Bajkopisarka z Instagrama

Blanka Lipińska wyciska ze swoich 365 dni sławy tyle, ile się da. Weszła z impetem na zaniedbane terytorium powieściowej erotyki dla polskich kobiet. Komu to przeszkadza?

Reklama

Bajkopisarka z Instagrama

Bajkopisarka z Instagrama

17.03.2020
Czyta się kilka minut
Blanka Lipińska wyciska ze swoich 365 dni sławy tyle, ile się da. Weszła z impetem na zaniedbane terytorium powieściowej erotyki dla polskich kobiet. Komu to przeszkadza?
Blanka Lipińska podczas uroczystej premiery filmu „365 dni”, Warszawa, luty 2020 r./ MATEUSZ JAGIELSKI / EAST NEWS
G

Gdziekolwiek by dziś wyściubić nos w stronę wielkiego świata, fleszy i cekinów, tam niechybnie porazi nas blask Blanki Lipińskiej. Stylizuje się i ocenia stylizacje innych, odsłania się dosłownie i metaforycznie, pomstując na wylewany na nią hektolitrami hejt oraz publicznie cierpi za miliony w butach milionerki. „Wystarczy być” nie jest jej dewizą, jest nią „trzeba nieustająco nadawać, aby być”. W jej przypadku mówienie o osobowości medialnej wydaje się przestarzałe, gdyż nie chodzi o postać, która wykrawa jakiś fragment swojego jestestwa, by w przyprawionej formie skonsumować go na ekranie, a resztę zostawić za kulisami.

Jest istotą medialną – kimś, kto myśli i oddycha medialnie, i nigdy nie dostaje zadyszki. Rzecz jest o tyle ciekawa, że ta gwiazda świecąca mocą jarzeniówki to nie pospolita celebrytka rozpoznawana wyłącznie dzięki wyczynom na bankietowej ściance, lecz osoba...

18963

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Dziękuję za zwięzłe streszczenie książek, których nigdy nie miałem zamiaru czytać. W tak skondensowanej formie warto poświęcić im pół minuty. Dużo poważniejsze i ważniejsze dzieła zna się na mniej więcej podobnej zasadzie i wcale to nie dyskredytuje naszego "dyskursu kulturalnego" (tu powołam się na rzecz rzetelnie przez mnie przeczytaną: Pierre Bayard, "Jak rozmawiać o książkach, których się nie czytało?"). Reszta tekstu oczywiście też ciekawa. Jako pendant do artykułu przypomnę postać jeszcze płodniejszego od Blanki grafomana i pornografa nazwiskiem Nicolas Edme Restif de La Bretonne. Nie miał konta na Insta, ale podobno zamiast pisać gęsim piórem, jak jego współcześni, składał "z głowy" książki gotowe do druku, używając czcionek, więc na dostępny sobie sposób też był na bieżąco z duchem czasu. Cokolwiek by mówić, trafił do podręczników historii literatury, i tu pewnie Blanka Lipińska nie ma szans mu dorównać. Ale już ją szczerze polubiłem (bez ironii!), mimo że nadal nie mam zamiaru czytać jej książek ani śledzić jej kariery.

katolickim czasopiśmie z rodowodem (i korowodem) sław inteligencji piszącej, che...che… O upadłym aniołku o fajnych cycusiach i bujnej wyobraźni. O pudelkowo-instagramowej celebrytce z reality show o MMA, chi...chi.. Czemu? Bo pisze książki! Pani Blanka więc zdobyła kwalifikację do działu kultury TP. Ale kultura TP, żeby było ciekawiej nie tylko z tego tytułu podjęła temat, ale również powodowana głęboką troską o zaniedbane terytorium powieściowej erotyki dla polskich kobiet, che...che… Nie tylko rozumem, ale i sercem:) A na koniec wspięła się na szczyty wyrafinowanej retoryki z pytaniem, komu to przeszkadza? Bo to pytanie, oklepane w lewacko-liberalnej inteligenckiej prasie jest niczym kąpiel z wielką pianą w którą się wskakuje, by wyjść czystym świeżym i pachnącym.

Kolejny, ktory chce zagladac ludziom do sypialni i biblioteczki.

nie pień(kuj) się. Pieńków u nas ci dostatek.

Przykro, ale nawet tego tekstu nie daje się doczytać... na prawdę, coś takiego istnieje?

Zawsze w obszarze rynsztokowej "kultury" istniały takie zjawiska. Czy warto o tym pisać? To problem dla socjologów i kulturoznawców, a nie dla nas - szarych, pospolitych konsumentów książek Olgi Tokarczuk i filmów Romana Polańskiego:)))

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]