Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Europa w świecie – reaktywacja

Europa w świecie – reaktywacja

03.09.2018
Czyta się kilka minut
Co spotkanie Merkel z Putinem i niemiecko-francuskie apele o budowę nowych sojuszy mogą oznaczać dla Polski?
Kanclerz Niemiec i prezydent Rosji podczas spotkania w Mesebergu, 18 sierpnia 2018 r. ALEXEI DRUZHININ / AFP / EAST NEWS
C

Co spotkanie Merkel z Putinem i niemiecko-francuskie apele o budowę nowych sojuszy mogą oznaczać dla Polski?

Sierpień w polityce jest z reguły czasem kanikuły. W tym roku było jednak inaczej. Spotkanie kanclerz Angeli Merkel z prezydentem Władimirem Putinem w Mesebergu, odważna wizja nowego kształtu współpracy Europy i Ameryki szefa niemieckiej dyplomacji Heiko Maasa oraz programowe wystąpienie prezydenta Francji Emmanuela Macrona wzywającego do przeglądu polityki obronnej w Europie i budowania nowych sojuszy – wszystko to zdarzyło się właśnie w sierpniu, kiedy mamy prawo do niezawracania nam głowy polityką.

W niezmiennie neurotycznej polskiej debacie o świecie wydarzenia te wybrzmiały nader mocno. W końcu „lato tego roku było piękne”, a potem przyszedł wrzesień i koniec świata, który znaliśmy. Nawet wyważony zwykle w opiniach „Dziennik Gazeta Prawna” pisał o „zdradzie dyplomatycznej”, której dokonała Mutti spotykając się z b. pułkownikiem KGB. Analizowanie każdego spotkania, wypowiedzi czy wizji politycznej w kontekście zmierzchu Zachodu, który porzuciwszy swe ideały zostawi Polskę na łasce wichrów historii, nie wydaje się jednak zwiększać naszej wiedzy o otaczającym nas świecie. A ten rzeczywiście się zmienia, choć nikt jeszcze nie wie jak.

Nie wie tego Merkel, której spotkanie z Putinem służyło wybadaniu, czy gospodarz Kremla jest w stanie uznać, że już nie dyktuje warunków. A gotowość do negocjacji otwiera drogę do dalszych spotkań i rozmów – nie wiemy jednak, czy w sprawie wojny na Ukrainie i w Syrii jest pole do kompromisu, które zakładałoby także zgodę Kijowa i Damaszku (oraz Teheranu). To trudne do wyobrażenia. Na pewno ani Rosja, ani Niemcy nie są w stanie nikomu nic narzucić. Gdyby jednak doszło do pozytywnego przełomu, zniesienie sankcji na Rosję stanie się realne. Jedynym konkretem był Nord Stream, co ilustruje, jak pusty jest wciąż dzisiaj wymiar „strategicznych” stosunków państw, które miały rządzić Europą. Ale nawet ta inwestycja zależy od tego, czy Kongres nałoży sankcje na firmy zaangażowane w budowę gazociągu (co może oznaczać jego zamrożenie), czy też umożliwi jego budowę.

Przyszłości nie znają też Macron i Maas, choć obaj zgrabnie nawiązali do pomysłów, które są stare jak sama współpraca atlantycka. Więcej miejsca dla Europy w polityce światowej wymaga jednak spójności politycznej i rozwoju zdolności do wpływania na rzeczywistość, której Europie dzisiaj brakuje. Pomińmy kwestie wojskowe: mimo stałej niepewności odnośnie do amerykańskiego zaangażowania, Europa nie stworzy potencjału zbliżonego do tego, którym dysponują USA. W rzeczywistości nawet tego nie chce. Wyraźną ambicją jest jednak poszerzenie swobody w kwestiach globalnej współpracy gospodarczej. Swą polityką handlową Donald Trump stworzył miejsce dla działań, które jeszcze jakiś czas temu nie były priorytetowe. Europa ma tu możliwość nie tylko sięgnięcia po narzędzia, którymi nie dysponuje na polu walki, ale przede wszystkim ma wolę polityczną: handel i gospodarka wprost przekładają się na głosy poparcia. Iran – inaczej niż Irak – może więc okazać się punktem zwrotnym w budowie równowagi w stosunkach amerykańsko-europejskich. I tu jednak potrzeba wielu lat, aby postulaty Macrona i Maasa nabrały realnego wymiaru.

Czy zatem nie ma powodów do obaw nad Wisłą? Zapewne są, bo każda korekta polityczna niesie w sobie szansę na poprawę sytuacji, jak też ryzyko jej pogorszenia. Problemem nie są jednak Merkel, Macron czy Maas. Więcej: nie jest nim nawet Trump. Problemem jest brak polskiej odpowiedzi, która miałaby szanse wyjść poza logikę polityki wewnętrznej i wywrzeć wpływ na myślenie innych. I tego powinniśmy się najbardziej obawiać. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]