Farewell, Miss Iza…

Pamiętacie tę scenę z "Lalki"? Łęcka wyjeżdża pociągiem z kochankiem za granicę i żeby Wokulski nie zrozumiał, o czym szepcze, przechodzi na angielski. Ale nie wie, że spryciarz Wokulski wziął parę lekcji języka i wie, co się święci. Kiedy więc pociąg odjeżdża, kupiec galanteryjny wypowiada pamiętną kwestię, dając arystokratom do zrozumienia, że sroce spod ogona nie wypadł, choć ręce sobie na Syberii odmroził.
Czyta się kilka minut

Jest to scena wysoce emblematyczna. Wokulski niby umie parę słów powiedzieć, ale Szekspira by nie poczytał. Izabella też Szekspira by nie poczytała, ale nie znaczy to, że ma nie flirtować z kim innym. Totalne nieporozumienie, bo choć niby mówią tym samym językiem, to jest to język całkowicie obcy.

Mówię: scena emblematyczna, bo przypomina polską scenę publiczną. Niby rozmawia się tym samym językiem, ale nie dość że okazuje się to język obcy, to jeszcze nic nikogo z mówiących tym obcym językiem nie łączy. Wystarczy popatrzeć na cały ubiegły rok. Wszyscy na wszystkich warczą, wieszają psy, szkalują, napadają, obrażają się. Zwłaszcza obrażają. "Dziennik" na "Wyborczą", "Wyborcza" na "Dziennik", PiS na PO, PO na PiS, lustratorzy na anty-lustratorów, nawet Kościół zaczął psioczyć na Kościół, co kto nie powie, to drugi już leci i jeszcze mocniej wywija pięściami. Można oszaleć.

Nie ukrywam, że przez cały rok starałem się jakoś wprowadzić nutę rozluźnienia do całego tego bałaganu, obśmiewać - dla zdrowia - wszystkie naburmuszone strony, także i siebie nie pozostawiając poza zbawiennym działaniem ironii. Ale jakoś mi zabrakło już motywacji (pewnie talentu nie starczyło), bo pisanie felietonów zamiast przynosić radość, coraz częściej wpędzało mnie w stan przygnębienia, że znowu to samo, znowu to samo, nic nowego pod polskim słońcem, nie ma wielkich nadziei na rozmowę. Że niby w ciekawych czasach żyjemy? Tego rodzaju satysfakcję i gratyfikację z nią związaną zostawiam innym felietonistom.

Choć nie żegnam się z "Tygodnikiem", opuszczam miejsce na ostatniej stronie, które łaskawa Redakcja wydzierżawiła mi na jakiś czas, pod zastaw sporego ryzyka. Czas ten dobiegł końca, jak wszystko na tym świecie. Napisałem felietonów gorszych i lepszych cały tomik, teraz zabieram się do innej pracy. Dziękuję gorąco wszystkim czytelnikom, których - wiem to i wielbię - jest wcale niemało. Wszystkich moich adwersarzy zapraszam teraz do dyskusji z moimi książkami: będą mieli nieraz jeszcze okazję, by zademonstrować swoją przenikliwość.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2007