po młodzieżowych „Friends”, zatytułowała „Students”, a akcję umieściła na uniwersytecie w Leeds, uczelni Zygmunta Baumana. Ale Leeds pojawia się tylko jako punkt na mapie, a całe to studiowanie jest pretekstem, żeby zebrać w jednym miejscu pięknych dwudziestoletnich. Tytuły serii i kolejnych tomów podawane są wyłącznie po angielsku, zaś imiona bohaterów brzmią tak romantycznie lub wymyślnie, jakby autorka wahała się, czy pisać studencki romans, czy dalszą część Harry’ego Pottera: Zayden, Xander, Raiden, Rosanna, Liliana, Devon…

Negrońska przyznaje, że książek czyta mało i żadna jej nie ukształtowała. Jednak jej fabuły składają się z obrazów, które w literaturze obecne są od dawna. A już ocenę walorów literackich serii „Students” przemilczę. Niewątpliwe redaktorce i korektorce zaproponowano za niskie wynagrodzenie, by uczyniły język tej serii odrobinę giętkim. Nie popadajmy jednak w mentorski lament. Trzydzieści lat temu większość młodych czytała koślawe frazy w „Bravo” i słuchała drewnianych dialogów w „Beverly Hills 90210”. Świat się od tego nie skończył.

Rozciągnięta na cztery tomy i przeszło dwa tysiące stron historia romansu Rosanny i Zaydena może wciągać albo nużyć, ale z socjologicznej perspektywy powinna martwić. W tej baśni nie ma miejsca na dziewczyńską przyjaźń, nawet siostra jest potencjalną rywalką. Nie ma miejsca dla bohaterów niezamożnych. Nie ma czasu na niekonsumpcyjne pasje. Podstawową przemianą, jakiej doświadcza Rosanne, jest awans materialny. Co prawda, bogate dzieciaki budzą jej współczucie, bo nie wiedzą, jak zrobić zakupy czy upiec pizzę. Potrafią tylko jeść w drogich restauracjach. Wtedy wkracza nasza bohaterka uzbrojona w nóż i pieczarki, by przeprowadzić kuchenną rewolucję.

Na inną rewoltę jej nie stać. Lgnie do humorzastego Zaydena i przemocowych typów, jakby potrzebowała władczego przewodnika po świecie marzeń. Za Weroniką Kostecką, badaczką literatury dla młodych dorosłych, można świat według Negrońskiej nazwać postfeministycznym, czyli fałszywie feministycznym, gdzie gra toczy się o indywidualne spełnienie, a nie o zmianę reguł. Młode czytelniczki wydają się zadowolone, o czym świadczą tysiące entuzjastycznych komentarzy na Instagramie Negrońskiej i Wydawnictwa NieZwykłego.

Halo, tu Ziemia!

Gdyby protagonistki książek Grocholi, Sobczak i Negrońskiej usiadły przy jednym stole, początkowo nie miałyby o czym rozmawiać. Wiktoria z „Wyluzuj, kobieto!” z wysiłkiem odcyfrowywałaby sens słów wypowiadanych przez Rosannę ze „Students” (i vice versa). Różni je nie tylko metryka – ich wyobrażenia o dobrym życiu dzielą lata świetlne. Rozmowa między nimi byłaby nie tyle dialogiem międzypokoleniowym, co międzykulturowym.

Gdyby mimo to dały sobie szansę i spotkały się za dwie dekady, miałyby tematy do rozmowy. O rozczarowaniu, naiwnych wizjach i pomyleniu uzależnienia z miłością mogłyby mówić godzinami. Literatura zawsze otwierała tajne przejścia, pozwalające uciec od rzeczywistości i nie opuszczać świata złudzeń. Niepokoi jednak to, że pomimo zmieniającej się rzeczywistości, bohaterki nadal są wykrojone z klisz i stereotypów, do których wychowują kolejne pokolenia czytelniczek.

O ironio, najbliżej wielości kobiecych form życia są postacie z brutalnych kryminałów Sobczak. Jeśli czytelniczki kiedyś zapragną opuścić bombastyczny świat koledżów, mrocznych klubów albo niedzielnych obiadów i zechcą wejść w inną, krytyczną literaturę dla kobiet, będzie to podróż trudna i ryzykowna, jak ekspedycja z odległej galaktyki na planetę Ziemia.

Katarzyna Grochola WYLUZUJ, KOBIETO!, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2024

Małgorzata Oliwia Sobczak KOLORY ZŁA (cykl), W.A.B, Warszawa 2019-2024

Aleksandra Negrońska, STUDENTS, Wydawnictwo NieZwykłe, Grojec 2022-2023

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 44/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kobiety z papieru