Fundusz niedoszacowany

Kościół nie walczy o dodatkowe przywileje. A wprowadzenie dobrowolnego odpisu dla Kościoła to ruletka.

07.10.2013

Czyta się kilka minut

MAREK ZAJĄC: W czym tkwi istota najnowszego sporu między rządem a Kościołem co do zastąpienia Funduszu Kościelnego dobrowolnym odpisem podatkowym?

KS. PROF. DARIUSZ WALENCIK: Nie mówiłbym o sporze. Ani strona rządowa, ani kościelna nie wycofały się z dwóch uzgodnionych już kwestii zasadniczych. Po pierwsze, chodzi o tryb wprowadzania zmian. Ustawę musi poprzedzać umowa między państwem i Kościołem. To wynika z art. 27 konkordatu i art. 25 konstytucji. Po drugie, anachroniczny mechanizm Funduszu zostanie przekształcony w dobrowolny odpis w wysokości 0,5 proc. należnego podatku. Pozostałymi rozwiązaniami szczegółowymi nadal zajmują się eksperci. Na razie minister administracji i cyfryzacji udostępnił w Internecie wstępny projekt ustawy, który przygotowali jego urzędnicy. Rozpoczęły się konsultacje społeczne. Oczywiście przedstawiciele Kościoła zgłosili uwagi. Ale nie ma podstaw, aby twierdzić, że rozmowy się załamały. Kościół jest zainteresowany ich kontynuowaniem. A na ile rząd uwzględni jego uwagi? To już zależy od dalszych rozmów i tego, czy uda się znaleźć kompromis.

Między rządem i Kościołem jest jednak fundamentalna różnica. Z punktu widzenia państwa odpis to zupełnie nowy rozdział w częściowym finansowaniu związków wyznaniowych ze środków publicznych. Z kolei biskupi twierdzą, że chodzi nie o likwidację, ale o przekształcenie Funduszu. Dlatego chcą uwzględnienia szacunków, na ile państwo rozliczyło się z zagarniętego Kościołowi majątku.

Zgoda, tak to właśnie wygląda. Strona kościelna zgłosiła postulat rozliczenia Funduszu, co już na pierwszym spotkaniu w kwietniu 2012 r. zaakceptowali przedstawiciele Rady Ministrów. Owocem jest przygotowany przeze mnie raport. Początkowo strona kościelna zakładała, że jego wyniki staną się punktem wyjścia do ustalenia wysokości odpisu. Ale ostatecznie obie strony zgodziły się na 0,5 proc., zanim raport był gotowy.

Tu ważna uwaga: działalność Funduszu Kościelnego błędnie łączona jest z działalnością komisji regulacyjnych, które przyznawały rekompensaty lub zwracały związkom wyznaniowym majątek zagrabiony w PRL z pogwałceniem ówczesnego prawa, a często nawet bez podstawy prawnej. Tymczasem Fundusz Kościelny powstał w oparciu o ustawę z 1950 r. o przejęciu dóbr martwej ręki i dotyczy tylko nieruchomości przejętych przez państwo zgodnie z tą ustawą. Fundusz to forma rekompensaty za przejęte na mocy tego konkretnego aktu nieruchomości ziemskie związków wyznaniowych, którą określiło komunistyczne państwo, a wolna Polska przejęła to zobowiązanie.

Innymi słowy, Fundusz i budząca tyle kontrowersji Komisja Majątkowa to dwie różne bajki.

Dokładnie. I nic dziwnego, że Kościół nalega, aby tak jak przyjęto sprawozdanie z działalności Komisji Majątkowej, tak też rzetelnie rozliczyć Fundusz Kościelny przed jego przekształceniem w odpis. Pokazać, jakie były przyczyny jego powstania, na co wydawano przez 62 lata pieniądze z Funduszu, ile powinien wynosić jego roczny budżet itd. Dlatego stanowisko strony rządowej, która nie przyjęła przygotowanego przeze mnie raportu jako wspólnego dokumentu, jest w moim przekonaniu niezrozumiałe.

Może rząd się boi, że będzie musiał sfinansować wciąż nierozliczone roszczenia Kościoła?

Strona kościelna wyraźnie zadeklarowała, że odstępuje od ich dochodzenia. Ponadto zgodziła się na zastąpienie Funduszu nowoczesnym rozwiązaniem, które z powodzeniem funkcjonuje w wielu demokracjach. Kościół nie walczy o dodatkowe przywileje. Co więcej, wprowadzenie dobrowolnego odpisu dla Kościoła to ruletka. Nie wiadomo, ilu podatników uda się przekonać. Może tylko liczyć na ich dobrą wolę. Są pewne szacunki – ale to tylko ciągi liczb na papierze, które zweryfikuje rzeczywistość. Tymczasem Fundusz jest stałą, pewną, oscylującą ostatnio wokół 94 milionów zł pozycją w budżecie państwa.

Najdziwniejsze, że filozofia, którą kieruje się rząd – oznacza mnóstwo kłopotów dla... samego rządu. Bo przyjęcie założenia, że wprowadzamy zupełnie nowe rozwiązanie, a nie po prostu przekształcamy Fundusz – oznacza, iż umowy poprzedzające ustawę wprowadzającą odpis będzie musiał podpisać nie z kilkoma czy kilkunastoma związkami wyznaniowymi, lecz ze wszystkimi 172 działającymi w Polsce!

Dlaczego?

Gdyby rząd podzielił stanowisko Kościoła katolickiego (ale i innych związków wyznaniowych) i nie chciał po prostu wyrzucić Funduszu na śmietnik historii bez niezbędnego rozliczenia jego działalności, odrębne umowy poprzedzające ustawę o odpisie miałby obowiązek podpisać tylko z tymi związkami, których nieruchomości – przejęte po wojnie przez państwo – stanowią dziś masę Funduszu. Mało kto wie, że obecnie z Funduszu korzystają też wspólnoty, które nigdy nie utraciły żadnych nieruchomości, np. powstały już po demokratycznym przełomie. Co jest zresztą niezgodne z ustawą z 1950 r., ale zgodne z zasadą równouprawnienia związków wyznaniowych.

Co z tymi na ogół słabszymi wspólnotami będzie po wprowadzeniu odpisu?

Założenie strony kościelnej ich nie dyskryminuje. Będą mogły przystąpić do nowych rozwiązań, o ile będą tym zainteresowane. Różnica polega na kwestiach proceduralnych. W przypadku związków wyznaniowych, których nieruchomości nie stanowią aktualnie masy Funduszu, bo albo zostały im zwrócone, albo ich nigdy nie przejęto na podstawie ustawy z 1950 r. – Rada Ministrów powinna tylko zapoznać się z ich opinią, np. w ramach konsultacji społecznych. Nie ma natomiast obowiązku zawierać umowy, o której mowa w art. 25 konstytucji.

Sam Ksiądz Profesor przyznał, że zamiast czekać na raport obie strony porozumiały się co do wysokości odpisu. Czyli teraz uznanie jego wyników przez rząd miałoby dla Kościoła znaczenie przede wszystkim wizerunkowe? Pokazałoby, że nie ma mowy o skoku na kasę?

Oczywiście. Ten raport po prostu kończy ważną dyskusję o roszczeniach majątkowych Kościoła katolickiego w Polsce. Naturalnie każdy może napisać własny, nie jestem Alfą i Omegą. Ale naprawdę szczegółowo, w oparciu o wszelkie dziś znane i dostępne źródła państwowe i kościelne wyliczyłem, ile nieruchomości Kościół katolicki miał, ile stracił, ile odzyskał, a ile nadal pozostaje w rękach państwa. Przyjęcie tego raportu leży więc także w interesie rządu, bo powtórzę: zamyka wreszcie dyskusję o Funduszu, Komisji Majątkowej i rewindykacjach majątkowych Kościoła katolickiego. To przejaw transparentności, która stanowi fundament zdrowego państwa.
Raport obala też wiele mitów, np. co do gigantycznych odszkodowań, które Kościół miał wycisnąć z budżetu. Krążyły astronomiczne sumy 24 miliardów zł, mowa była o setkach tysięcy odzyskanych hektarów. Okazało się, że to bzdury – wynikające po części z tak kuriozalnych błędów jak przesunięcie przecinka albo niedostrzeżenie, że w Polsce była denominacja. Tak oto z milionów zrobiły się miliardy.

Poza tym państwu powinno zależeć na tym, żeby pokazać, jak przez lata zarządzało naszym wspólnym majątkiem. Bo o tym też zapominamy: Funduszem nie zarządzały związki wyznaniowe, ale przez wiele lat Urząd do spraw Wyznań, a ostatnio komórka Departamentu Wyznań Religijnych oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Tymczasem ustawa z 1950 r. nałożyła na poszczególnych szefów resortów czy radę ministrów różne obowiązki, z których wiele do dziś nie zostało wykonanych. To np. minister rolnictwa i reform rolnych miał obliczyć areał przejętych od związków wyznaniowych nieruchomości i oszacować ich dochodowość.

I jeszcze jedno: mój raport dotyczy wyłącznie Kościoła katolickiego. Podobne raporty powinny być opracowane też dla innych związków, które utraciły nieruchomości w wyniku wykonania ustawy z 1950 r.

Bo?

Dopiero wtedy będzie tak naprawdę wiadomo, z kim jeszcze rząd musi podpisać odrębne umowy poprzedzające ustawę wprowadzającą odpis.

Sytuacja jest kuriozalna: raport Księdza Profesora zamówiły strona rządowa i kościelna. Był gotowy pod koniec czerwca. Rząd nie przyjmuje jego ustaleń, ale też ich nie podważył. O co tu chodzi?

Nie wiem. Tym bardziej to dla mnie niezrozumiałe, że jestem bardzo wdzięczny pracownikom Departamentu Wyznań Religijnych oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych za pomoc przy gromadzeniu materiałów. Urzędnicy występowali o niezbędne dane do urzędów wojewódzkich, szukali we własnym archiwum rozliczeń Funduszu po 1989 r. Cały wykorzystany przeze mnie materiał źródłowy otrzymały zarówno strona rządowa, jak i kościelna. Każde wyliczenie można porównać i sprawdzić z tym materiałem.

Zlecenie opracowania raportu dostałem od zespołów roboczych Rządowej i Kościelnej Komisji Konkordatowej. Na kolejnych etapach w grudniu ubiegłego i lutym bieżącego roku przekazywałem wersje robocze do ich wglądu. Ostateczna wersja powstała w czerwcu. Pan minister Boni zażyczył sobie jeszcze tygodnia na dokładną lekturę. Po siedmiu dniach otrzymałem telefoniczną odpowiedź, że strona rządowa nie zgadza się firmować raportu. Nigdy tego merytorycznie nie uzasadniono.

Dzwonił sam minister?

Nie. Dzwonił pracownik Departamentu Wyznań Religijnych. Raport wydałem więc jako opracowanie autorskie, w formie książki – z całym aparatem krytycznym i bibliografią. Przed publikacją książkę zrecenzowało trzech samodzielnych pracowników naukowych. Tak więc to typowa praca naukowa.

Może problem w tym, że z wyliczeń Księdza Profesora wynika, iż rocznie Fundusz Kościelny powinien wynosić ponad 160 mln, i to tylko dla Kościoła katolickiego? Może zresztą biskupi nie powinni godzić się tak szybko na 0,5 proc. odpisu, tylko poczekać na raport jako dodatkowego asa w rękawie?

To pytanie nie do mnie. Jestem tylko ekspertem, decyzje podejmują inni. Dodam tylko, że wcale nie trzeba sięgać po moje wyliczenia. Wystarczy zajrzeć do uzasadnienia rządowego projektu ustawy o wprowadzeniu odpisu podatkowego, który udostępniono na stronie internetowej Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji. Na stronie 29 znajduje się tabela numer 4, która szacuje potrzeby Funduszu Kościelnego na najbliższe lata. Potrzeby na rok bieżący oceniono na ponad 130 mln złotych i to tylko biorąc pod uwagę dofinansowanie ubezpieczeń dla części osób duchownych. W budżecie państwa zapisano zaś 94 mln złotych! Tymczasem Fundusz miał też wspierać ochronę zabytków kościelnych i działalność charytatywno-opiekuńczą. Realizacja tych celów została jednak ze względu na kryzys zawieszona, począwszy od 2010 r. To tylko potwierdza moją tezę, że budżet Funduszu jest cały czas niedoszacowany.


Ks. prof. DARIUSZ WALENCIK jest prawnikiem, kanonistą, kierownikiem Zakładu Prawa Wyznaniowego Uniwersytetu Opolskiego. Autor książki „Nieruchomości Kościoła katolickiego w Polsce w latach 1918–2012. Regulacje prawne – nacjonalizacja – rewindykacja” (2013).

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Były dziennikarz, publicysta i felietonista „Tygodnika Powszechnego”, gdzie zdobywał pierwsze dziennikarskie szlify i pracował w latach 2000-2007 (od 2005 r. jako kierownik działu Wiara). Znawca tematyki kościelnej, autor książek i ekspert ds. mediów. Od roku… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2013