Filmy z pustego obszaru

Ale rok 1956 jest inny niż lata dawniejsze. Kronikarz patrzy uważnie i widzi to, czego dawniej starał się nie zauważyć". Te słowa czytane przez Andrzeja Łapickiego w filmie "Warszawa 1956" Jerzego Bossaka i Jarosława Brzozowskiego mogłyby być mottem "czarnej serii" polskiego dokumentu. Dla rodzimej sztuki filmowej ten artystyczny fenomen jest przełomowy. Oto bowiem w świecie socjalistycznych laurek, w rzeczywistości uśmiechniętych budowniczych i szczęśliwych traktorzystek, w przestrzeni wszechogarniającego ładu i harmonii, nad którymi czuwała dotąd stalinowska nomenklatura, pojawiło się pęknięcie.
Czyta się kilka minut

W 1955 roku Jerzy Hoffman i Edward Skórzewski, studenci moskiewskiego WGIKu, zrealizowali dokument otwierający "czarną serię". "Uwaga, chuligani!" krzyczał tytuł. W całości zainscenizowany (występuje tu m.in. Roman Wilhelmi) dokument reżyserskiego duetu przybierał formę agresywnego, choć jednoznacznego i prostego filmowego plakatu. Oglądany dzisiaj, wydać się może zabawny, choćby ze względu na wszechobecny komentarz czytany przez Andrzeja Łapickiego, znanego głównie z socrealistycznych kronik filmowych. Ale pół wieku temu film Hoffmana i Skórzewskiego był zjawiskiem nowym i bardzo ożywczym.

Nie chodziło wyłącznie o dynamiczną, agresywną stylistykę tego obrazu, ale głównie o to, że młodzi reżyserzy zdecydowali się mówić o przemilczanej dotąd stronie polskiej rzeczywistości. Miejsce młodzieńców z socrealistycznych agitek zajęli tytułowi chuligani, a film opowiadał nie o sukcesie przy kolejnej budowie, a o zgubnym wpływie band ulicznych na młodych ludzi masowo migrujących do miast.

Zaprezentowane studentom Łódzkiej Filmówki "Uwaga, chuligani!" zainspirowało innych twórców do opowiadania o problemach dręczących ludzi w Polsce. Zamiast podziwiać fasady odnowionych budynków, filmowcy zaglądali na zniszczone wojną podwórka. Większość za scenerię wybierała powojenną Warszawę. Tu, gdzie niedawno wzniesiono chlubę PRL-u, Pałac Kultury i Nauki, panowały jednocześnie straszne warunki życiowe, a ludzie mieszkali w domach zniszczonych przez niemieckie bomby. Taki świat przedstawiali m.in. Bossak i Brzozowski w znakomitej "Warszawie 1956". Obraz nędzy, bierności i marginalizacji ukazywali Kazimierz Karabasz i Władysław Ślesicki w "Gdzie diabeł mówi dobranoc" (o warszawskim Targówku) i "Ludziach z pustego obszaru" (realizowanego na warszawskiej Pradze). Przemilczany i wręcz wstydliwie zakłamywany problem prostytucji poruszał z kolei Włodzimierz Borowik w swym filmie "Paragraf zero", jednym z najważniejszych dzieł "czarnej serii".

Wśród agresywnych interwencyjnych obrazów ("Uwaga, chuligani!", "Dzieci oskarżają") na wydanych właśnie dwóch płytach DVD znajdziemy także ironiczną "Lubelską starówkę" Bohdana Kosińskiego czy piękne - utrzymane w nastroju ballady - "Z Powiśla" Kazimierza Karabasza. Bo "czarna seria" to nie tylko antyagitki. Jej różnorodne oblicza widać dziś doskonale dzięki kolejnej części świetnej wydawniczej serii. I choć niektóre z tych filmów źle znoszą próbę czasu i stają się dziś jawnie anachroniczną, to warto oglądać "czarne filmy" choćby po to, by zobaczyć, jak zaczynali wielcy polskiego filmu i literatury. Bo wśród twórców "czarnej serii" odnajdziemy m.in. Karabasza i Bossaka, Hoffmana i Borowika, a także Marka Hłaskę ("Gdzie diabeł mówi dobranoc") i Ryszarda Kapuścińskiego ("Ludzie z pustego obszaru").

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 07/2008