Głupstwa

W kulturze masowej przyjęto do wiadomości zasadę, że droga w dół nigdy nie osiągnie dna. Zawsze może być jeszcze bardziej prymitywnie, bardziej płasko, jeszcze mniej sensu i jeszcze mniej smaku.
Czyta się kilka minut

Kapitulacja dokonuje się niepostrzeżenie, nikt nie reaguje nawet dyskomfortem, o proteście już nie mówiąc. Pytanie: czy sytuacja nie dojrzewa już do jakiegoś "nie"? Na razie mam na myśli bardzo niski pułap kultury masowej: reklamy w telewizji. I to w telewizji publicznej, a więc tej, która nadal przyznaje się do pełnienia misji.

Jeśli misja, to może jednak zaistniałaby jakaś bariera niezgody, przynajmniej na wyjątkową beznadziejność poziomu? Odrzucenie ostentacyjnego nabierania konsumenta, np. w pochwale zysków bankowych (warto zauważyć, że od niedawna reklamom tym towarzyszy ostrzegawcza uwaga samego banku) albo w wizji owych czarodziejskich pigułek "trafiających w ból natychmiast" (ciekawe, co na to lekarze?). Do czyjego poziomu inteligencji adresowana jest szaleńcza jazda nowego typu auta po zatłoczonych ulicach? Jakim prawem reklamę wygłasza "facet przebrany za księdza", i to w konfesjonale? Kto powie "dosyć, dziękujemy"?

Innym przykładem zgody na spadający poziom są oczywiście seriale. Im dłuższe, tym gorzej. Jeden z nich od przeszło tysiąca odcinków sławi rodzinę jako wartość. W tej rodzinie jest wszystko: szczęśliwe małżeństwa i zdrady jak najbardziej przygodne, serie rozpadających się związków i św. Paweł cytowany w internecie, a zakonnica towarzyszy bez słowa zdziwienia przygodom erotycznym swoich kuzynek. Jaką wodę w mózgu mają od lat konsumenci serialu i czy ktoś w TVP czuje choć trochę dyskomfortu?

Na innym już poziomie troski o jakość był dla mnie ostatnio wywiad z filozofem Dariuszem Karłowiczem ("Gość Niedzielny" nr 13/08), który z triumfem ogłosił zawstydzający pono dla intelektualistów fakt, że "Dzienniczek" s. Faustyny ma więcej przekładów niż nobliści polscy albo Lem czy Kapuściński. Co za powód do triumfu, nie pojmę. Za to chętnie przeczytałabym esej samego filozofa na temat "Dzienniczka" jako ewangelizacji "bez opakowania". Nie ma co namawiać do tej pracy Ministerstwa Kultury. Po prostu wziąć i napisać.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 15/2008