Gdybym mówił językami ludzi i polityków

Nie pozwolę sobie wmówić, że jeśli krytykuję dzisiejszą lustrację, to muszę się zgadzać z "Gazetą Wyborczą" aż do prognozy pogody włącznie. Lub jeśli jestem za jakąś formą udostępnienia archiwów, to oznacza, że radbym z panami Kaczyńskimi jeździć na Kasztance pod Grunwaldem.
Czyta się kilka minut
rys.M.Owczarek /
rys.M.Owczarek /

Zdarza się, że niewspółmierność - lub nieprzystawalność, a może elementarna odmienność? - są jak najbardziej właściwymi i jedynymi możliwymi stanami myślenia i pisania. Artykuły Tadeusza Sławka i Krystiana Lupy ("TP" nr 16 i 17), podejmując bardzo zasadniczy namysł nad aktualną sytuacją tego kraju, wydają się właśnie niewspółmierne w stosunku do przedmiotu opisu, czyli kwestii lustracji i zachowania wobec wymuszonego prawa. Refleksje Sławka o "społeczeństwie obywatelskim i wyobraźni moralnej" rozpoczynają się cytatem z "Obrony Sokratesa", na podstawie tego urywku literaturoznawca formułuje cztery wyjściowe tezy. Później analizowana jest różnica między obywatelem a człowiekiem tłumu i przywoływani są inni myśliciele. W tym momencie najważniejsza jest dla mnie konstatacja dwóch odmiennych języków. Pisze Sławek: "Znamienne, że od samego początku, już w greckiej przeszłości, obywatel i polityk u władzy przemawiają dwoma różnymi językami, i dlatego gdy mówimy o społeczeństwie obywatelskim, musimy jednocześnie mówić o jego mowie". Jego tekst jest piękną apologią - indywidualnej - moralnej wyobraźni.

Krystian Lupa natomiast postawę władzy żądnej lustrowania analizuje językiem psychoanalizy, pisząc o Jungowskim cieniu, z którym - ani jako jednostki, ani jako zbiorowość - rządzący nie umieją sobie (u siebie) poradzić. Reżyser proponuje wyjście chrześcijańskie (postchrześcijańskie?): pozostawić tych, którzy współpracowali, z ich tajemnicą zła oraz, bo tak też być może, ich własnym naprawieniem win. Wstrzymać się od osądzania.

Nie muszę dodawać, że propozycje Sławka i Lupy znacznie różnią się od dominujących wysłowień publicystycznych. Wartość obu publikacji, poza wieloma szczegółowymi ustaleniami, polega również na odsłonięciu zasadniczej niewspółmierności, charakteryzującej społeczną sytuację tego kraju. Gdybym mówił językami ludzi i polityków, starałbym się odnaleźć jakiś punkt styczny między setkami tysięcy pojedynczych biografii zmuszonych do składania lustracyjnych oświadczeń, a ekipą, która taką sytuację spowodowała. Dostępne mi są jednak, na miarę moich starań i możliwości, wyłącznie języki tej pierwszej grupy. Tak że możliwość porozumienia widzę raczej, jak kto woli: blado lub czarno.

Owszem, potrafię analizować artykulacje polityków: szybciej niż później odsłania się ich rażąca niespójność. Dwa z jakże wielu przykładów: prezydent tego kraju mówi grupie uczonych, kto należy, a kto nie należy do inteligencji. No to uprzejmie informuję, że prezydent przypisuje tu sobie zarazem rolę socjologa, historyka i wychowawcy. Coś takiego - być może - da się połączyć na koloniach dla dzieci, ale niekoniecznie w poważnej (?) polityce.

Słychać, że brak lustracji należy do największych zaniedbań III RP. Sam mógłbym wskazać parę istotniejszych; z braku miejsca zapytam jedynie, jak er-pe łamane przez cztery poradzi sobie z czymś takim: jeśli Igrek złoży oświadczenie, że donosił w latach..., z powodu jego donosów dwie osoby popełniły samobójstwo, jedna zachorowała psychicznie, a kilkadziesiąt wyrzucono z pracy - to ustawodawca nie przewiduje dla kogoś takiego stosownego paragrafu. Jeśli zaś Iks napisze zgodnie z własnym przekonaniem, że nie współpracował, a nawet nie przypuszcza, że jakiś delator powoływał się nań w swoich raportach jako na źródło informacji - to swojej niewinności będzie musiał dochodzić przed sądem.

Argumenty to zresztą znane. Jest jeszcze jedna przykra okoliczność ustawy lustracyjnej: wpędzanie uczestników życia społecznego w nieznośną binarność. Aż przykro powtarzać, że zapatrywania pojedynczych osób są znacznie bardziej złożone. Nie pozwolę więc sobie wmówić, że, jeśli krytykuję dzisiejszą lustrację, to muszę się zgadzać z "Gazetą Wyborczą" aż do prognozy pogody w niej zamieszczonej włącznie. Lub, z drugiej strony: jeśli jestem za jakąś formą udostępnienia archiwów, to oznacza, że radbym z panami Kaczyńskimi jeździć na Kasztance pod Grunwaldem.

Niestety, do historii Polski i do historii tego społeczeństwa należy również donosicielstwo. Tak więc i donosy powinny być przedmiotem badań - tyle że prowadzonych przez humanistów, nie przez ideologów.

Ustawodawca postawił mnie w sytuacji binarnej. Albo podpiszę oświadczenie lustracyjne, albo administracyjnie wylatuję w uniwersytetu. Postaram się tę zerojedynkowość choćby trochę skomplikować. W sztuce Toma Stopparda ktoś pyta Joyce’a: "Co pan robił w czasie wojny światowej, panie Joyce?". Na co wielki Irlandczyk odpowiada: "Pisałem »Ulissesa«. A co pan robił?". Piękna replika.

Owszem, lustrację a la PiS e tutti quanti uważam za groźne i żałosne nieporozumienie. Ale druga szala jest niewspółmierna: moje życie, to, co piszę i zamierzam pisać, to, czego staram się nauczyć studentów. Nie, panowie politycy, nie poświęcę tego dla waszych fobii i obsesji. Złożę oświadczenie bez choćby najmniejszego poważania.

ADAM POPRAWA (ur. 1959) jest historykiem literatury, krytykiem literackim i muzycznym, pracuje w Instytucie Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 18/2007