Filmowa partyzantka w „Wake Up”: ostatnie pokolenie przeżywa horror na wrotkach

Oto dreszczowiec usytuowany w nieoczywistej dla gatunku scenerii, do złudzenia przypominającej sklepy koncernu Ikea.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu „Wake Up”, reż. RKSS // Fot. Isaac Planella / Materiały prasowe Kino Świat
Kadr z filmu „Wake Up”, reż. RKSS // Fot. Isaac Planella / Materiały prasowe Kino Świat

Z punktu widzenia strażnika nocnego to banda dzieciaków, które z nudów (albo dla fejmu) robią demolkę w masowo uczęszczanym wielkopowierzchniowym sklepie z wyposażeniem mieszkań. Rozrabiacze mają co prawda na sztandarach ratowanie lasów deszczowych, dobrostan zwierząt hodowlanych, przerabianych na popularne klopsiki, względnie interesy drobnych rzemieślników wypieranych z rynku przez meblowego potentata, ale z początku jakoś trudno im kibicować. Młodzi ekoaktywiści z filmu „Wake Up” nakładają zwierzęce maski i po godzinach hakują przyjazny swoim klientom przybytek konsumpcji, transmitując całą akcję w mediach społecznościowych. Greta Thunberg lubi to? Niekoniecznie. Najnowsze dzieło kolektywu RKSS to przykład filmowej partyzantki, która w imię gatunkowej frajdy wylewa obiecujące dziecko z kąpielą. Ale może właśnie na tym polega zakładana wywrotowość? 

Upłynie trochę czasu, zanim aspołeczny Kevin (w tej roli Turlough Convery) i jego brat Jack (Aidan O’Hare), obaj w uniformach z napisem „Security”, odkryją za sprawą monitoringu, co się dzieje w sklepowych alejkach. Aktywiści zdążyli wyjść ze swoich kryjówek (spod łóżek, z wysokich palet, ze skrzyń pełnych pluszaków) i przy pomocy sprzętu do paintballa zamieniają przytulne wnętrza Idea House w pobojowisko, upstrzone budzicielskimi hasłami. Pech chciał, że nie trafili na zwykłych strażników. Jack podczas nocnej zmiany nadużywa alkoholu, a Kevin z powodu nadgorliwości może być za chwilę na wylocie – bracia mają wiele do stracenia. Toteż muszą wziąć sprawy w swoje ręce, spacyfikować intruzów skutecznie i bez rozgłosu. Tak rozpoczyna się zamknięte w sklepowych labiryntach polowanie na dzieciaki, w którym cały społeczny czy polityczny potencjał szybko i bezpowrotnie zamienia się w morderczą walkę o przetrwanie.

I nie ma w takim wyborze niczego złego, jakkolwiek po drodze „Wake Up” uruchamia tyle ciekawych znaczeń, że aż szkoda, iż ich nie rozwija. Oto nastolatkowie Ethan, Grace, Yasmin, Karim, Tyler, Emily, czyli „ostatnie pokolenie” walczące radykalnymi metodami o bardziej sprawiedliwy i zrównoważony w rozwoju świat. Kevin i Jack zaś to biali mężczyźni w średnim wieku, przedstawiciele niższej klasy społecznej, wykonujący mało prestiżową profesję „cieciów” na służbie u wielkiego kapitału. Rozstawienie obu tych grup po przeciwnych stronach barykady mogło przynieść intrygujące napięcie, przy okazji dobrze ilustrując dramat dzisiejszej lewicy, zajętej na frontach ekologii i mniejszościowych tożsamości, a niezdolnej do nawiązania dialogu z warstwami nieuprzywilejowanymi społeczno-ekonomicznie.

Na nieszczęście (również dla filmu) Kevin stanowi przypadek ekstremalny – jest sfrustrowanym surwiwalistą, człowiekiem z wyraźnym zaburzeniem, który wierzy już tylko w tępą siłę i własny, „zwierzęcy” spryt. W pierwszej scenie widać, jak zastawia okrutną, własnoręcznie skonstruowaną pułapkę na szczury. Za chwilę zobaczymy w nim miłośnika prymitywnej, jaskiniowej broni i tego rodzaju zachowań. A umiejętności spod znaku „zrób to sam” bardzo mu się przydadzą w ściganiu niezbyt praktycznych małolatów. Jak na ironię, użyje do tego przedmiotów domowego użytku, wziętych wprost ze sklepowych półek. Wszechobecność kamer, tych przemysłowych i tych smartfonowych, bynajmniej nie ułatwi ściganym ucieczki. Będzie ciemno, bezwzględnie i pierwotnie.

W ten sposób, w klaustrofobicznych wnętrzach odciętego od świata i coraz bardziej dewastowanego sklepiszcza, twórcy „Wake Up” mogliby problematyzować idee powrotu do natury czy sprzeczności społecznych interesów, jednakże bardziej interesuje ich zabawa gatunkiem, jakim jest rozpędzony, ociekający posoką slasher. Już w swych wcześniejszych filmach kanadyjskie trio RKSS wykazywało się twórczym podejściem do popkulturowych schematów. W „Turbo Kid” przerabiali kino superbohaterskie i postapokaliptyczne na ejtisową nostalgię. Z kolei „Lato 84” łączyło swojskie klimaty dorastania z rozwiązywaniem tajemnic mrożących krew w żyłach, przypominając pod tym względem serial „Stranger Things”. Niedawne „We Are Zombies” przeniosło na ekran serię komiksową, by po swojemu parodiować horrory o nieustraszonych pogromcach żywych trupów. 

W najnowszym filmie Kanadyjczycy skorzystali z pomocy włoskiego scenarzysty Alberta Mariniego, specjalisty od różnej maści kina grozy („Słodkich snów”, „Syn zemsty”). Efektem jest dreszczowiec dość oczywisty w swoich krwawych absurdach, aczkolwiek usytuowany w nieoczywistej dla gatunku scenerii, do złudzenia przypominającej sklepy zbudowanego w Szwecji koncernu z żółto-granatowym logiem. W pewnym momencie mruga się nawet do nas okiem, gdy uwięzieni w pułapce ekopartyzanci muszą – oczywiście za karę – złożyć jedną z tamtejszych szaf według firmowej instrukcji. Dla wielu z nas to również mógłby być temat na film z dreszczykiem.

Sam pomysł ze sklepem zresztą nienowy, patrz: filmowa „Nocturama” (2016) Bertranda Bonella czy bliższa w stylistyce powieść „Horrorstör” Grady’ego Hendriksa. I czy rzeczywiście należało się spodziewać czegoś więcej? „Kiedy większość naszych przyjaciół pracowała, żeby wyjechać na wakacje, my braliśmy urlop z pracy, by kręcić swoje filmy” – mówią o sobie członkowie grupy RKSS, podkreślając przede wszystkim filmową, a nie społecznikowską pasję. Łatwo też, projektując nasze wysublimowane czy zaangażowane wizje na kino cieszące się po prostu samym sobą, ulec snobizmowi i malkontenctwu. Ten jednak film, trwający godzinę z kwadransem, rozgrywający się w ciągu jednej nocy i w jednym miejscu, nie daje się tak łatwo odstawić na półkę z napisem „brutalna i bezpretensjonalna rozrywka”. W końcu tytuł „Wake Up” także zobowiązuje.

Tyle że nie bardzo wiadomo, do czego mielibyśmy się pod wpływem tego filmu przebudzić. Do bardziej świadomej postawy konsumenckiej? Ekranowe, słabo zindywidualizowane dzieciaki na wrotkach, udające dzikie zwierzaki i mieszające misję z destrukcyjną zabawą, raczej nie przekonują. A może do sprzeciwu wobec nadużywania siły – tej fizycznej (ochroniarze) i tej systemowej (Idea House)? Niestety, w roli Złego mamy do czynienia nie z żadnym antysystemowcem, ale z niebezpiecznym psychopatą. Wypada zatem potraktować ów tytuł bez ideologicznych zobowiązań: trzymamy stronę ściganych i masakrowanych, bo tak zazwyczaj bywa przy tego rodzaju filmach, niezależnie od ich ukrytego bądź domniemanego przekazu. Czyżby więc jedynie kino miało tutaj jakąś rację? Pewnie tak, choć i pod tym względem udaje mu się wykrzesać z siebie trochę za mało.

WAKE UP – reż. RKSS. Prod. Kanada/Francja 2023. Dystryb. Kino Świat. W kinach od 21 czerwca. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Horror na wrotkach